Można było mu pomóc? Łoś umierał w straszliwych męczarniach

Dramatyczne odkrycie nad Wisłą w okolicach Zakroczymia. Niedzielni spacerowicze zauważyli przy brzegu osłabionego łosia, który nie był w stanie wydostać się z mułu. Zgłoszono sprawę na numer alarmowy 112 i straż pożarną, przekazując zdjęcia oraz dokładną lokalizację. Kiedy sześć dni później wrócili w to miejsce, zwierzę już nie żyło.

Łoś leżał bez sił nad Wisłą. Świadkowie wezwali pomoc

To miał byś spokojny niedzielny spacer przy rzece. Jednak 4 października, około godz. 10.40, w okolicach Zakroczymia, w pobliżu Nowego Dworu Mazowieckiego, grupa znajomych zauważyła przerażone zwierzę. Ogromny łoś z całych sił próbował wydostać się z rzecznego mułu na brzeg. Zwierzę było jednak bardzo osłabione. Łoś znajdował się przy zjeździe prowadzącym na plażę nr 555. 

Spacerowicze natychmiast powiadomili o tym służby, dzwoniąc pod numer 112. Straż Pożarna w Nowym Dworze Mazowieckim otrzymać miała informacje m.in. odnośnie stanu zwierzęcia, jego zdjęcia oraz współrzędne oraz pinezkę.

– Powiedziano nam, że przyjedzie straż i wezwą zarządzanie kryzysowe. Podaliśmy im dokładne dane, gdzie znajduje się łoś, wysłaliśmy zdjęcia i pinezkę – relacjonuje czytelniczka Miejskiego Reportera. 

Po sześciu dniach zwierzę nadal leżało w tym samym miejscu

Kobieta wróciła nad Wisłę w sobotę, 10 października. Na miejscu dokonała wstrząsającego odkrycia. Łoś znajdował się tam, gdzie widziała go sześć dni wcześniej. Poziom wody zdążył opaść, odsłaniając niewielką wysepkę, na której znajdowało się zwierzę. Tym razem było już martwe.

Wściekła na brak działań służb zgłaszająca zdecydowała się poinformować o sprawie media. Jej zdaniem szybka akcja straży mogła uratować życie wymęczonego łosia.

Kobieta, która 4 października zaalarmowała służby o stanie zwierzęcia, twierdzi, że zapewniono ją o skierowanie ochotników z OSP Zakroczym. Okazuje się, że służby mogły potraktować zgłoszenie jako fałszywe.

Sprawa może mieć szerszy kontekst

Jak ustalił „Super Express”, od 1 do 3 października nowodworska straż pożarna kilkukrotnie interweniowała ws. łosia przebywającego w rejonie rzeki. Na miejscu pracowali wspomniani wcześniej strażacy z OSP Zakroczym czy z OSP Trębki Nowe.

- W trakcie wcześniejszych interwencji ustalono, że łoś regularnie przedostaje się na wiślaną wyspę. Uznano wówczas, że nie znajduje się w bezpośrednim niebezpieczeństwie - mówi kpt. Paweł Plagowski, oficer prasowy KP PSP w Nowym Dworze Mazowieckim.

Możliwe, że kolejne zgłoszenie o łosiu nad rzeką, potraktowano jako fałszywy alarm w dobrej wierze. - Nie mam jednak pewności, czy zgłoszenia z 1-3 i 4 października dotyczyły tego samego zwierzęcia. Będziemy to sprawdzać - dodaje kpt. Plagowski.

Egzekucja jako widowisko | Obsesje Psychopatów

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI