Spis treści
Tajemnicze obrażenia w żłobku na Targówku
Do dramatycznych scen w jednej z placówek na warszawskim Targówku doszło w połowie sierpnia. Trzyipółletnia podopieczna żłobka odniosła wtedy poważne urazy głowy, przez co konieczna była pilna pomoc medyczna w warunkach szpitalnych.
W toku śledztwa funkcjonariusze ujęli 35-letnią pracownicę placówki. Zgromadzone przez śledczych dowody pozwoliły na sformułowanie wobec kobiety dwóch zarzutów. Prokuratura oskarżyła ją o nieumyślne narażenie małej podopiecznej na niebezpieczeństwo oraz nieumyślne doprowadzenie do uszczerbku na jej zdrowiu. Wobec 35-latki zastosowano policyjny dozór. Nałożono na nią również zakaz zbliżania się i prób kontaktu z matką i ojcem poszkodowanej, a także z personelem żłobka i świadkami zdarzenia.
Zatrzymana nie zgadza się z przedstawionymi jej zarzutami i stanowczo odrzuca winę. W jej ocenie całe zajście było jedynie nieszczęśliwym potknięciem, podczas którego dziecko samodzielnie runęło na podłogę, uderzając się w głowę.
Matka oskarża opiekunkę: "Złapała córkę za nogi"
Zupełnie inną perspektywę na te wydarzenia ma pani Natalia, matka poszkodowanej dziewczynki. W wywiadzie udzielonym dziennikowi „Fakt” zrelacjonowała przebieg rozmowy ze swoją córeczką.
W dniu wypadku kobieta odebrała niepokojący telefon ze żłobka. Poinformowano ją, że jej dziecko uczestniczyło w niefortunnym zdarzeniu i domaga się natychmiastowego powrotu do mamy.
– Jak przyszłam, córka źle się czuła, płakała, nie pozwoliła dotykać głowy, miała widoczne obrażenia twarzy. Zrobiłam oględziny dziecka i poprosiłam opiekunkę o wyjaśnienie, ale ona cały czas twierdziła, że to był nieszczęśliwy wypadek, w wyniku którego córka sama przewróciła się w holu – opisała sprawę w „Fakcie” pani Natalia.
Po odebraniu Emilki z placówki i powrocie do mieszkania, samopoczucie 3,5-latki drastycznie się pogorszyło, co wymusiło pilną wizytę na szpitalnym oddziale. Diagnostyka wykazała, że dziewczynka cierpi z powodu pękniętej kości czaszki, a na jej twarzy widniało mnóstwo sińców.
– Zapytałam, co naprawdę się stało. Wtedy powiedziała mi, że ciocia złapała ją za nogi, obróciła głową w dół i upadła na głowę – przekazała dziennikarzom przerażona mama.
– Cały czas myślałam, że oddaję swoje dziecko w dobre ręce, gdzie będzie bezpieczne. Myliłam się – dodała zdruzgotana kobieta na łamach tabloidu.
Porsche wjechało w żłobek w Lublinie. Bo kierująca pomyliła gaz z hamulcem: