Masz dla nas temat, który warto nagłośnić? A może sprawę, która wymaga naszej interwencji lub pomocy? Zachęcamy do kontaktu! Autor materiału czeka na wiadomości pod adresem: [email protected].
Spis treści
- „Gdzie się ukryć?” - mapa, która nie zawsze prowadzi do schronienia
- Siedem punktów w centrum Warszawy, zero wejść
- Kolejne adresy to brak informacji, brak decyzji lub brak dostępu
- „To nie są publiczne schrony”. Jak działa system w praktyce?
- Miasto odpowiada: „system bezpieczeństwa jest rozwijany”
- Kluczowy problem to dostępność tylko w teorii
- System działa, ale nie dla użytkownika „tu i teraz”
- A co się wydarzy w chwili kryzysu?
W teorii wszystko wygląda na bardzo uporządkowane. Wchodzisz do aplikacji „Gdzie się ukryć”, wybierasz punkt na mapie i masz odpowiedź: tu znajduje się miejsce schronienia. System ma opierać się na Centralnej Ewidencji Obiektów Zbiorowej Ochrony prowadzonej przez Państwową Straż Pożarną. To właśnie tam trafiają budynki i przestrzenie, które − przynajmniej formalnie − mogą pełnić funkcję ochronną w sytuacji zagrożenia.
Według założeń systemu, w Polsce mają istnieć setki tysięcy miejsc mogących pełnić rolę ukryć lub schronów, a sama Warszawa jest jednym z najlepiej „pokrytych” miast. Problem zaczyna się jednak w momencie, kiedy spróbować z tej teorii przejść do praktyki. Bo punkt na mapie nie zawsze oznacza otwarte drzwi, a dostępność „całodobowa” nie zawsze oznacza realny dostęp.
„Gdzie się ukryć?” - mapa, która nie zawsze prowadzi do schronienia
System, który ma wspierać bezpieczeństwo mieszkańców, działa w oparciu o dane administracyjne i techniczne. Jak wynika z odpowiedzi instytucji publicznych, w tym Państwowej Straży Pożarnej, część obiektów jest dostępna wyłącznie warunkowo: w sytuacji realnego zagrożenia, po wydaniu odpowiednich decyzji administracyjnych, w tym wprowadzeniu podwyższonego stanu gotowości państwa.
Oznacza to, że codziennie - w normalnych warunkach - wiele z tych miejsc nie funkcjonuje jako publiczne schronienia. Są to obiekty należące do szkół, spółdzielni, firm, instytucji prywatnych lub publicznych, które mają swoją podstawową funkcję i tryb działania.
Miasto i służby podkreślają, że system ma charakter informacyjny, a nie „wejściowy”. Czyli pokazuje lokalizacje, ale nie gwarantuje dostępu.
Siedem punktów w centrum Warszawy, zero wejść
Pod koniec zeszłego miesiąca sprawdziłem siedem lokalizacji w Warszawie wskazanych jako miejsca schronienia dostępne całodobowo. Wybór padł na punkty w centrum miasta, gdzie - według mapy - dostęp powinien być najprostszy. Okazało się jednak, że wcale nie jest tak łatwo.
Już pierwszy adres przy ulicy Złotej pokazał, że teoria nie idzie w parze z praktyką. W sekretariacie budynku poinformowano mnie, że wcześniejsze wejście musi być wcześniej uzgodnione, i to najlepiej mailowo (na odpowiedź cały czas czekamy). A w sytuacji potencjalnego zagrożenia? Odpowiedź brzmiała wręcz zaskakująco spokojnie: „gdyby latały bomby albo rakiety, sytuacja byłaby inna”.
W kolejnym punkcie przy ulicy Widok problemem nie był brak informacji, tylko brak zaufania. Ochrona nie mogła wpuścić osoby z zewnątrz bez zgody administracji. W rozmowie padło zdanie, które w tej historii powraca jak symbol całego systemu: „A może pan jest terrorystą?”. W praktyce oznaczało to jedno, punkt oznaczony jako dostępny całodobowo nie był dostępny wcale.
Kolejne adresy to brak informacji, brak decyzji lub brak dostępu
Na ulicy Tamka sytuacja wyglądała inaczej, ale efekt był ten sam. Zarządca obiektu, do którego wszedłem przyznał, że nie ma jasnych potwierdzeń kwalifikacji tego miejsca jako schronienie. Straż pożarna prowadziła tam w przeszłości oględziny, ale formalne decyzje nie były jednoznaczne lub nie zostały przekazane użytkownikom budynku.
Na Nowogrodzkiej w sekretariacie budynku usłyszałem, że dyrektor jest nieobecny, a informacje można uzyskać dopiero po jego powrocie. Na Grzybowskiej rozmowa zakończyła się na etapie domofonu - bez możliwości wejścia i bez osoby decyzyjnej.
