Koszmar w warszawskim żłobku. Dziewczynka wylądowała w szpitalu z pękniętą czaszką

2026-09-03 22:02

Poważne obrażenia u 3,5-letniej dziewczynki z warszawskiego Targówka. Dziecko trafiło na oddział szpitalny z pękniętą czaszką i licznymi siniakami. Matka twierdzi, że jedna z opiekunek w żłobku potraktowała małą w brutalny sposób. Służby zatrzymały już 35-letnią pracownicę placówki. Usłyszała zarzuty, ale twierdzi, że był to nieszczęśliwy wypadek.

Mała dziewczynka w czerwonej bluzce zasłania rękami twarz i płacze. O dramacie w żłobku przeczytasz na SE.
Autor: Getty Images Opiekunki znęcały się nad maluchami w podwarszawskim żłobku. Dwie usłyszały zarzuty

Tajemnicze obrażenia w żłobku na Targówku

Do dramatycznych scen w jednej z placówek na warszawskim Targówku doszło w połowie sierpnia. Trzyipółletnia podopieczna żłobka odniosła wtedy poważne urazy głowy, przez co konieczna była pilna pomoc medyczna w warunkach szpitalnych.

W toku śledztwa funkcjonariusze ujęli 35-letnią pracownicę placówki. Zgromadzone przez śledczych dowody pozwoliły na sformułowanie wobec kobiety dwóch zarzutów. Prokuratura oskarżyła ją o nieumyślne narażenie małej podopiecznej na niebezpieczeństwo oraz nieumyślne doprowadzenie do uszczerbku na jej zdrowiu. Wobec 35-latki zastosowano policyjny dozór. Nałożono na nią również zakaz zbliżania się i prób kontaktu z matką i ojcem poszkodowanej, a także z personelem żłobka i świadkami zdarzenia.

Zatrzymana nie zgadza się z przedstawionymi jej zarzutami i stanowczo odrzuca winę. W jej ocenie całe zajście było jedynie nieszczęśliwym potknięciem, podczas którego dziecko samodzielnie runęło na podłogę, uderzając się w głowę.

Matka oskarża opiekunkę: "Złapała córkę za nogi"

Zupełnie inną perspektywę na te wydarzenia ma pani Natalia, matka poszkodowanej dziewczynki. W wywiadzie udzielonym dziennikowi „Fakt” zrelacjonowała przebieg rozmowy ze swoją córeczką.

W dniu wypadku kobieta odebrała niepokojący telefon ze żłobka. Poinformowano ją, że jej dziecko uczestniczyło w niefortunnym zdarzeniu i domaga się natychmiastowego powrotu do mamy.

– Jak przyszłam, córka źle się czuła, płakała, nie pozwoliła dotykać głowy, miała widoczne obrażenia twarzy. Zrobiłam oględziny dziecka i poprosiłam opiekunkę o wyjaśnienie, ale ona cały czas twierdziła, że to był nieszczęśliwy wypadek, w wyniku którego córka sama przewróciła się w holu – opisała sprawę w „Fakcie” pani Natalia.

Po odebraniu Emilki z placówki i powrocie do mieszkania, samopoczucie 3,5-latki drastycznie się pogorszyło, co wymusiło pilną wizytę na szpitalnym oddziale. Diagnostyka wykazała, że dziewczynka cierpi z powodu pękniętej kości czaszki, a na jej twarzy widniało mnóstwo sińców.

– Zapytałam, co naprawdę się stało. Wtedy powiedziała mi, że ciocia złapała ją za nogi, obróciła głową w dół i upadła na głowę – przekazała dziennikarzom przerażona mama.

– Cały czas myślałam, że oddaję swoje dziecko w dobre ręce, gdzie będzie bezpieczne. Myliłam się – dodała zdruzgotana kobieta na łamach tabloidu.

Porsche wjechało w żłobek w Lublinie. Bo kierująca pomyliła gaz z hamulcem:

Chwile grozy w koszalińskim żłobku

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki