- Tragedia w Ustce: Funkcjonariusz SOP Piotr K. zaatakował rodzinę, zabijając 4-letnią córkę i raniąc pozostałych członków.
- Szokujące szczegóły zatrzymania: Mężczyzna, zabarykadowany z dzieckiem, stawiał opór policji, był nieobliczalny.
- Co doprowadziło do tej niewyobrażalnej zbrodni? Dowiedz się więcej.
Zabójstwo w Ustce. Tak wyglądało zatrzymanie Piotra K.
Podczas zatrzymania 44-latka sytuacja była najgorsza z możliwych. Piotr K. w ręku trzymał nóż. Mimo prób negocjacji, zaczął zadawać ciosy jeden po drugim. Policjanci nie mogli użyć pistoletu, bo strzał zagroziłby nie tylko im, kula mogłaby zabić też dziecko - nie było "czystego strzału". Dopiero użycie tasera pozwoliło funkcjonariuszom go obezwładnić.
W mieszkaniu działało kilka patroli – wszystko wskazuje na to, że policjanci mieli do czynienia z wyjątkowo silnym, wyszkolonym i nieobliczalnym przeciwnikiem. Piotr K. mierzy około dwóch metrów, waży 140 kilogramów, przeszedł przeszkolenie bojowe i ma ponad 20 lat doświadczenia w służbach.
To były sekundy. Nagle rzucił się na członków rodziny
Tragedia, do której doszło w poniedziałek po godz. 21:30, wstrząsnęła Polską. Jak ustalono, Piotr K. wraz z rodziną spędzał kilka dni urlopu u teściów. Wieczór był spokojny, grali w karty, nie doszło do żadnych kłótni ani napięć.
W pewnym momencie 44-latek wstał od stołu, poszedł do kuchni, sięgnął po najdłuższy nóż i wrócił – wtedy zaczął atakować. Najpierw rzucił się na żonę i teściów, próbował dopaść uciekającego syna, a potem zabarykadował się z córką w pokoju. To właśnie wtedy zadał dziewczynce wiele śmiertelnych ciosów. Część z nich była wymierzona w klatkę piersiową. Obrażenia były wielonarządowe.
Mimo natychmiastowej akcji ratunkowej i reanimacji trwającej kilkadziesiąt minut, dziecka nie udało się uratować. Pozostali członkowie rodziny – żona, teściowie i syn – zostali przewiezieni do szpitali w Słupsku, Lęborku i Sławnie. Żona i teściowa wciąż przebywają w stanie ciężkim pod opieką lekarzy.
To żona była celem ataku
Z ustaleń śledczych wynika, że głównym celem ataku była żona. Prokurator Patryk Wegner przyznał, że liczba zadanych ciosów i ich intensywność wskazują na ogromne wzburzenie emocjonalne napastnika. – To było coś, czego nie da się logicznie wyjaśnić – powiedział.
Sąsiedzi pod blokiem nie kryją szoku. – Nie możemy mówić, nie możemy zrozumieć – mówią krótko. W mediach społecznościowych Piotr K. i jego żona prezentowali obraz szczęśliwej, zgranej rodziny. Nic nie wskazywało na zbliżającą się tragedię.
Zostanie wydalony ze służby. Został aresztowany
MSWiA poinformowało, że wobec Piotra K. wszczęto procedurę usunięcia go ze służby. Mężczyzna został zawieszony, a Biuro Nadzoru Wewnętrznego rozpoczęło sprawdzanie przebiegu jego służby oraz dokumentacji medycznej. Wiadomo, że na początku października przeszedł badania okresowe. Nie brał udziału w ochronie najważniejszych osób w państwie, ale pełnił służbę w Warszawie.
Sąd zdecydował o aresztowaniu tymczasowym na trzy miesiące. Piotr K. zostanie przewieziony do aresztu, gdzie trafi do pojedynczej celi przejściowej. Potem też nie będzie mógł liczyć na towarzystwo za kratami. Reporter "SE" ustalił, że planowane jest zastosowanie szczególnych środków bezpieczeństwa.
Co grozi Piotrowi K.?
Za zabójstwo i usiłowanie zabójstwa grozi Piotrowi K. kara dożywotniego pozbawienia wolności. Śledczy czekają też na wyniki badań toksykologicznych z krwi pobranej po zatrzymaniu. Na razie nie wiadomo, czy w jego organizmie były środki odurzające. Sekcja zwłok Anielki potwierdziła natomiast, że zmarła w wyniku ran kłutych klatki piersiowej.
Dlaczego to zrobił? Tego nie wiadomo. Pytanie „dlaczego?” zadają dziś wszyscy – śledczy, sąsiedzi, dziennikarze. Odpowiedzi na razie brak.