To miał być jeden z najpiękniejszych dni w życiu rodziny: dzień ślubu młodej pary oraz chrztu najmłodszego dziecka, siostry 3-letniego Stasia. 8 października 2022 roku mieli przeżyć jeden z najważniejszych dni w swoim życiu. Do kościoła przyjechali bliscy i przyjaciele. Nikt nie spodziewał się, że za chwilę wydarzy się tragedia.
Tuż przed uroczystością 45-letni dziadek Stasia chciał przeparkować samochód. W pobliżu auta znalazł się jego wnuczek. Chłopiec kucał lub był pochylony. Jak później ustalili śledczy, znajdował się bardzo blisko samochodu i był niewidoczny dla kierowcy.
− Na parkingu przed kościołem doszło do potrącenia 3-letniego dziecka. Chłopiec zmarł w szpitalu − przekazała wówczas podinsp. Katarzyna Kucharska z Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu.
Matka w białej sukni klęczała nad synkiem
Po wypadku przed kościołem rozegrały się dramatyczne sceny. Ratownicy walczyli o życie chłopca. Na miejsce przyjechała karetka.
− Widziałem, jak karetka podjechała pod kościół. Matka klęczała nad tym dzieckiem w pięknej, białej sukni i strasznie płakała. Obok niej stał pan młody − relacjonował jeden z mieszkańców.
Stasia przewieziono do Radomskiego Szpitala Specjalistycznego. Lekarze nie zdołali go uratować.
− Chłopiec doznał obrażeń głowy i obrażeń wewnętrznych, które były przyczyną zgonu. Te obrażenia wskazują, że chłopiec nie stał, tylko kucał albo był przechylony − tłumaczył „Super Expressowi” prokurator Janusz Kaczmarek z Prokuratury Rejonowej w Radomiu.
Żadna z zaplanowanych uroczystości nie doszła tego dnia do skutku.
Kilka dni później odbył się pogrzeb Stasia. Na nabożeństwo przyszli mieszkańcy, rodzina i przyjaciele. Małą, białą trumnę niósł ojciec chłopca. Obok szła jego mama, trzymając zdjęcie synka. Podczas ostatniego pożegnania ojciec Stasia powiedział: − W naszej układance już zawsze będzie brakowało jednego puzelka, elementu. Staszku, dziękujemy Ci za każdy dzień, za to, co wniosłeś do naszego życia. Jesteśmy wdzięczni za te trzy lata.
Dziadek złożył zeznania. Śledczy sprawdzili każdy szczegół
Radomska prokuratura przez wiele miesięcy badała przebieg zdarzenia. Przesłuchano świadków, analizowano nagrania, przeprowadzono sekcję zwłok. Śledczy rozważali również przeprowadzenie eksperymentu procesowego. Ważne były także zeznania dziadka Stasia. Jego pierwsza relacja różniła się od relacji części świadków. Mężczyzna twierdził, że do potrącenia nie doszło podczas cofania, ale gdy ruszał samochodem do przodu i skręcał po łuku.
− Najpierw cofnął pojazdem w kierunku bagażnika samochodu pary młodej. Potem zatrzymał się, by przepakować różne przedmioty z bagażnika. Następnie chciał przeparkować samochód i skręcał po łuku w prawo do przodu, wtedy poczuł, że najeżdża na jakąś nierówność. Odjechał i zobaczył w lusterku leżące na parkingu dziecko − przekazywał prokurator Janusz Kaczmarek.
Biegły wyjaśnił, dlaczego kierowca nie widział dziecka
Kluczowa dla sprawy okazała się opinia biegłego. Ekspert ustalił, że dziadek Stasia nie naruszył zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Chłopiec znajdował się bardzo blisko samochodu − około 70-80 centymetrów od pojazdu. Przy gabarytach auta i wzroście trzylatka dziecko miało znajdować się w miejscu niewidocznym dla kierowcy.
− W chwili potrącenia chłopiec znajdował się w bardzo bliskiej odległości od pojazdu, ok. 70-80 centymetrów, i z uwagi na gabaryty samochodu i wzrost trzylatka, był całkowicie niewidoczny dla kierującego. Także czujniki wspomagające parkowanie nie wychwyciły przeszkody − tłumaczyła prok. Agnieszka Borkowska z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
Śledczy nie stwierdzili także zaniedbań w opiece nad dzieckiem.
„Dziadek chłopca poniósł już najwyższą karę”
Ostatecznie prokuratura umorzyła śledztwo. Uznano, że kierowca nie naruszył zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Oznaczało to, że za śmierć Stasia nikt nie poniesie odpowiedzialności karnej. − Dziadek chłopca poniósł już najwyższą karę − mówił „Super Expressowi” prokurator Janusz Kaczmarek.
Sprawa wywołała też wiele komentarzy w internecie. Część osób stanęła po stronie dziadka. Internauci zwracali uwagę, że śmierć wnuka jest dla niego ogromną tragedią.
− Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie podejrzewa, że celowo potrącił wnuka? − pisali komentujący. Inni podkreślali, że kierowca nie zawsze jest w stanie zobaczyć małe dziecko znajdujące się tuż przy samochodzie.
− Mam nadzieję, że go uniewinnią. Kto jest kierowcą, ten zrozumie, że nie da się zawsze widzieć wszystkiego, zwłaszcza dziecka kucającego za samochodem − pisała jedna z internautek.
8 października 2026 roku mijają cztery lata od tragedii w Trablicach. − Miała być radość, a są łzy... − mówił tuż po tragedii ks. Jan Podsiadło. Te słowa po czterech latach wciąż brzmią tak samo boleśnie.