Miasto odbierze im dom. Właściciel komentuje: „krew mnie zalewa, to kradzież!”

2026-05-21 8:51

Jedna nieruchomość, jeden adres i konflikt, który urósł do symbolu walki jednego mieszkańca z wielką miejską machiną. Już 21 maja może dojść do siłowego przejęcia domu przy ul. Kuszników 27 na warszawskiej Białołęce. Właściciel nieruchomości mówi o „kradzieży”, „skandalu” i otwarcie atakuje władze miasta. Ratusz odpowiada: wszystkie procedury zostały przeprowadzone zgodnie z prawem, a właściciele byli informowani o planach od lat. Stawką jest inwestycja drogowa za blisko 100 mln zł.

Miasto odbierze im dom. Właściciel komentuje: „krew mnie zalewa, to kradzież!”

i

Autor: Facebook/ Archiwum prywatne

Dom na drodze przebudowy ul. Białołęckiej

Spór dotyczy przebudowy ul. Białołęckiej, jednej z najważniejszych inwestycji drogowych w tej części Warszawy. Projekt realizowany przez firmę Skanska obejmuje około czterokilometrowy odcinek między ulicami Kopijników i Ketlinga. W planach są nowe jezdnie, chodniki, drogi rowerowe i magistrala kanalizacyjna. Problem polega na tym, że na trasie planowanej drogi znajduje się dom rodziny Lusińskich.

Krew mnie zalewa, że złodziejska instytucja chce zabrać nam dom rodzinny (...) za 445 tys. zł, zburzyć go i poprowadzić na jego miejscu ścieżkę rowerową − napisał w mediach społecznościowych Cezary Lusiński. W emocjonalnym wpisie zwrócił się także bezpośrednio do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego: − Tego Ci, Rafał, nie daruję.

Właściciel przekonuje, że jego dom ma zostać poświęcony dla ścieżki rowerowej. Miasto stanowczo odpiera jednak tę narrację. Z dokumentów wynika, że budynek koliduje bezpośrednio z przebiegiem przyszłej jezdni. Dziś kierowcy poruszający się ul. Białołęcką muszą wykonywać w tym miejscu zygzak. Inwestycja ma wyprostować drogę i poprawić bezpieczeństwo na niej.

Ratusz: Proponowaliśmy rozwiązania, właściciele nie skorzystali

Warszawski ratusz podkreśla, że sprawa nie pojawiła się nagle, a właściciele od lat wiedzieli o planach wobec nieruchomości. Jak wynika z odpowiedzi przekazanych „Super Expressowi”, pierwsze oficjalne informacje trafiły do właścicieli już we wrześniu 2018 roku. Wówczas urząd poinformował ich o rozpoczęciu prac projektowych i wyraźnie zaznaczył, że budynek został przewidziany do rozbiórki. Do pisma dołączono również plan sytuacyjny inwestycji.

W kolejnych latach właściciele mieli regularnie otrzymywać następne zawiadomienia. W lutym 2024 roku poinformowano ich o trwającym postępowaniu dotyczącym decyzji ZRID, czyli zezwolenia na realizację inwestycji drogowej. Ponownie wskazano wtedy, że część działki i budynek znajdą się w granicach przyszłej drogi.

Kluczowa decyzja zapadła w kwietniu 2024 roku. Wydano zgodę na realizację inwestycji. Co istotne, decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. To oznaczało, że zgodnie ze specustawą drogową właściciele mieli obowiązek niezwłocznego wydania nieruchomości.

Jak podkreśla miasto, później odbywały się kolejne spotkania i rozmowy. W styczniu 2025 roku zorganizowano spotkanie dotyczące lokalu zamiennego. W marcu przedstawiono ofertę mieszkania zastępczego. W czerwcu urząd wyznaczył termin wydania nieruchomości do końca października 2025 roku. Według miasta właściciele nie skorzystali jednak z proponowanych rozwiązań.

Wysokość odszkodowania i postępowanie egzekucyjne

Współwłaściciele nieruchomości nie odwołali się od decyzji ZRID, nie odwołali się też od decyzji ustalającej odszkodowanie, nie złożyli wniosku o wypłatę 70 proc. zaliczki na poczet odszkodowania. Nie złożyli też wniosku o lokal zastępczy − przekazał „SE” stołeczny ratusz.

To właśnie wysokość odszkodowania stała się jednym z głównych punktów konfliktu. W styczniu 2026 roku wydano decyzję ustalającą rekompensatę. Opierała się ona na wycenie rzeczoznawcy sporządzonej w lipcu 2025 roku. Wartość nieruchomości oszacowano na około 445 tys. zł.

Ostatnia szansa na porozumienie w sprawie domu?

Miasto podkreśla, że wysokość odszkodowania wynika z zapisów planistycznych. Już miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego z 2010 roku przewidywał bowiem przeznaczenie tego terenu pod drogę. A ponieważ właściciele nie wydali posesji, w kwietniu wszczęto postępowanie egzekucyjne. Wyznaczono ostateczny termin: 20 maja do godziny 14. Jeżeli nieruchomość nie zostanie przekazana dobrowolnie, dzień później do akcji wkroczy komornik w asyście policji i straży miejskiej.

Ratusz zapewnia jednak, że nadal liczy na porozumienie. − Takie sytuacje są zawsze nieprzyjemne i trudne dla obu stron, jednak wobec braku odzewu urząd nie ma innego wyjścia − podkreślają urzędnicy.

Na razie dom przy Kuszników 27 stoi. Ale jak długo?

"Chcemy chodnika i autobusu". Mieszkańcy ul. Szamocin na Białołęce apelują do urzędników

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki