Cała historia rozpoczęła się w piątek (19 czerwca), kiedy Fundacja Wsparcia Ratownictwa RK otrzymała pilne zgłoszenie z lokalnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Sprawa dotyczyła transportu niespełna 2-letniej dziewczynki w ciężkim, ale stabilnym stanie klinicznym. Dziecko od urodzenia zmaga się z wieloma poważnymi wadami wrodzonymi, obejmującymi serce, płuca oraz ośrodkowy układ nerwowy.
Pilny transport medyczny dla 2-letniej dziewczynki
Jak opisują przedstawiciele fundacji, dziewczynka na co dzień funkcjonuje wyłącznie dzięki respiratorowi podłączonemu przez tracheostomię. Jej stan wymaga stałej, intensywnej opieki. Jej matka wielokrotnie w ciągu dnia musi odsysać drogi oddechowe, aby zapewnić dziecku możliwość oddychania.
Jedyną szansą na poprawę zdrowia miała być skomplikowana operacja kardiochirurgiczna. Klinika Kardiochirurgii i Transplantologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu wyznaczyła termin przyjęcia pacjentki na poniedziałek (22 czerwca). Czas był więc kluczowy.
Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej wystąpił do Narodowego Funduszu Zdrowia o tzw. transport daleki, niezbędny do przewiezienia dziecka do ośrodka specjalistycznego. Jak relacjonuje fundacja, odpowiedź NFZ była odmowna. Powodem miało być to, że bliżej miejsca zamieszkania znajduje się Warszawa.
Problem w tym, że − według przekazanych informacji − warszawski ośrodek kardiochirurgiczny nie podjął się przeprowadzenia operacji ze względu na bardzo ciężki stan dziecka. W efekcie powstała sytuacja, w której rodzina została bez realnej możliwości bezpiecznego transportu.
Odmowa NFZ może zastanawiać. Tym bardziej, że na ich oficjalnej stronie w zakładce dot. podstawowej opieki zdrowotnej można znaleźć wpis: − W ramach umowy o udzielanie transportu sanitarnego w POZ realizowane są także przewozy określane jako Transport sanitarny „daleki” w POZ. Z transportu „dalekiego” w POZ możesz skorzystać w następujących sytuacjach: kiedy musisz ze względów medycznych korzystać z wysokospecjalistycznych świadczeń ambulatoryjnych, które realizowane są jedynie przez niektóre poradnie, do których odległość z miejsca Twojego zamieszkania przekracza 120 km „tam i z powrotem”, a ogólny stan zdrowia chorego nie pozwala na samodzielny dojazd do poradni. Transport przysługuje wtedy od miejsca zamieszkania do poradni i z powrotem.
Ryzyko prywatnego transportu
Według relacji fundacji, w pewnym momencie rozważano przewiezienie dziecka zwykłym samochodem osobowym. Oznaczałoby to jednak blisko pięć godzin jazdy z respiratorem, którego bateria wystarczała na około 5,5 godziny pracy. W praktyce pozostawiałoby to minimalny margines bezpieczeństwa. Bez zapasu na korek, wypadek, objazd czy jakiekolwiek opóźnienie. Do tego dochodził brak możliwości profesjonalnego odsysania dróg oddechowych, monitorowania stanu dziecka czy natychmiastowej reakcji medycznej.
W piątek (19 czerwca) około południa do fundacji trafiły dokumenty medyczne dziecka. Natychmiast rozpoczęto działania organizacyjne. W ciągu zaledwie 2-3 godzin udało się skompletować zespół medyczny: lekarza oraz ratownika medycznego, gotowych do przeprowadzenia transportu.
Równolegle nawiązano kontakt z kliniką w Poznaniu, gdzie potwierdzono możliwość przyjęcia pacjentki. Przeprowadzono również wstępny wywiad medyczny z matką dziecka, aby ocenić ryzyka i przygotować zespół do wyjazdu.
Dramatyczny wyścig z czasem
Jeszcze tego samego dnia fundacja poinformowała rodzinę, że podejmie się organizacji transportu. Od tego momentu rozpoczął się intensywny etap przygotowań. W piątek wieczorem oraz w nocy z piątku na sobotę trwało doposażanie karetki, która stacjonuje w Pruszkowie, w niezbędny sprzęt medyczny, potrzebny do przewozu pacjentki w tak ciężkim stanie.
W niedzielę nad ranem (21 czerwca), około godziny 5:20, specjalistyczny ambulans wyruszył z Pruszkowa. Po dotarciu na miejsce dziecko zostało przebadane przez zespół medyczny. Około godziny 8 zapadła decyzja o rozpoczęciu transportu do Poznania.
Podróż przebiegła bez komplikacji. Zespół medyczny monitorował stan pacjentki przez całą trasę. Około południa dziecko wraz z matką zostało przekazane do Szpitala Klinicznego im. Karola Jonschera Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, gdzie miało rozpocząć dalsze leczenie i przygotowanie do operacji kardiochirurgicznej.
Szpital w Poznaniu przyjmuje pacjentów z całej Polski
− Z uwagi na charakter działalności Szpitala, pełnione funkcje referencyjne oraz dostęp do specjalistycznych metod diagnostyki i leczenia, do naszego ośrodka kierowani są również pacjenci z innych regionów kraju. Przyjęcie pacjenta każdorazowo jest uzależnione od wskazań medycznych, możliwości organizacyjnych oraz zakresu świadczeń realizowanych przez Szpital. W praktyce zdarzają się sytuacje, w których pacjenci z innych regionów kraju trafiają do naszego ośrodka, jeżeli wymaga tego ich stan zdrowia i istnieje możliwość zapewnienia odpowiedniego leczenia − napisała Dyrekcja Szpitala Klinicznego im. K. Jonschera UM w Poznaniu. Jednocześnie nie potwierdziła ww. sytuacji, ze względu na obowiązek zachowania poufności.
Fundacja podkreśla, że akcja została przeprowadzona w całości społecznie. Koszty ograniczyły się do paliwa oraz opłat autostradowych. Według wstępnych szacunków nie powinny one przekroczyć 2 tysięcy złotych (według naszych wyliczeń, taki koszt transportu z udziałem prywatnej firmy, na trasie z Warszawy do Poznania, wyniósłby średnio od 5 tys. do nawet 11 tys. zł).
Jak zaznaczają ratownicy, największym kosztem nie były pieniądze, lecz czas i zaangażowanie ludzi, którzy zdecydowali się działać natychmiast.
− Robiliśmy to wszystko nie dla wpłat, tylko żeby pomóc. Jesteśmy wszyscy z branży medycznej. Z patologiami NFZ i całego systemu spotykamy się na co dzień. Jeżeli wszystko to, co robimy, mogłoby być wykorzystane teraz dla tej dziewczynki czy te 3 lata temu dla noworodka, którego przywieźliśmy z Ukrainy, to było warte to wszystkich pieniędzy, jakie Fundacja ma − przekazują.
Reporter „Super Expressu” skierował pytania do Narodowego Funduszu Zdrowia. Do momentu publikacji odpowiedzi nie nadeszły.