Edward Zakrzewski nie urodził się w Polsce, choć jego rodzina pochodzi z naszego kraju. Mężczyzna przyszedł na świat i wychował się w Stanach Zjednoczonych, konkretnie w mieście Kalamazoo, w stanie Michigan. Swoje życie związał ze służbą wojskową, zostając ostatecznie weteranem Sił Powietrznych USA. Wydawało się, że prywatnie także nie ma na co narzekać: zakochał się w pięknej Sylvii, pochodzącej z Korei Południowej, z którą wziął ślub i doczekał się dwójki dzieci: w chwili tragedii kobieta miał 34 lata, natomiast maluchy po 7 i 5 lat: Edward-junior, starszy syn, i Anna, młodsza córka. Rodzina mieszkała na co dzień w domu w hrabstwie Okaloosa na Florydzie. Tymczasem to, co w oczach wielu bliskich i znajomych małżeństwa zdawało się sielanką, za zamkniętymi drzwiami okazało się prawdziwym dramatem.
Żona postanowiła odejść, bo mąż stosował przemoc. "Prędzej ich zabiję, nim pozwolę na rozwód"
Z nieoficjalnych ustaleń zagranicznych mediów wynikało, że przed popełnieniem zbrodni Edward Zakrzewski coraz częściej stosował przemoc wobec swoich najbliższych. Nie sprecyzowano jednak, czy była to przemoc fizyczna, czy psychiczna. Jego żona, która zebrała w sobie siłę, by odejść od agresora, zażądała finalnie rozwodu. On natomiast nie mógł się z tym pogodzić. Jeszcze zanim szczegółowo zaplanował zabójstwo, swoim znajomym miał powiedzieć, że prędzej zabije rodzinę, nim zgodzi się na to, by bliscy od niego odeszli. Wtedy nikt nie spodziewał się, że mężczyzna przejdzie od makabrycznych słów do jeszcze straszniejszych czynów.
Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni
W toku śledztwa ustalono, że feralnego dnia, 9 czerwca 1994 roku, najpierw zaszedł swoją żonę od tyłu. Uderzył ją łomem w głowę, a gdy ta upadła, zawiązał wokół jej szyi przygotowaną wcześniej linę. Ciągnął po podłodze, zaciskał pętle coraz mocniej, aż ta przestała oddychać. Później, gdy upewnił się, że kobieta nie żyje, chwycił za maczetę i przeszedł do kolejnych pokojów wspólnego domu rodziny, by odnaleźć dzieci. Zarówno 5-letnią Annę, jak i 7-letniego Edwarda-juniora, zamordował przy użyciu właśnie tej broni. Córka i syn małżeństwa zginęli od wielonarządowych obrażeń, zadanych im maczetą. Mężczyzna myślał, że wszystko poszło zgodnie z jego planem, lecz jeszcze zanim uciekł zorientował się, że źle sprawdził funkcje życiowe żony. Był przekonany, że Sylvia się poruszyła, więc wyjął nóż i dobił kobietę. Podczas procesu nie sprecyzowano jednak, czy były to tylko jego urojenia, czy rzeczywiście ofiara miała szansę przetrwać napaść ze strony męża.
Edward Zakrzewski nie próbował jakoś szczególnie zacierać po sobie śladów, zresztą podejrzenia dotyczące tego, że on jest sprawcą morderstwa, pojawiły się bardzo szybko po odnalezieniu ciał jego rodziny. Zmasakrowane zwłoki żony oraz dzieci, krew i mnóstwo dowodów w ich wspólnym domu, były wystarczające. Za podejrzanym ruszyła obława, lecz policjantom nie udało się go nigdzie znaleźć. Mijały dni, tygodnie, a potem miesiące, podczas których agresor pozostawał nieuchwytny. Wówczas jego sprawą zainteresowali się twórcy amerykańskiego programu „Unsolved Mysteries”, czyli nierozwiązane zagadki, niewyjaśnione tajemnice. Dzień po emisji odcinka, który nagłaśniał sprawę morderstwa dokonanego przez Edwarda Zakrzewskiego, prawdopodobnie ruszyło go sumienie. Albo zwyczajnie się wystraszył. Sam zgłosił się na pobliską komendę policji i oddał w ręce władz. Wtedy wyszło na jaw, że przez cztery miesiące ukrywał się na Hawajach, dokąd uciekł zaraz po dokonaniu zbrodni.
Protesty przeciwko karze śmierci. Z wykonaniem kary bardzo długo zwlekano
Przez wiele lat trudnego śledztwa i żmudnego procesu trwały liczne dyskusje na temat tego, jaka kara powinna spotkać Edwarda Zakrzewskiego. Po tym, jak Sąd Najwyższy USA przywrócił karę śmierci, debatowano między innymi nad tym, by tego typu najwyższy wyrok zastosować również w sprawie Amerykanina o polskich korzeniach. Ława przysięgłych zarekomendowała karę śmierci w jego przypadku, choć wynik głosowania wyniósł 7 do 5, co dawało niewielką przewagę zwolenników tego rodzaju wyroku, który zresztą nie byłby możliwy przy obecnym prawie stanowym. Tuż obok pełnienia służby wojskowej i walki dla kraju, to był też jeden z powodów, dla których znalazło się sporo przeciwników egzekucji mężczyzny. Mając na uwadze ówczesne przepisy, okoliczności zdarzenia i zachowanie podejrzanego, sędzia sądowy ostatecznie orzekł aż trzy wyroki śmierci dla Edwarda Zakrzewskiego. Ale z wykonaniem kary bardzo długo zwlekano.
Czytaj również: Beata rodziła dzieci i czekała, aż umrą. Kilkoro udusiła pępowiną. Pięć malutkich ciał w Hipolitowie
Jak opisywała gazeta „The Guardian”, w międzyczasie organizacja The Action Network zainicjowała petycję przeciwko wykonaniu egzekucji, wezwano nawet ludzi do kontaktu z biurem gubernatora, apelując o wstrzymanie wykonania wyroku. - Floryda nie potrzebuje kary śmierci, by być bezpieczna. Ta egzekucja nie sprawi, że będziemy się czuli bezpieczniej, a doda jedynie kolejny akt przemocy do i tak tragicznej już historii. Sprawiedliwość nie wymaga śmierci – wskazywały osoby, które sprzeciwiały się decyzji sądu.
Prawnicy Zakrzewskiego również wnosili liczne apelacje, których przez lata można by naliczyć kilkanaście, albo i kilkadziesiąt, ale wszystkie zostały odrzucone. Ostatni dokument, sprzeciwiający się karze śmierci, oddalono tuż przed wykonaniem wyroku. Bo karę śmierci w przypadku Edwarda Zakrzewskiego ostatecznie wykonano – 31 lat po zbrodni, dokładnie 31 lipca 2025 roku, w czwartek, po godzinie 18:00 czasu lokalnego. Była to dziewiąta egzekucja przeprowadzona na Florydzie w 2025 roku, co stanowiło rekord stanowy od czasu przywrócenia kary śmierci w USA.
Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.
Nie pierwszy przypadek wykonania kary śmierci na obywatelu USA o polskim pochodzeniu
Amerykanin o polskich korzeniach został uznany za martwego po podaniu mu trójlekowego zastrzyku w więzieniu stanowym: to mieszanka zawierająca środek nasenny, środek paraliżujący oraz środek zatrzymujący pracę serca. Tuż przed śmiercią skazany miał szansę na wypowiedzenie ostatnich słów. - Chcę podziękować dobrym ludziom ze Słonecznego Stanu za zabicie mnie w najzimniejszy, przemyślany, czysty, humanitarny, skuteczny sposób, jaki tylko możliwy. Nie mam żadnych zastrzeżeń – stwierdził Zakrzewski, a następnie wszedł do tak zwanej komory śmierci.
Zobacz także: Marzena Cichocka zginęła w męczarniach? Nigdy jej nie znaleziono. "Zabawiliśmy się i wrzuciliśmy do rowu"
Zanim podano mu leki, zacytował jeszcze wiersz – w obecności 14 świadków, reporterów oraz personelu więziennego. - Gdy leki zaczęły działać, Zakrzewski oddychał głęboko, otoczony przez trzech pracowników departamentu penitencjarnego w ciemnych garniturach. Jeden z nich potrząsnął nim za ramiona i zawołał jego imię. Nie było żadnej reakcji, po czym zapadła cisza – opisywał moment egzekucji na swoich łamach dziennik „The Guardian”. Żaden z członków rodziny ofiar nie chciał rozmawiać tego dnia z dziennikarzami.
To nie pierwszy przypadek wykonania kary śmierci na obywatelu USA o polskim pochodzeniu. W przeszłości głośne były co najmniej dwa przypadki tego typu: Paul Jaworski, urodzony w Polsce, który wyemigrował do Stanów Zjednoczonych parał się różnego rodzaju zbrodniami. Został gangsterem, a później przywódcą gangu, skazanym za liczne napady i zabójstwo w pierwszym stopniu. To on był również wykonawcą owianego złą sławą napadu na opancerzony samochód w Stanach, o którym rozpisywały się zagraniczne media. Mężczyzna został stracony poprzez porażenie prądem na krześle elektrycznym - w Pensylwanii, 21 stycznia 1929 roku.
Druga historia dotyczy Piotra Kudzinowskiego, również Amerykanina polskiego pochodzenia, choć urodzonego w Stanach. Mężczyźnie udowodniono serię zabójstw, których miał dopuszczać się w latach 1924 - 1928. Za wielokrotne, seryjne morderstwa, wykonano na nim karę śmierci w stanie New Jersey w 1929 roku, także poprzez porażenie prądem na krześle elektrycznym.
Kara śmierci od wielu lat wzbudza ogromne emocje – nie tylko w Stanach Zjednoczonych, lecz również w innych krajach, w tym w Polsce, gdzie co jakiś czas na nowo odżywa dyskusja na temat ewentualnego przywrócenia tego typu egzekucji za najcięższe przestępstwa. Jak to zwykle w sprawach takiego kalibru bywa, maksymalny wymiar kary polegający na odebraniu komuś życia ma zarówno wielu przeciwników, jak i zwolenników. Na ten moment, w Polsce nie planuje się przywrócenia i wprowadzenia kary śmierci, która została w naszym kraju zniesiona dokładnie 1 września 1998 roku, kiedy to nowy kodeks karny zastąpił ją karą dożywotniego pozbawienia wolności.