W jednym z obiektów spółdzielczych obok stacji metra ONZ sytuacja została opisana najbardziej dosadnie. Pracownik przyznał wprost, że „to są zwykłe piwnice” i że on sam nie traktowałby ich jako miejsca bezpiecznego w sytuacji zagrożenia, a sam uciekałby do metra, ale nie do ONZ, a Centrum.
„To nie są publiczne schrony”. Jak działa system w praktyce?
Zapytaliśmy o to miejskie władze. Z odpowiedzi ratusza wynika jasno: system nie polega na tym, że każdy obywatel może wejść do wskazanego punktu w dowolnym momencie. W rzeczywistości mamy do czynienia z kilkoma kategoriami obiektów:
- pełnowartościowe schrony (coraz rzadsze i często modernizowane),
- miejsca ukrycia (np. części budynków),
- obiekty doraźnego schronienia (np. piwnice, garaże podziemne),
- przestrzenie adaptowane warunkowo.
Część z nich na co dzień pełni zupełnie inne funkcje. W praktyce oznacza to, że mieszkaniec widzi lokalizację na mapie, ale nie ma żadnej gwarancji, że będzie mógł z niej skorzystać bez wcześniejszych procedur lub decyzji administracyjnych.
Miasto odpowiada: „system bezpieczeństwa jest rozwijany”
W odpowiedziach przekazanych przez ratusz „Super Expressowi” podkreślono, że Warszawa realizuje szereg działań w ramach programów bezpieczeństwa, w tym „Warszawa chroni”.
- To pakiet działań i inwestycji, które mają przyczynić się wzmocnieniu bezpieczeństwa. Mechanizm ten jest wykorzystywany do adaptacji miasta w celu zapewnienia odporności Warszawy na dzisiejsze zagrożenia. Obejmuje on także działania edukacyjne i profilaktyczne, odpowiadające na kluczowe potrzeby mieszkańców w zakresie ochrony zdrowia, życia oraz zwiększania świadomości społecznej - czytamy w przesłanej odpowiedzi.
Miasto wskazuje również, że część dawnych obiektów ochronnych jest sukcesywnie przywracana do funkcji zabezpieczenia ludności, a nowe inwestycje mają uwzględniać możliwość wykorzystania ich jako miejsc ukrycia.
Jednocześnie urzędnicy zaznaczają, że nie wszystkie obiekty mogą być publicznie dostępne na co dzień - zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i organizacyjnych.
Kluczowy problem to dostępność tylko w teorii
Największy problem ujawniony w trakcie „kontroli” nie dotyczy samego istnienia systemu, ale jego „uruchamialności”. Bo system działa, ale głównie w dokumentach, bazach danych i aplikacji. W praktyce: brak jest fizycznego dostępu do wielu punktów, nie ma jednolitej informacji dla mieszkańców, administracja obiektów często nie ma jasnych procedur „otwarcia”, a decyzje o udostępnieniu zapadają dopiero w sytuacjach kryzysowych. To powoduje, że między „punktem na mapie” a realnym schronieniem istnieje luka organizacyjna, której przeciętny mieszkaniec nie jest w stanie samodzielnie zweryfikować.
W dyskusjach o systemie schronienia często również pojawia się argument, że funkcję ochronną mogą pełnić stacje metra. Rzeczywiście, posiadają one dużą przestrzeń i infrastrukturę techniczną. Jednak eksperci od lat zwracają uwagę, że metro nie zostało zaprojektowane jako klasyczny system schronów i nie spełnia wszystkich wymogów ochrony cywilnej, nie tak jak np. metro w Kijowie, które jest jednym z najgłębszych na świecie (105,5 m pod ziemią), albo w Rosji, gdzie tunele sięgają nawet 84 metrów pod ziemią
Podobnie wygląda kwestia piwnic i garaży podziemnych. Ich funkcja może być pomocnicza, ale nie zawsze spełniają standardy wymagane dla obiektów ochronnych.
System działa, ale nie dla użytkownika „tu i teraz”
Zebrane informacje prowadzą do jednego wspólnego wniosku: system miejsc schronienia w Warszawie istnieje, ale jego realna użyteczność dla mieszkańca w momencie nagłego zagrożenia pozostaje niepewna.
Mapa pokazuje lokalizacje, przepisy określają procedury, instytucje opisują mechanizmy działania. Ale w praktyce − bez decyzji administracyjnej, bez właściwej osoby na miejscu i bez wcześniejszych ustaleń − dostęp do tych miejsc może okazać się niemożliwy.
A co się wydarzy w chwili kryzysu?
Cały system opiera się na założeniu, że w sytuacji realnego zagrożenia zostaną uruchomione odpowiednie procedury. Problem w tym, że dla mieszkańców kluczowy jest moment wcześniejszy − chwila, w której trzeba zareagować natychmiast.
I właśnie tu pojawia się największa niewiadoma: czy w praktyce drzwi wskazanych na mapie miejsc otworzą się wtedy, kiedy będą najbardziej potrzebne?