- 29 czerwca 2021 roku w Elżbietowie zginęły dwie mamy i ich trzy małe córki.
- Po tragedii ustawiono podświetlane znaki STOP, ale mieszkańcy mówią, że kierowcy wciąż łamią przepisy.
- - Ludzie jeżdżą tu jak szaleni - słyszymy pięć lat po jednym z najtragiczniejszych wypadków na Mazowszu.
Pięć istnień zgasło w jednej chwili
To był słoneczny czerwcowy wtorek - dobra widoczność, spokój na ulicy. Tragedia rozegrała się wczesnym popołudniem. Tuż po godzinie 13 osobowa skoda wyjeżdżająca z drogi podporządkowanej wjechała wprost pod koła rozpędzonej ciężarówki. Kierowca nie miał szans na zahamowanie, nie zdążył wykonać uniku i kabiną wbił się w bok skody. Z auta została miazga. Cztery osoby zginęły na miejscu. Piątą jeszcze próbowano reanimować.
- Wszyscy nie żyją. Podjęto resuscytację krążeniowo-oddechową u jednego z dzieci, niestety nie przyniosła ona efektu. Kierowca ciężarówki nie odniósł obrażeń - poinformował potem rzecznik prasowy KP PSP Sochaczew kpt. Rafał Krupa. Śledczy ustalili później, że kierująca skodą wymusiła pierwszeństwo.
Dwie przyjaciółki i trzy małe dziewczynki
W wypadku zginęły Małgorzata L. (47 l.) i jej córka Zosia (9 l.) oraz Małgorzata P. (39 l.) z córkami Julią (6 l.) i Weroniką (3 l.). Wieść o tragedii wstrząsnęła całą gminą.
- Makabryczny wypadek. Sytuacja nieprzewidywalna, dlatego jestem daleki od tego, żeby sądzić o przyczynach. Obydwie panie były aktywnymi kierowcami. Pani, która kierowała, przejeżdżała tą trasę w Elżbietowie niemal codziennie. Dwa dni wcześniej, przed wypadkiem, widziałem ją jeszcze na pikniku, była razem z córką. Niestety, to była nasza ostatnia rozmowa. Małgorzata była pielęgniarką, bywałem u niej, znałem rodzinę - mówił nam po tragedii wójt gminy Iłów Jan Paweł Kraśniewski. - Drugą panią, Małgorzatę P., też dobrze znałem. Uprawiała kwiaty i zawsze współpracowaliśmy organizując miejskie imprezy. To bliskie osoby, cały czas pozostające w mojej pamięci.
Tak doszło do tragedii w Elżbietowie. Ostatnie chwile sekunda po sekundzie:
Trzy aniołki spoczęły w grobach przy mamusiach
W obu dramatach zrozpaczonej rodzinie towarzyszyli przyjaciele, znajomi dziewczynek ze szkoły i przedszkola, okoliczni mieszkańcy. Wszyscy z białymi kwiatami i wieńcami w rękach. - Są ofiarami koszmarnego wypadku. Niezależnie od przypuszczeń jego skutków nie zmienimy. Żadne słowa nie zmniejszą bólu rodziny - prawił ksiądz. - Zamyśliły się trzy aniołki. I odeszły od nas… - powiedział przejmująco brat zmarłej Małgorzaty. I trzy aniołki spoczęły z mamusiami. Groby przyjaciółek dzieli od siebie zaledwie parę metrów.
O tragedii mieszkańcy Elżbietowa pamiętają do dziś. - Pamiętam ten wypadek. To było kawałek dalej. Wiem, o którą tragedię chodzi - mówi nam jedna z kobiet pracujących w okolicy. Po chwili dodaje: - Z tego, co słyszałam od znajomych, mąż jednej z kobiet wszystko sprzedał, zamknął. To niewyobrażalna tragedia... Stracić w jednej chwili całą najbliższą rodzinę.
STOP świeci. Kierowcy nadal ryzykują
Po katastrofie na skrzyżowaniach ustawiono podświetlane znaki STOP, pojawiły się pasy dźwiękowe i dodatkowe ostrzeżenia dla kierowców. Jeden z podświetlanych znaków dziś świeci już tylko częściowo. Czy zmiany poprawiły bezpieczeństwo? Mieszkańcy nie są przekonani.
- Był taki okres, że tutaj praktycznie co tydzień był wypadek. Nie wiem, czy ludzie jeżdżą zamyśleni, czy po prostu myślą: "ja jestem szybszy, to przejadę". Przecież są pasy dźwiękowe, znak STOP, zapala się ostrzeżenie o zmianie pierwszeństwa. A mimo to wypadki nadal się zdarzają - mówi nam pięć lat później pani Ola (40 l.).
Dalej lekceważą bezpieczeństwo
Choć po tragedii przez pewien czas było spokojniej, kolejne lata przyniosły następne niebezpieczne zdarzenia. Jeszcze jesienią 2021 roku pijany kierowca uciekał przed policją na samej feldze. W czerwcu 2024 roku doszło do kolejnego zderzenia samochodu osobowego z ciężarówką, kilka miesięcy później zderzyły się dwa auta, a pod koniec roku kierowca osobówki uderzył w drzewo. Mimo reanimacji nie udało się go uratować. We wrześniu 2025 roku dachowało kolejne auto osobowe, a miesiąc później czujny sołtys zatrzymał pijanego kierowcę volkswagena. Mężczyzna miał w organizmie 1,8 promila alkoholu. A to tylko te zdarzenia, o których informowały media.
"Ludzie jeżdżą tu jak szaleni"
Mieszkańcy mają wrażenie, że mimo tragedii sprzed pięciu lat niewiele się zmieniło.
- Ludzie jeżdżą tu jak szaleni. Jest teren zabudowany, ale wystarczy chwilę postać i popatrzeć z jaką prędkością jadą samochody. To na pewno nie jest 50 kilometrów na godzinę - mówi pani Ola. Po chwili dodaje cicho: - Może gdyby się zatrzymała albo tamten samochód jechał trochę wolniej, ta pani zdążyłaby przejechać... Ale tego już nikt nie sprawdzi.