25 lutego 2024 roku na ul. Żurawiej rozegrały się sceny, o których trudno zapomnieć. Na wysokości jednej z bram młody mężczyzna w kominiarce podszedł do 25-latki z Białorusi z nożem kuchennym w ręku. W ciągu kilku sekund obezwładnił dziewczynę i wciągnął ją do środka. Tam doszło do brutalnego ataku. 23-letni wówczas Dorian S. zaatakował ją na tle seksualnym i rabunkowym. Liza została znaleziona naga i nieprzytomna na schodach przez dozorcę budynku.
Tragedia na Żurawiej. Brutalny atak na Lizę
− Dusząc kobietę i zatykając jej usta siłą zaciągnął ją do pobliskiej bramy. Nagą i nieprzytomną kobietę leżącą na schodach znalazł dozorca i to on powiadomił o wszystkim policjantów. Kilka minut później w miejscu przestępstwa pojawili się policjanci, którzy wezwali pogotowie ratunkowe a do czasu jego przybycia udzielili pokrzywdzonej kobiecie pomocy przedmedycznej. Z uwagi na brutalność tego przestępstwa ustalenie i zatrzymanie jego sprawcy było priorytetem dla wszystkich policjantów, którzy zajęli się tą sprawą − mówił o sprawie Robert Szumiata z policji.
Walka o życie i śmierć Lizy
Lekarze walczyli o życie 25-latki, ale obrażenia były zbyt rozległe. Liza zmarła w szpitalu. Informacja o jej śmierci poruszyła tysiące ludzi. W marcu 2024 roku, tuż po śmierci dziewczyny, przez Warszawę przeszedł marsz ku jej pamięci i innych ofiar przemocy. Stolica pytała: „Dlaczego?!”.
Dorian S. został zatrzymany kilkanaście godzin po ataku. Trafił do aresztu i usłyszał zarzut zabójstwa kobiety na tle rabunkowym i seksualnym. W trakcie śledztwa zabezpieczono monitoring, który zarejestrował początek tragedii.
Aresztowanie Doriana S. i proces sądowy
Podczas procesu ujawniono wstrząsające szczegóły. Sąd pierwszej instancji skazał go na dożywocie. Obrona próbowała podważyć wyrok, kwestionując poczytalność oskarżonego i przebieg procesu. 4 listopada 2025 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie ogłosił prawomocny wyrok − kara dożywocia została utrzymana w mocy.
− Biegła toksykolog stwierdziła obecność hydroksyzyny i jej metabolitów we krwi oskarżonego. Obrona próbowała wykazać, że mogła być to pigułka gwałtu. Biegli stwierdzili, że nic w zachowaniu oskarżonego nie wykazywało na jakiekolwiek upośledzenie zachowania. Było ono racjonalne, od początku do końca planowane − uzasadnił sędzia Maciej Gruszczyński.
Dorian S. miał napisać do ojca tuż po zgwałceniu Lizy: „Tato, pomocy. Odj****em i nie wiem, co robić. Proszę pomóż mi, błagam”. W innej wiadomości pisał: „Pobiłem kogoś i jak odchodziłem to się nie ruszał ani nie oddychał. Po prostu zabiłem kogoś. Ja nie wiem dlaczego, pijany byłem”.
Wstrząsające szczegóły i prawomocny wyrok
Sąd podkreślał brutalność czynu. − Kara jest po prostu słuszna. Czyn którego dopuścił się oskarżonego to tak naprawdę trzy zbrodnie: zbrodnia rozboju z użyciem noża, zgwałcenia i zabójstwa. Czy ten cechował się wyjątkową brutalnością. Sąd dzięki monitoringowi, który rejestrował pierwszą część zdarzenia, dokładnie mógł zapoznać się z jego przebiegiem. Przez 5 minut dochodzi do interakcji między oskarżonym i ofiarą, 4 i pół minuty rozmawiają − kontynuował sędzia Gruszczyński.
Na nagraniach widać moment szarpania za włosy i wciągania kobiety do bramy. − Gdyby chodziło o motyw rabunkowy spokojnie mógł zabrać telefon i wszystkie wartościowe przedmioty jakie miała przy sobie. Widać że zamiar ewoluuje w kierunku seksualnym. Widać szarpnięcie za włosy i widać jak ciągnie ofiarę w kierunku bramy. Brak jest typowych obrażeń charakterystycznych obrony. Została pozbawiona przytomności w mechanizmów uduszenia. Później doszło do zgwałcenia. Była nieprzytomna, bezwolna. Mimo to oskarżony przytroczył jej głowę do bramy paskiem − dodał.
Wspomnienie życia i miłości Lizy
14 marca 2024 roku odbył się pogrzeb Lizy. Tłumy żegnały młodą kobietę. Wzruszające słowa padły nad jej grobem.
− Jesteśmy tu dlatego, że to co się stało złamało nam serca. Większość z nas, którzy się tutaj zebraliśmy, nie znała Lizy osobiście, ale rozpoznajemy w niej nasze siostry, córki, przyjaciółki. Widzimy w niej siebie − powiedziała do żałobników prowadząca ceremonię kobieta.
− W obliczu tak wielkiej tragedii nasze serca wypełnia rozpacz. Konfrontujemy się z tym, co od nas niezależne. To mogła być każda z nas − dodała.
Niezrozumiałe okoliczności śmierci
Wspominano jej życie w Polsce i miłość, którą odnalazła tuż przed pandemią.
− Był COVID, więc wszystkie miejsca publiczne, w tym siłownie, były zamknięte. Daniel ćwiczył w swoim pokoju, który wynajmował na parterze wielorodzinnego domu, kiedy pod jego oknem zjawiła się dziewczyna − sąsiadka mieszkająca kilka pięter wyżej i zapaliła papierosa. To nie było w smak Danielowi, gdy jednak wyjrzał przez okno, nieoczekiwanie zobaczył profil przepięknej dziewczyny, o niemal idealnym nosie, który skradł jego serce. Daniel dawał jej oparcie w codzienności, sprawiał, że Liza mogła w końcu bezpiecznie wzrastać i rozkwitać. Wspierali się w różnych trudach i perturbacjach życia wiedząc, że mogą na siebie liczyć. Bywało różnie − czasem przeszłość Lizy wdawała się we znaki, jednak oboje walczyli wtedy nie ze sobą, a bardziej o siebie − mówiła mistrzyni ceremonii.
Najbardziej poruszyły jednak słowa o jej ostatnich chwilach. − Liza mówiła Arturowi, że nie zdążyła cierpieć. Odpłynęła natychmiast. W chwili ataku znalazła się w innym miejscu. Była spokojna, opuściła ciało − jakby jej tam nie było − przekazała łamiącym głosem kobieta.