Koronawirus zabił ich dzieci dzień po dniu. Wiktoria miała 19, a Wojtek 25 lat [WIDEO | ZDJĘCIA]

2020-10-30 18:00 Piotr Domin pt

Koronawirus zbiera w Polsce tragiczne żniwo. Trudno przygotować się na tak nagłe odejście kogokolwiek z bliskich. Rodzina z Dąbrówki w Pomorskiem mierzy się z podwójnym dramatem. Matka i ojciec stracili dzień po dniu dwoje z trojga wchodzących w dorosłość dzieci - Wiktorię (+19 l.) i Wojtka (+25 l.). Nie mogli być przy nich w szpitalach w ostatnich chwilach. Muszą wstrzymać się z pochówkiem, bo sami są w domowej izolacji.

To prawdopodobnie Wojtek, jak mówią mieszkańcy Dąbrówki, miał skądś przywlec do rodzinnego domu koronawirusa. Podobno czuł się winny z tego powodu, a najbardziej bał się o Wiktorię, bo u niej objawy choroby szybko się nasilały.

- Widziałem, jak Wiktorię zabierała karetka. Przyjechali po nią ratownicy cali w kombinezonach. Widziałem wtedy żegnającego siostrę Wojtka. Oni byli ze sobą tak bardzo zżyci. Jedno za drugie skoczyłoby w ogień. Niewiele czasu minęło, a karetka przyjechała też po Wojtka. To było straszne, choć wtedy każdy z sąsiadów myślał, że podleczą ich w szpitalach i oboje wrócą do domu – mówi Władysław Pepliński (72 l.) z Dąbrówki.

Zakażone koronowirusem rodzeństwo nie żyje

Wiktoria zmarła jako pierwsza w szpitalu w Kościerzynie. Dzień później rodzice odebrali kolejną tragiczną wiadomość, tym razem o śmierci Wojtka w szpitalu w Słupsku. Nie mogli być przy nich. Nie mieli szansy, by pożegnać dzieci, bo sami muszą pozostać w domowej izolacji.

Wiktoria była podopieczną Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Bytowie, Wojtek miał za sobą rok w seminarium duchownym, chciał studiować teologię. Pomagał osobom starszym i udzielał się społecznie jako wolontariusz. – To był wspaniały chłopak. O rodzinie złego słowa nie powiem – dodaje pan Władysław.

Ciotka zmarłego rodzeństwa przyznaje, że stała się niewyobrażalna tragedia. – Ta śmierć spadła na rodzinę jak grom z jasnego nieba. Nie wiem, jak brat z bratową to przeżyją – mówi pani Bożena.

Władze gminy Borzytuchom, w której mieszkają rodzice Wiktorii i Wojtka, zapowiadają udzielenie jej pomocy, w tym też przy organizacji pochówku, jeśli tylko rodzina o taka się zwróci.