Zabójstwo na Nowym Świecie. Znamy wyrok
We wtorek, 9 czerwca warszawki sąd uznał Dawida Mirkowskiego za winnego śmierci mężczyzny w centrum Warszawy i wymierzył mu karę 25 lat więzienia. Mężczyzna będzie też musiał zapłacić 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia dla bliskich ofiary.
Prokurator żądał dla Mirkowskiego 25 lat pozbawienia wolności. Obrona wnosiła o jego uniewinnienie od zarzutu zabójstwa, podważając kluczowy dowód w sprawie, jakim było nagranie z monitoringu. Pełnomocnik oskarżonego dowodził, że na filmie nie widać ostrza noża, o którego użycie był oskarżony Mirkowski. Prokurator wskazywał jednak na fragment filmu, na którym widać, że podczas bijatyki Mirkowski sięga do tylnej kieszeni i coś z niej wyjmuje. Miał to być nóż sprężynowy, o którego użyciu świadczą rany na ciele ofiary.
Ugodzony nożem w bramie
To jedna z najgłośniejszych warszawskich zbrodni ostatnich lat. W nocy z 7 na 8 maja 2022 roku w samym centrum Warszawy, na Nowym Świecie doszło do brutalnego ataku. 29-letni gitarzysta Maciej H., który przebywał wówczas na popularnym deptaku miał być świadkiem, jak grupa mężczyzn zaczepia kobiety i rzuca w ich stronę kostkami lodu z drinków. Mężczyzna zwrócił im uwagę, wówczas doszło do bójki. W jej trakcie został śmiertelnie ugodzony nożem. Ranny dotarł jeszcze do pobliskiego sklepu, gdzie wykrwawił się na podłodze.
Początkowo służby ujęły w tej sprawie Łukasza G. i Sebastiana W. Sąd Apelacyjny w Warszawie skazał ich prawomocnie na siedem lat więzienia za udział w bójce, której skutkiem była śmierć człowieka. Obaj byli już wcześniej karani.
Głównym podejrzanym w sprawie został jednak Dawid Mirkowski, były zawodnik mieszanych sztuk walki, wcześniej niekarany. Mężczyzna uciekł przed wymiarem sprawiedliwości do Turcji, wykorzystując dowód osobisty swojego brata. Mężczyznę udało się zatrzymać w marcu 2023 r., w grudniu kolejnego roku zrealizowano ekstradycję mężczyzny i Mirkowski finalnie trafił do polskiego aresztu.
"Widziałam, jak krew leci mu po plecach"
Podczas procesu przed warszawskim sądem padło wiele szokujących szczegółów wydarzeń na Nowym Świecie. 23-letnia znajoma zamordowanego chłopaka wspominała, że tamtej nocy jej kolega zareagował, gdy grupka mężczyzn rzuciła w nią kostką lodu.
– Wywiązała się kłótnia. W pewnym momencie była to bójka trzech osób przeciwko jednej osobie. Dalej udało się agresorom zapędzić Maćka w róg bramy i zwalić go z nóg. Był kopany po głowie i brzuchu – relacjonowała.
Reakcja innych ludzi pozwoliła przerwać bójkę, wówczas napastnicy oddalili się, ale stan chłopaka okazał się bardzo poważny. - Widziałam, jak krew leci mu po plecach. Ktoś zaprowadził go do sklepu monopolowego. Wszedł tam i upadł – wskazała kobieta.
Pracownik wspomnianego sklepu - który również zeznawał przed sądem - opisywał, że widział, że ranny chłopak ma krew na twarzy. Gdy mężczyzna upadł na posadzkę, wraz z koleżanką ze zmiany wyprosili innych klientów, wezwali pogotowie i zaczęli opatrywać rany 29-latka. W pomoc włączyła się też przechodząca w pobliżu kobieta, która powiedziała, że jest lekarzem. Gdy ratownicy medyczni przybyli na miejsce i zabierali chłopaka miał on być już siny na twarzy.
„Od zawsze konflikty rozwiązuję rozmową”
W maju podczas mów końcowych prokurator Szymon Banna przekonywał, że zgromadzony materiał dowodowy jednoznacznie wskazuje na winę Dawida Mirkowskiego w sprawie śmierci 29-letniego Macieja H. - Wyraźnie widać kiedy doszło do uderzenia Macieja. Widać jak Dawid sięga do kieszeni po nóż - mówił przed sądem odnosząc się do nagrania z monitoringu.
Widać na nich brutalny atak na pokrzywdzonego i „serię pchnięć charakterystycznych dla ciosów nożem”. - Pokrzywdzony wierzgał nogami, walczył o życie - mówił prokurator.
Według śledczych to Mirkowski był najbardziej agresywnym uczestnikiem bójki. - Oskarżony miał najdłuższy kontakt, był najbardziej agresywny i przylegał do ciała pokrzywdzonego podczas zajścia, które przypominało raczej „karczemną burdę” a nie walkę - przekonywał prokurator.
Sam oskarżony zeznał, że nie chciał nikogo zabić. Twierdził, że „od zawsze konflikty rozwiązuje rozmową”, ale po uderzeniu „obudził się w nim instynkt i wdał się w szarpaninę”. - Maciej nie zmarł od mojego ataku a od ran nożem - mówił umniejszając swój udział w zdarzeniu.
Oskarżony zapewniał również, że po bójce pokrzywdzony wyglądał na osobę, która nie potrzebuje pomocy. - Widziałem że wstał i odszedł. Wydawało mi się że jest z nim dobrze.
Przeczą temu zeznania 24-latki, która w noc zabójstwa była na Nowym Świecie ze znajomymi. Kobieta zeznała na policji, że po pobiciu widziała oskarżoną w tej sprawie trójkę mężczyzn.
– Zobaczyłam trzech mężczyzn. Ten w środku był prowadzony przez dwóch z boku. Zataczał się. Jak mnie mijali, usłyszałam: „ja go, k***a, pociąłem!”. Nie wiem, który z nich to powiedział. Głos miał rozemocjonowany, jakby uświadomił sobie, co zrobił – brzmi zapis zeznań kobiety w policyjnym protokole. Podczas rozpraw 24-latka nie była w stanie potwierdzić, czy słowa te powiedział Mirkowski.
Przeciwko Mirkowskiemu świadczą też zeznania szefa ochrony jednego z klubów przy ul. Świętokrzyskiej. Przed zabójstwem miał tam imprezować Dawid Mirkowski wraz z dwoma kolegami. Mężczyzna mówił przed sądem, że cała trójka została wyprowadzona na zewnątrz, bo zachowywali się „nieelegancko” i byli agresywni. – Wydaje mi się, że to jest ta osoba, którą wyprowadzaliśmy – mówił świadek zapytany, czy poznaje oskarżonego.
Oskarżony o zabójstwo puszcza oczko do kolegów
Zachowanie Mirkowskiego podczas warszawskiego procesu było mocno kontrowersyjne. Mirkowski nie przeprosił za swoje zachowanie, nie wyraził skruchy, a za to uciekł z kraju utrudniając prowadzone śledztwo.
Z kolei po wyjściu z ostatniej rozprawy przed ogłoszeniem wyroku puścił oczko do swoich kolegów obecnych w sądzie. Wyraźnie nie wyglądał na osobę przejętą śmiercią młodego człowieka, ani nawet na człowieka zagrożonego wieloletnim więzieniem. Sąd poprosił jedynie o sprawiedliwy wyrok.