Poseł Litewka o sytuacji w schronisku „Happy Dog”
W sobotę (24 stycznia) obrońcy praw zwierząt najpierw zebrali się przed urzędem gminy w Sobolewie, domagając się poprawy warunków życia psów w schronisku, z którym gmina miała podpisaną umowę. Później protest przeniósł się pod bramy „Happy Dog”. Tam sytuacja wymknęła się spod kontroli. W spontanicznej akcji tłum przerwał płot i zabrał zwierzęta uwięzione na mrozie. Pojawiły się pytania, czy adopcje bez procedur nie skończą się tragedią.
W obronie protestujących stanął poseł Łukasz Litewka, który był na miejscu. − Nie wińcie ich, nie atakujcie. Nie było Was tam, nikt nie mógł przewidzieć i przygotować się na to, co się wydarzy − napisał w mediach społecznościowych. Jak podkreślał, ludzie przyjechali protestować, a nie zabierać psy. − To nie była euforia, to była chęć ratunku. Pierwszy raz te biedne zwierzęta były na wyciągnięcie ręki − dodał.
Litewka opisał też to, co miało znajdować się na terenie schroniska: maszynkę do mielenia mięsa, pałki do bicia zwierząt z widoczną krwią oraz psy z „guzami, ranami i ropami”. Jego słowa dolały oliwy do ognia.
Donald Tusk i MSWiA reagują na cierpienie zwierząt
Decyzję o zamknięciu schroniska przekazał premier Donald Tusk. − Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy skazują zwierzęta na cierpienie − napisał. Szef rządu zaznaczył, że to kolejny dowód na brak odpowiedzialności wobec zwierząt. Podkreślił, że schronisko zostało zamknięte przez Powiatowego Lekarza Weterynarii.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowało, że właściciel „Happy Dog” otrzymał decyzję o natychmiastowym zamknięciu obiektu oraz zakazie prowadzenia schronisk. Powodem było niestosowanie się do wcześniejszych zaleceń. W azylu przebywało około 180 psów i kilka kotów. Kontrole były częścią ogólnopolskiej akcji związanej z mrozami. Uchybienia wykryto także w Sobolewie.
− Dobro zwierząt to nie ideologia. To obowiązek i odpowiedzialność − napisała również wiceszefowa resortu Magdalena Roguska.
Głosy protestujących: „Znieczulica i biznes na cierpieniu”
Na sobotni protest (24 stycznia), do Sobolewa przyjechali ludzie z całej Polski. Marek z Warszawy w rozmowie z reporterem „Super Expressu” nie krył wściekłości. − To są takie same stworzenia jak my, nasi bracia mniejsi. Jak ja widzę, co tu robią… to człowieka rusza za serce − mówił. Ostro ocenił władze i służby, zarzucając im znieczulicę i robienie biznesu na cierpieniu zwierząt.
Jeszcze mocniej wypowiadał się Konrad Kuźmiński z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. − Mamy ch** wartą prokuraturę, ch*** warte sądy − grzmiał, mówiąc o systemowym okrucieństwie i patologii. − Jedyny system, jaki jest, to jest właśnie włożenie zwierzęcia do schroniska-mordowni, w którym to zwierzę sobie kona − dodał.
Dla Ewy i Krzysztofa z Warszawy ta sprawa ma bardzo osobisty wymiar. Osiem lat temu uratowali z tego schroniska suczkę w tragicznym stanie. − Na pewno by nie przeżyła. Na pewno by tego nie przeżyła − mówią dziś. Dzięki wolontariuszom pies trafił do fundacji, przeszedł operację i żyje, choć trauma została.
Schronisko „Happy Dog” zamknięte: Koniec działalności
„Happy Dog” współpracowało z około 30 gminami, a gmina Sobolew dzierżawiła grunt pod schronisko. Teraz placówka, dla wielu ludzi w końcu, jest zamknięta.
Polecany artykuł: