Mieli posprzątać chemikalia. Zamiast tego skazili środowisko

Ziemia pod Brwinowem została skażona tysiącami litrów niebezpiecznych substancji. Wszystko przez pazerność i nieuczciwość przedsiębiorcy, który miał posprzątać chemikalia, a według śledczych postanowił pozbyć się ich w znacznie prostszy sposób.

Chemikalia wylali do wykopanego rowu

Wszystko wydarzyło się 7 sierpnia w Milęcinie pod Brwinowem. Dariusz P. podpisał z właścicielką posesji umowę, na podstawie której miał uprzątnąć pojemniki z płynnymi odpadami chemicznymi. Zamiast je wywieźć, do pracy ruszyła koparka. W ziemi wykopano rów, do którego wylano zawartość dwóch mauzerów. Każdy miał pojemność 1000 litrów. Kolejne pojemniki przewożono już wózkiem widłowym.

Służby dostały informację o tym, co dzieje się na posesji. Do Milęcina skierowano Specjalistyczną Grupę Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego. Strażacy zebrali rozlane substancje wraz z zanieczyszczoną ziemią. – Ratownicy przeprowadzili rozpoznanie chemiczne, pobrali i przeanalizowali próbki oraz zidentyfikowali miejsca rozlania substancji chemicznych i skażenia gleby – przekazała Komenda Miejska PSP m.st. Warszawy. W akcji uczestniczyło pięć zastępów i 17 ratowników.

Wstępne badania wykazały obecność oleju silnikowego i innych cieczy ropopochodnych. Chemikalia mogły zagrażać zdrowiu i życiu ludzi. Śledczy wskazują też na ryzyko obniżenia jakości wód podziemnych i gleby.

Czterech mężczyzn usłyszało zarzuty

Do akcji wkroczyła policja. – Funkcjonariusze zatrzymali czterech mężczyzn wykonujących te prace, zaś w dniu 8 sierpnia prokurator postawił czterem zatrzymanym osobom zarzuty – przekazał prok. Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Mężczyźni odpowiedzą za niezgodne z prawem postępowanie z odpadami oraz zanieczyszczenie środowiska. Czterech podejrzanych objęto dozorem policji. Nie mogą kontaktować się ze świadkiem i pozostałymi podejrzanymi ani zbliżać się do posesji.

Prokuratura chciała aresztu dla Dariusza P., który miał kierować całą akcją, oraz obywatela Ukrainy bez stałego miejsca pobytu w Polsce. Sąd się nie zgodził. Dariusz P. musiał wpłacić 80 tys. zł poręczenia, a obywatelowi Ukrainy zatrzymano paszport i zakazano opuszczania kraju. Obaj wyszli na wolność. Podejrzanym grozi nawet 10 lat więzienia. Śledztwo trwa, a śledczy czekają na dokładne wyniki badań próbek.

Mężczyzna z laską wtargnął na drogę ekspresową

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki