- 87-latek spadł z noszy i uderzył głową w chodnik.
- Świadkowie twierdzą, że pacjent nie był przypięty pasami.
- Ratownicy i lekarz nie przyznają się do zarzutów.
Tragedia przed blokiem w Siedlcach
Do tragicznego zdarzenia doszło w sierpniu ubiegłego 2024 roku przy ul. Woszczerowicza w Siedlcach. Do mieszkającego na trzecim piętrze do pana Romana F. (†87l), jego córka wezwała karetkę pogotowia. Mężczyzna źle się czuł, tracił przytomność i skarżył się na wiele dolegliwości. W mieszkaniu chorego pojawiła się ekipa pogotowia, lekarz i dwóch ratowników medycznych.
Po dokonaniu rozpoznania medycy zdecydowali, że pan Roman musi trafić do szpitala. Położyli mężczyznę na nosze i rozpoczęli przewożenie do karetki. W pewnym momencie pacjent spadł na chodnik, rozcinając sobie głowę. Dowieziony do szpitala pacjent zmarł.
Prokurator: pacjent nie był odpowiednio zabezpieczony
- Nieprzypięcie pasami bezpieczeństwa naraziło mężczyznę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia - mówił prokurator Robert Więckiewicz z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach. Medycy nie przyznali się do zarzucanych czynów. - Nie przypięliśmy pacjenta, bo był nieprzytomny, miał przykurczone ręce i nogi. Ponadto wioząc go do karetki zajechała nam drogę rowerzystka, co przyczyniło się do tego, że mężczyzna spadł - tłumaczył Kacper Ł. (28 l.) ratownik medyczny.
Świadkowie przedstawili swoją wersję
Na sprawę przeciwko medykom, która odbyła się we czwartek 10 września do Sadu Rejonowego w Siedlcach, wezwano świadków, mieszkańców bloku ulicy Woszczerowicza, którzy na własne oczy widzieli transport pana Ryszarda do szpitala. Nie mieli wątpliwości, że śmierć pacjenta to wina ratowników.
- Widziałam to, co się działo przed blokiem - mówi pani Agnieszka. - Jeżeli już pan Ryszard nie był przypięty pasami, to należało tak go asekurować podczas przewożenia żeby nie spadł. Było ich tam trzech, jeden mógł podtrzymywać nieprzytomnego mężczyznę - dodaje.
Podobnie mówi pan Stanisław Cała (68 l.): - Jechałem autem ulicą i widziałem całą akcję. Pacjent normalnie stoczył się ratownikom na betonowy chodnik. Żaden z nich nie zareagował, bo byli zajęci czym innym.
Kolejna rozprawa odbędzie się w najbliższym czasie.