Mieszkańcy warszawskiej Woli drżą o swoje domy. Do gry wkracza prokuratura

2026-03-23 11:58

Na stołecznym osiedlu Koło od wielu miesięcy toczy się zacięta batalia o tereny pod blokami z lat siedemdziesiątych. W grę wchodzą astronomiczne roszczenia finansowe i los setek rodzin, które obawiają się o swoją przyszłość. Z nieoczekiwaną odsieczą warszawiakom przyszła prokuratura z Gdańska.

Prywatna firma przejęła osiedle w Warszawie. Teraz chce od mieszkańców milionów. „To nie my zawiniliśmy!”

i

Autor: Piotr Lis / Super Express

Deweloper żąda milionów za grunty na warszawskiej Woli

Początki tej skomplikowanej sprawy sięgają pierwszych lat po zakończeniu II wojny światowej, kiedy to władze państwowe przejęły lokalne ziemie. W latach siedemdziesiątych wybudowano tam osiedle mieszkaniowe i przez długie dekady nikt nie rościł sobie praw do tego terenu.

Sytuacja skomplikowała się po transformacji ustrojowej, kiedy zgłoszono roszczenia powiązane z przedwojennym przedsiębiorstwem ogrodniczym „C. Ulrich”. Orzeczenia urzędnicze wydawane w latach dziewięćdziesiątych oraz w 2012 roku podważyły dawne przejęcie ziemi przez państwo, otwierając furtkę do zwrotu mienia. W efekcie zreaktywowana firma odzyskała tereny, które ostatecznie przeszły w ręce innego prywatnego podmiotu, a ten błyskawicznie zaczął wysuwać żądania finansowe.

Jak zdradzili lokatorzy w rozmowie z dziennikiem „Super Express”, prywatna spółka domaga się od stołecznego ratusza ponad 30 milionów złotych z tytułu bezumownego korzystania z działek. Warszawiacy z osiedla na Woli otwarcie przyznają, że boją się, iż to z ich własnych kieszeni zostaną pokryte te astronomiczne koszty, a nad ich głowami wisi widmo wyrzucenia na bruk.

Rafał Trzaskowski reaguje na działania prywatnej firmy

Głos w sprawie zabrał Rafał Trzaskowski, starając się opanować niepokoje społeczne. Prezydent stolicy zapewnił, że samorząd podejmuje zdecydowane kroki mające na celu zatrzymanie skutków decyzji reprywatyzacyjnych. Ratusz kwestionuje zarówno samo wznowienie działalności dawnej spółki „C. Ulrich”, jak i postanowienia administracyjne, na mocy których prywatny podmiot przejął grunty pod budynkami mieszkalnymi.

Z kolei przedsiębiorstwo deklaruje chęć podjęcia rozmów i znalezienia kompromisu, który uchroniłby zwykłych obywateli przed najgorszymi konsekwencjami. Mimo tych zapewnień firma nie zamierza jednak wycofywać się ze swoich wielomilionowych roszczeń.

Prokuratura Regionalna w Gdańsku składa skargę kasacyjną

Niespodziewany zwrot akcji nastąpił za sprawą gdańskich śledczych, którzy postanowili wnieść skargę kasacyjną dotyczącą przeniesienia praw do stołecznych gruntów. Jak poinformował rzecznik gdańskiej prokuratury w rozmowie z telewizją TVN24, zaskarżono orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 19 listopada 2025 roku. Sąd ten wcześniej odrzucił odwołania wniesione przez prezydenta Warszawy oraz prokuratora, argumentując, że włodarz stolicy nie posiada w tej sprawie „interesu prawnego”.

− Prokurator zaskarżył wyrok w całości, zarzucając wyrokowi Sądu Apelacyjnego w Gdańsku naruszenie prawa materialnego poprzez jego błędną wykładnię i błędne zastosowanie − wyjaśnia prokurator Mariusz Marciniak z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

Mieszkańcy bloków przy Górczewskiej liczą na Sąd Najwyższy

Zdecydowany krok podjęty przez śledczych sprawia, że lokatorzy odzyskali wiarę w to, iż Sąd Najwyższy raz jeszcze prześwietli proces reaktywacji przedsiębiorstwa „C. Ulrich” i wyda korzystny dla nich werdykt.

To daje nadzieję. Oczywiście, że daje, bo liczymy na to, że ta skarga zostanie rozpatrzona pozytywnie. I wtedy będzie wiadomo, że (deweloper - red.) ma marne szanse na przejęcie tych gruntów − podsumowuje Halina Kobylska, mieszkanka jednego z bloków przy Górczewskiej.

Deweloper buduje apartamentowiec tuż pod ich oknami. „Ten gigant zasłoni nam świat”

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki