Brutalnie zaatakował i zgwałcił młodą dziewczynę. Koszmar w centrum Warszawy. „Proszę pomóż mi, błagam”

2026-02-25 5:30

25-letnia Liza z Białorusi wracała do domu ze spotkania z koleżanką. Przy ul. Żurawiej, w samym centrum Warszawy, została zaatakowana i wciągnięta do jednej z bram. Kilka minut później znaleziono ją nieprzytomną na schodach. Mimo wysiłków lekarzy nie udało się jej uratować... Od tej zbrodni minęły właśnie dwa lata.

25 lutego 2024 roku na ul. Żurawiej rozegrały się sceny, o których trudno zapomnieć. Na wysokości jednej z bram młody mężczyzna w kominiarce podszedł do 25-latki z Białorusi z nożem kuchennym w ręku. W ciągu kilku sekund obezwładnił dziewczynę i wciągnął ją do środka. Tam doszło do brutalnego ataku. 23-letni wówczas Dorian S. zaatakował ją na tle seksualnym i rabunkowym. Liza została znaleziona naga i nieprzytomna na schodach przez dozorcę budynku.

Tragedia na Żurawiej. Brutalny atak na Lizę

Dusząc kobietę i zatykając jej usta siłą zaciągnął ją do pobliskiej bramy. Nagą i nieprzytomną kobietę leżącą na schodach znalazł dozorca i to on powiadomił o wszystkim policjantów. Kilka minut później w miejscu przestępstwa pojawili się policjanci, którzy wezwali pogotowie ratunkowe a do czasu jego przybycia udzielili pokrzywdzonej kobiecie pomocy przedmedycznej. Z uwagi na brutalność tego przestępstwa ustalenie i zatrzymanie jego sprawcy było priorytetem dla wszystkich policjantów, którzy zajęli się tą sprawą − mówił o sprawie Robert Szumiata z policji.

Walka o życie i śmierć Lizy

Lekarze walczyli o życie 25-latki, ale obrażenia były zbyt rozległe. Liza zmarła w szpitalu. Informacja o jej śmierci poruszyła tysiące ludzi. W marcu 2024 roku, tuż po śmierci dziewczyny, przez Warszawę przeszedł marsz ku jej pamięci i innych ofiar przemocy. Stolica pytała: „Dlaczego?!”.

Dorian S. został zatrzymany kilkanaście godzin po ataku. Trafił do aresztu i usłyszał zarzut zabójstwa kobiety na tle rabunkowym i seksualnym. W trakcie śledztwa zabezpieczono monitoring, który zarejestrował początek tragedii.

Aresztowanie Doriana S. i proces sądowy

Podczas procesu ujawniono wstrząsające szczegóły. Sąd pierwszej instancji skazał go na dożywocie. Obrona próbowała podważyć wyrok, kwestionując poczytalność oskarżonego i przebieg procesu. 4 listopada 2025 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie ogłosił prawomocny wyrok − kara dożywocia została utrzymana w mocy.

Biegła toksykolog stwierdziła obecność hydroksyzyny i jej metabolitów we krwi oskarżonego. Obrona próbowała wykazać, że mogła być to pigułka gwałtu. Biegli stwierdzili, że nic w zachowaniu oskarżonego nie wykazywało na jakiekolwiek upośledzenie zachowania. Było ono racjonalne, od początku do końca planowane − uzasadnił sędzia Maciej Gruszczyński.

Dorian S. miał napisać do ojca tuż po zgwałceniu Lizy: „Tato, pomocy. Odj****em i nie wiem, co robić. Proszę pomóż mi, błagam”. W innej wiadomości pisał: „Pobiłem kogoś i jak odchodziłem to się nie ruszał ani nie oddychał. Po prostu zabiłem kogoś. Ja nie wiem dlaczego, pijany byłem”.

Wstrząsające szczegóły i prawomocny wyrok

Sąd podkreślał brutalność czynu. − Kara jest po prostu słuszna. Czyn którego dopuścił się oskarżonego to tak naprawdę trzy zbrodnie: zbrodnia rozboju z użyciem noża, zgwałcenia i zabójstwa. Czy ten cechował się wyjątkową brutalnością. Sąd dzięki monitoringowi, który rejestrował pierwszą część zdarzenia, dokładnie mógł zapoznać się z jego przebiegiem. Przez 5 minut dochodzi do interakcji między oskarżonym i ofiarą, 4 i pół minuty rozmawiają − kontynuował sędzia Gruszczyński.

Na nagraniach widać moment szarpania za włosy i wciągania kobiety do bramy. − Gdyby chodziło o motyw rabunkowy spokojnie mógł zabrać telefon i wszystkie wartościowe przedmioty jakie miała przy sobie. Widać że zamiar ewoluuje w kierunku seksualnym. Widać szarpnięcie za włosy i widać jak ciągnie ofiarę w kierunku bramy. Brak jest typowych obrażeń charakterystycznych obrony. Została pozbawiona przytomności w mechanizmów uduszenia. Później doszło do zgwałcenia. Była nieprzytomna, bezwolna. Mimo to oskarżony przytroczył jej głowę do bramy paskiem − dodał.

Wspomnienie życia i miłości Lizy

14 marca 2024 roku odbył się pogrzeb Lizy. Tłumy żegnały młodą kobietę. Wzruszające słowa padły nad jej grobem.

Jesteśmy tu dlatego, że to co się stało złamało nam serca. Większość z nas, którzy się tutaj zebraliśmy, nie znała Lizy osobiście, ale rozpoznajemy w niej nasze siostry, córki, przyjaciółki. Widzimy w niej siebie − powiedziała do żałobników prowadząca ceremonię kobieta.

W obliczu tak wielkiej tragedii nasze serca wypełnia rozpacz. Konfrontujemy się z tym, co od nas niezależne. To mogła być każda z nas − dodała.

Niezrozumiałe okoliczności śmierci

Wspominano jej życie w Polsce i miłość, którą odnalazła tuż przed pandemią.

Był COVID, więc wszystkie miejsca publiczne, w tym siłownie, były zamknięte. Daniel ćwiczył w swoim pokoju, który wynajmował na parterze wielorodzinnego domu, kiedy pod jego oknem zjawiła się dziewczyna − sąsiadka mieszkająca kilka pięter wyżej i zapaliła papierosa. To nie było w smak Danielowi, gdy jednak wyjrzał przez okno, nieoczekiwanie zobaczył profil przepięknej dziewczyny, o niemal idealnym nosie, który skradł jego serce. Daniel dawał jej oparcie w codzienności, sprawiał, że Liza mogła w końcu bezpiecznie wzrastać i rozkwitać. Wspierali się w różnych trudach i perturbacjach życia wiedząc, że mogą na siebie liczyć. Bywało różnie − czasem przeszłość Lizy wdawała się we znaki, jednak oboje walczyli wtedy nie ze sobą, a bardziej o siebie − mówiła mistrzyni ceremonii.

Najbardziej poruszyły jednak słowa o jej ostatnich chwilach. − Liza mówiła Arturowi, że nie zdążyła cierpieć. Odpłynęła natychmiast. W chwili ataku znalazła się w innym miejscu. Była spokojna, opuściła ciało − jakby jej tam nie było − przekazała łamiącym głosem kobieta.

DORIAN S. DOPADŁ LIZĘ PRZY BRAMIE. Horror w samym centrum Warszawy | Pokój Zbrodni
Sonda
Czy kara za gwałt powinna być wyższa?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki