Spis treści
- Akt oskarżenia wobec Moniki B. za znęcanie się nad córką
- Szpital w Lublinie zgłasza poważne wątpliwości w sprawie obrażeń dziecka
- Stan zdrowia córki Moniki B. ulega błyskawicznej poprawie w izolacji
- Proces sądowy w Siedlcach i internetowe zbiórki organizowane przez matkę
- Surowy wyrok sądu w Siedlcach dla Moniki B.
Policjanci zatrzymali matkę oskarżaną o brutalne traktowanie swojej córki w lutym 2024 roku. Podczas składania pierwszych wyjaśnień Monika B. kategorycznie odrzuciła oskarżenia i nie przyznała się do winy. Specjaliści z zakresu psychiatrii dokładnie przebadali kobietę i jednoznacznie stwierdzili, że w momencie dokonywania przestępstwa doskonale zdawała sobie sprawę z konsekwencji swoich działań oraz w pełni kontrolowała własne zachowanie, co ostatecznie potwierdziło jej całkowitą poczytalność.
Akt oskarżenia wobec Moniki B. za znęcanie się nad córką
Pod koniec kwietnia 2025 roku lubelscy śledczy oficjalnie przekazali do Sądu Okręgowego w Siedlcach dokumentację procesową. Prokuratura Okręgowa w Lublinie oskarżyła Monikę B. o stosowanie wyjątkowo drastycznej przemocy fizycznej oraz psychicznej wobec bezbronnego, małoletniego dziecka.
Według ustaleń śledczych od lutego 2017 roku aż do połowy stycznia 2024 roku matka poddawała córkę regularnym torturom w Sięciaszce Drugiej oraz innych polskich miastach. Kobieta celowo aplikowała na twarz i kark dziewczynki niezidentyfikowany żrący płyn, co błyskawicznie wywoływało dramatyczne reakcje skórne, począwszy od silnego zaczerwienienia i stanów zapalnych, a skończywszy na głębokich bliznach oraz martwicy prowadzącej do utraty tkanek. Szczególnie drastycznym efektem tych działań było zniszczenie fragmentu prawego ucha, co doprowadziło do nieodwracalnego i poważnego oszpecenia ciała dziecka, skutecznie uniemożliwiając mu normalne funkcjonowanie w społeczeństwie.
Szpital w Lublinie zgłasza poważne wątpliwości w sprawie obrażeń dziecka
Całe śledztwo ruszyło dopiero po oficjalnym zgłoszeniu dokonanym przez dyrekcję Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 1 w Lublinie, gdy personel medyczny nabrał poważnych podejrzeń wobec relacji matki. Złożone zawiadomienie jasno wskazywało, że nietypowy przebieg dolegliwości nie pasuje do żadnej znanej medycynie choroby, a specyficzny kształt i rozwój ran na twarzy małoletniej ewidentnie wykluczały ich naturalne pochodzenie, co natychmiast wymagało interwencji organów ścigania.
Zgromadzone przez śledczych dowody oraz liczne ekspertyzy lekarskie bezsprzecznie dowiodły, że rany dziewczynki powstawały wskutek bezpośredniej, zewnętrznej ingerencji ze strony drugiego człowieka. Eksperci medyczni zauważyli, że uszkodzenia wywołane toksycznymi substancjami przybierały nienaturalne, geometryczne kształty prostokątów i kwadratów, co w przypadku zwykłych schorzeń dermatologicznych jest fizycznie niemożliwe. Dodatkowo tak potężne obrażenia koncentrowały się niemal wyłącznie w jednym obszarze ciała, co pozwoliło specjalistom definitywnie odrzucić hipotezę o występowaniu u dziecka jakiejkolwiek znanej nauce choroby skóry.
Zaledwie kilka rutynowych badań w trakcie toczącego się postępowania wystarczyło, aby definitywnie obalić kolejne kłamstwa oskarżonej o stanie zdrowia jej potomstwa. Lekarze stanowczo wykluczyli u poszkodowanej dziewczynki jakiekolwiek objawy upośledzenia umysłowego, autyzmu lub epilepsji, chociaż Monika B. przez wiele lat usilnie przekonywała otoczenie o istnieniu tych właśnie schorzeń.
Stan zdrowia córki Moniki B. ulega błyskawicznej poprawie w izolacji
Odizolowanie dziecka od toksycznej matki przyniosło natychmiastowe efekty w postaci drastycznej poprawy samopoczucia i zdrowia fizycznego. Z chwilą osadzenia Moniki B. w areszcie na ciele małoletniej przestały pojawiać się jakiekolwiek nowe rany, co stanowiło ostateczny dowód na usunięcie źródła problemu. Śledczy potwierdzili, że dziewczynka w końcu rozwija się bez żadnych zakłóceń i bez problemu powróciła do tradycyjnego trybu edukacji w szkole.
– Istnieje więc bezpośredni związek przyczynowo – skutkowy pomiędzy poprawą stanu zdrowia oraz społecznego funkcjonowania dziecka, a brakiem bezpośredniego kontaktu z matką, poddaną procesowej izolacji – informowała w komunikacie Prokuratura Okręgowa w Lublinie.
Proces sądowy w Siedlcach i internetowe zbiórki organizowane przez matkę
Rozprawy przeciwko mieszkance gminy Łuków oficjalnie wystartowały w połowie lipca 2025 roku przed siedleckim sądem okręgowym. Śledczy zarzucili kobiecie trwające latami, nieprawdopodobnie bestialskie torturowanie własnego dziecka. Przez blisko siedem lat mała Julia była systematycznie parzona i trwale okaleczana przez matkę chemikaliami o silnie niszczącym działaniu. W tym samym czasie Monika B. cynicznie zakładała w sieci liczne zbiórki charytatywne na rzekome leczenie swojej ofiary. Za te makabryczne przewinienia oskarżonej widmo spędzenia w więziennej celi nawet dwóch dekad.
Surowy wyrok sądu w Siedlcach dla Moniki B.
Długo oczekiwany finał tej porażającej historii nastąpił 24 marca 2026 roku przed Sądem Okręgowym w Siedlcach. Wymiar sprawiedliwości nie miał żadnych wątpliwości co do winy oskarżonej i wysłał ją do zakładu karnego na długie 15 lat, orzekając jednocześnie dekadę bezwzględnego zakazu zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzoną córką. Sędzia nałożył na kobietę dożywotni zakaz sprawowania jakichkolwiek funkcji związanych z wychowywaniem nieletnich. Dodatkowo bezlitosna matka została zobowiązana do zapłacenia swojemu okaleczonemu dziecku rekompensaty finansowej w wysokości 100 tysięcy złotych.
Polecany artykuł: