Ujadanie słychać z kilometrów. Odwiedziliśmy schronisko "Happy Dog" w Sobolewie. "Tak nie brzmią szczęśliwe pieski"

2026-01-24 14:40

Już z kilku kilometrów słychać ujadanie psów. - Tak nie brzmią szczęśliwe zwierzęta - relacjonuje reporter "SE" w drodze do schroniska "Happy Dog" w Sobolewie. Nieocieplone boksy, ustawione w rzędach przypominających te z obozów zagłady, w żaden sposób nie chronią przed siarczystym mrozem. To zwykły kamień, metalowe pręty i prowizoryczny dach. Wszystko to otoczone płotem z drutu. Dramatycznie to wygląda - dodaje Piotr Lis. Przed urzędem gminy zebrały się tłumy, by protestować przeciwko koszmarnym warunkom, w których trzymane są zwierzęta.

Super Express Google News
  • Schronisko "Happy Dog" w Sobolewie budzi kontrowersje z powodu dramatycznych warunków, w jakich przetrzymywane są zwierzęta.
  • Właściciel schroniska, Marian Drewnik, od ośmiu lat mierzy się z zarzutami znęcania się nad zwierzętami, w tym trzymania ich w ciasnych kojcach i niewystarczającego karmienia.
  • W sobotę tłumy protestowały przed urzędem gminy, domagając się poprawy losu zwierząt.

Schronisko w Sobolewie "Happy Dog" pod lupą. Właściciel z zarzutami znęcania się nad zwierzętami

W sobotę (24 stycznia) w Sobolewie na Mazowszu odbył się protest przeciwko warunkom panującym w schronisku dla psów „Happy Dog”. Jego właściciel, Marian Drewnik, od ośmiu lat ma postawione zarzuty znęcania się nad zwierzętami, jednak wciąż nie zapadł prawomocny wyrok. Drewnikowi zarzuca się m.in. trzymanie psów w zbyt ciasnych kojcach, stosowanie przemocy oraz niewystarczające karmienie zwierząt.

Złapał psa we wnyki

Protest przed urzędem gminy

Na proteście, oprócz mieszkańców Sobolewa, zjawili się obrońcy zwierząt z różnych zakątków Polski. Obecni byli m.in. poseł Łukasz Litewka oraz Damian Stifler, który jest opiekunem psów pochodzących z tego schroniska. W wydarzeniu uczestniczyli także mieszkańcy Warszawy, którzy osiem lat temu adoptowali stamtąd suczkę. Zwierzę było skrajnie straumatyzowane - dopiero trzy lata temu raz pierwszy samo wskoczyło do opiekunów na łóżko, co najlepiej pokazuje skalę problemu.

Jak relacjonują właściciele psa, Marian Drewnik prowadzący schronisko twierdził, że "suczce konieczna jest amputacja łapy po rzekomym wypadku". W rzeczywistości kończyna zrosła się prawidłowo - pies ma dziś cztery sprawne łapy i funkcjonuje bez żadnych problemów zdrowotnych.

Sonda
Czy prawa zwierząt w Polsce są odpowiednio przestrzegane?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki