Chora miłość zabiła Sylwię? Zatłuczona młotkiem kobieta osierociła dwójkę dzieci

Sylwia (†40 l.) wyszła w środku nocy na pole niedaleko swojego domu we wsi pod Radomiem. Miał ją tam zwabić 30-letni znajomy. Okazało się, że to pułapka. Towarzysząca mu 45-latka zaatakowała Sylwię młotkiem i zadała jej kilkadziesiąt ciosów. Kobieta zginęła w męczarniach, osierocając dwoje dzieci.

Przeraźliwy krzyk rozdarł nocną ciszę

Sady-Kolonia to spokojna wieś położona około 40 kilometrów od Radomia. Większość mieszkańców zajmuje się tam uprawą papryki. Ludzie dobrze się znają, a życie płynie tu spokojnie i bezpiecznie.

– Tutaj nie mieliśmy wcześniej takich problemów. Nie było nawet żadnych większych awantur – opowiada nam mieszkanka wsi. – Wszyscy jesteśmy w szoku.

Wszystko zmieniło się w nocy z 3 na 4 sierpnia. Około godz. 1 przeraźliwy krzyk rozdarł nocną ciszę. Młody mężczyzna mieszkający naprzeciwko Sylwii usłyszał wołanie kobiety. Kiedy wyszedł z domu, zobaczył dwie osoby uciekające z pobliskiego pola. Na ziemi leżała zakrwawiona 40-latka. Natychmiast wezwał policję, ale Sylwii nie udało się już uratować.

Kilka godzin później policjanci zatrzymali ukrywającego się w pobliżu 30-letniego mieszkańca powiatu radomskiego. Towarzyszącą mu 45-latkę ujęto na terenie województwa łódzkiego. Oboje usłyszeli zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i trafili do aresztu.

45-latka przyznała się do zarzucanego jej czynu. 30-latek nie przyznał się do zarzutu, ale nie zaprzeczał swojemu udziałowi w zbrodni.

„Nie ma nikogo, kto powiedziałby o niej złe słowo”

Chyba nie ma nikogo, kto powiedziałby złe słowo o Sylwii. Zawsze była uczynna i pomocna. Pamiętam, jak jeździła po wsi z córką i przygotowywała ją do egzaminu na prawo jazdy. Obie uśmiechnięte, zawsze się przywitały, były bardzo serdeczne – wspomina sąsiadka zamordowanej.

Mąż Sylwii zostawił ją około ośmiu lat temu. Kobieta została sama z dwójką dzieci. Jej syn ma dziś 16 lat, a córka niedawno osiągnęła pełnoletność. Mimo trudnej sytuacji Sylwia dobrze sobie radziła. Dzieci nie sprawiały problemów i pomagały mamie w pracy.

40-latka miała kawałek własnego pola, na którym uprawiała paprykę. Pomagała również swojej siostrze i szwagrowi w ich gospodarstwie. Nie bała się pracy. Gdy trzeba było, dorabiała także w innych miejscach, między innymi na sali weselnej.

– Była członkinią Koła Gospodyń Wiejskich. Zawsze pełna inicjatywy, zawsze uśmiechnięta. To straszna tragedia. Trudno mi o tym mówić – przyznaje Teresa Kucharczyk, sołtyska Sadów-Kolonii.

Sylwia mieszkała z dziećmi oraz gromadą psów i kotów. Kochała zwierzęta. Mieszkańcy wspominają ją jako pozytywną, serdeczną i pracowitą kobietę. Od rozstania z mężem nie widywali jej z innym mężczyzną. Byli przekonani, że jest sama.

Jej spokojne życie przerwała koszmarna sierpniowa noc. 30-letni znajomy miał wywabić Sylwię na pole przed domem. Tam zaatakowała ją 45-latka. Napastniczka uderzała młotkiem raz za razem, zadając kilkadziesiąt ciosów po całym ciele.

Po śmierci Sylwii jej dziećmi zajęli się siostra zamordowanej i jej mąż. Bliscy zostali rodziną zastępczą.

Podejrzanego znali z kościoła

Mieszkańcy Sadów-Kolonii znali 30-letniego podejrzanego. Mężczyzna nie mieszkał we wsi, ale przed laty często pojawiał się w okolicy.

Nieraz widywaliśmy go w kościele. Chodził do komunii, czasami kręcił się potem przy parafii. Widać było, że jest z nim coś nie tak. Sprawiał wrażenie, jakby nie do końca rozumiał, co się wokół niego dzieje – przyznaje sąsiadka Sylwii.

30-latek bywał w domu swojej rodziny adopcyjnej w sąsiedniej miejscowości. Rodzina ta znała bliskich Sylwii.

– Czasami do niej przychodził. Chyba mu się podobała, ale z tego, co wiem, ona nie była nim zbytnio zainteresowana. Przynajmniej tak mi się wydaje – opowiada mieszkanka wsi.

Kiedy ojciec adopcyjny 30-latka wyprowadził się z okolicy, również on przestał tutaj przyjeżdżać. Przez kilka lat mieszkańcy go nie widywali. Ponownie usłyszeli o nim dopiero po zabójstwie Sylwii. Towarzyszącej mu 45-latki nikt we wsi wcześniej nie znał.

Sylwia zginęła przez urojoną zazdrość?

Cała wieś zastanawia się teraz, dlaczego Sylwia musiała zginąć. Odpowiedzi na to pytanie szukają również śledczy. Nie wiadomo jednak, czy prawdziwy motyw zbrodni kiedykolwiek uda się ustalić.

W tej chwili trudno mówić o motywie, szczególnie przy tak przerażającej zbrodni. Być może badania psychiatryczne podejrzanych pozwolą lepiej zrozumieć, co skłoniło ich do takiego czynu. Na tym etapie nie da się znaleźć racjonalnego wyjaśnienia – mówi prok. Aneta Góźdź z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, podejrzana miała być osobą bardzo zazdrosną i zaborczą. Jednocześnie nic nie wskazuje na klasyczny trójkąt miłosny ani na to, żeby Sylwia dawała jej rzeczywiste powody do zazdrości.

Czy 40-latka zginęła tylko dlatego, że 45-latka ubzdurała sobie, że jest jej rywalką? Czy wystarczyło coś, co 30-latek powiedział o Sylwii, aby wywołać u podejrzanej morderczy szał zazdrości? Takiego przebiegu wydarzeń na razie nie można potwierdzić. Więcej odpowiedzi mogą przynieść kolejne przesłuchania podejrzanych oraz opinie biegłych psychiatrów.

morderstwo w sosnowscu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki