Makabra w Sięciaszce Drugiej. Julcia przez matkę cierpiała latami
Gehenna małej Julci trwał niemal 7 lat - od lutego 2017 r. do stycznia 2024 r. Matka dziewczynki wpadła na pomysł szybkiego zarobku pieniędzy. By osiągnąć swój cel w obrzydliwy i okrutny sposób wykorzystała swoją córkę.
Kobieta wymyśliła perfidne oszustwo, które wzbudzało litość w internautach chętnych dzielić się swoimi pieniędzmi, by pomóc ratować życie dziecka. Na publikowanych przez Monikę B. zdjęciach, na portalach pomocowych mała Julcia wyglądała strasznie. Widoczne uszkodzenia skóry sugerowały, że dziewczynka cierpi na przewlekłą i nieuleczalną chorobę.
Żeby jednak oszustwo działało, rany dziewczynki nie mogły się goić, a zdjęcia musiały być aktualizowane. Monika B. znalazła i na to sposób. Za nic miała cierpienie swojej córki. Zaczęła rozdrażniać rany dziecka! Co więcej, polewała Julcię, żrącymi substancjami, które wręcz wżerały się w ciałko dziecka!
Działanie kobiety spowodowało u dziewczynki rumień, stany zapalne, blizny, a nawet nieodwracalne ubytki tkanek w wyniku martwicy.
Podejrzenia lekarzy były prawdziwe
"Ból wykańcza moje dziecko, przenikający, trwający nieprzerwanie, taki ból, którego nie można uciszyć lekami ani maściami. Nie pomagają nawet silne sterydy. Juleczka bardzo cierpi, piszczy, płacze, nie może złapać tchu" - pisała Monika B. na zbiórkach.
Na innym portalu kobieta zapewniała, ze rodzina przez chorobę dziecka jest zadłużona i potrzebuje więcej pieniędzy.
Kłamstwo ma jednak krótkie nogi, i całe oszustwo wyszło na jaw. Przyczynili się do tego lekarze ze Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie, którzy zaczęli podejrzewać, że coś jest nie tak. Obraz kliniczny i przebieg choroby dziecka nie pasował do żadnej znanej im jednostki chorobowej, a kształt i ewolucja zmian na skórze twarzy dziecka wskazywały na to, że nie mają one charakteru naturalnego. Biegli potwierdzili, że zmiany te miały charakter urazowy i były spowodowane działaniem człowieka.
Matka aresztowana, córka zdrowa
Monika B. została tymczasowo aresztowana, a jej córka została umieszczona pod opieką rodziny. Co ciekawe, gdy została odizolowana od matki, jej stan zdrowia uległ znaczącej poprawie. Dziewczynka uczy się funkcjonować od początku, ponieważ matka zaczęła ją ranić, gdy ta miała zaledwie dwa lata! Teraz Julcią zajmuje się ojciec, dbają o nią również terapeutki.
Biegli psychiatrzy ocenili, że Monika B. jest w pełni poczytalna, ale wykazuje zaburzenia osobowości w postaci zespołu Münchhausena z przeniesienia.
"Monika B., w ocenie biegłych psychiatrów, wykazuje natomiast zaburzenia osobowości w postaci (…) zespołu Münchhausena z przeniesienia, które polegają na celowym wprowadzaniu przez opiekuna objawów choroby u dziecka lub innej osoby pod jej opieką, aby wzbudzić współczucie i uwagę ze strony otoczenia, a także uzyskać z tego tytułu korzyści, m.in. finansowe" - informowała prokuratura.
We wtorek, 24 marca, Monika B. usłyszała wyrok. Chociaż groziło jej 20 lat więzienia, decyzją sądu skazana została na 15-letnią odsiadkę.