Byk rozpruł szyję Bogdanowi! Mały kundelek znalazł swojego pana

2026-08-12 5:00

Horror w gospodarstwie Bogdana J. (45 l.) z Nowej Wsi na Mazowszu. Gdy rolnik wszedł do zagrody z bykami po wcześniejszym wypiciu dwóch piw, jeden z byków nagle zrobił się nerwowy. Pan Bogdan klepnął go po grzbiecie, by się uspokoił. To jednak jeszcze bardziej rozjuszyło samca. Podskoczył do góry i rąbnął rogiem gospodarza w szyję! Bogdan stracił przytomność. Gdyby nie jego kundelek Fred, ta historia miałaby zdecydowanie gorsze zakończenie.

  • Rolnik Bogdan J. przeżył koszmarny atak byka, który rozpruł mu szyję, co było tragicznym finałem jego nieodpowiedzialnego wejścia do zagrody.
  • Mężczyzna, ranny w szyję i plecy, przyznaje, że sprowokował zwierzę zapachem alkoholu, zmieniając jego normalne zachowanie.
  • Odkryj, jak bohaterski piesek uratował mu życie i dlaczego weterynarz stanowczo ostrzega przed łączeniem alkoholu z opieką nad zwierzętami.

Byk rozpruł szyję Bogdanowi!

Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, ale było o krok od wielkiej tragedii. Gdy emocje już opadły i wiadomo, że ofiara ataku byka będzie miała tylko kilka blizn po szwach na szyi i plecach, pokrzywdzony przez zwierzę rolnik przyznaje się do swojej bezmyślności. Twierdzi, że sam sobie zasłużył na takie potraktowanie przez byka, bo nie powinien wchodzić do zagrody po alkoholu.

Wszystko zaczęło się niewinnie w upalne popołudnie. Do Bogdana J. (45 l.) wpadł kolega z zimnymi piwami. Rolnik mógł już sobie pozwolić na wypicie odrobiny alkoholu, bo nie planował wyjazdów, ani żadnej pracy w gospodarstwie.

- Gdy znajomy wyjechał, robiąc przedwieczorny obchód po gospodarstwie, zobaczyłem, że w zagrodzie z bykami rozerwała się siatka. Chciałem to dokładnie sprawdzić i jak zwykle wszedłem do środka. Zwierzęta mnie znały i nigdy nie spotkałem się z agresją z ich strony - opowiada w rozmowie z reporterem „Super Expressu” pan Bogdan. - Gdy już byłem wewnątrz, otarłem się o jednego z byków, który zaczął parskać i podskakiwać. Podbiegł do mnie, powąchał i ze złością zakręcił łbem, raniąc mnie rogiem w szyję. Poczułem potworny ból, wybiegłem na łąkę i straciłem przytomność. Gdy leżałem na trawie, brocząc krwią, alarm podniósł mój kundelek Fred (1 rok) i dzięki temu sąsiad w porę wezwał pomoc. Gdyby nie mój piesek wykrwawiłbym się w samotności - relacjonuje 45-latek.

- Teraz mam wyrzuty sumienia, że wszedłem do byków śmierdzący alkoholem. To najwidoczniej wywołało w jednym z nich agresje. Ale dobrze, że skończyło się tylko siniakami i kilkoma bliznami po rogu - pokazuje zaklejone opatrunkiem rany na szyi.

Weterynarz przypomina

- Chód, woń lub inne zachowanie osoby po alkoholu mogą zaniepokoić zwierzę, wywołując u niego reakcje obronne. Byki nie potrzebują szczególnej prowokacji, by zaatakować człowieka nawet swojego opiekuna - informuje pan Marian Jastrzębski lekarz weterynarii.

CZEGO NIE WIEMY O ZWIERZĘTACH?
Sonda
Umiesz udzielić pierwszej pomocy?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki