Potwór w sutannie! Ksiądz Mirosław porąbał siekierą i podpalił starego znajomego?!

To się nie mieści w głowie! W środę (7 października) przed Sądem Okręgowym w Radomiu rusza proces, na który przez wiele miesięcy czekała cała Polska. Na ławie oskarżonych zasiądzie 61-letni dziś Mirosław M. − były proboszcz parafii w Przypkach koło Tarczyna. Śledczy nie mają wątpliwości: ten człowiek, który w kościele prawił kazania o miłości bliźniego, zgotował swojemu znajomemu prawdziwe piekło na ziemi. Najpierw uderzył go siekierą, a potem polał benzyną i podpalił. Ofiara, 68-letni bezdomny pan Anatol, spłonął w potwornych męczarniach.

Jak to się w ogóle stało, że drogi bezdomnego i proboszcza podwarszawskiej parafii się skrzyżowały? Pan Anatol C. był człowiekiem niezwykle dobrym, wierzącym i skromnym. Choć sam nie miał dachu nad głową, pomagał innym jako wolontariusz. Nie potrzebował telefonu, nosił w torbie zniszczone Pismo Święte i potrafił recytować je z pamięci.

Ćwierć wieku temu panowie poznali się w sanktuarium św. Faustyny w Warszawie. Dzisiaj można byłoby powiedzieć, niestety. Po zawiązaniu znajomości, duchowny wyczuł okazję i namówił swojego nowego kolegę na interes życia. Anatol przepisał na proboszcza w formie darowizny swoją nieruchomość. W zamian za ten cenny dar, ksiądz zobowiązał się do dożywotniej opieki nad starszym człowiekiem. Mirosław M. obiecał, że znajdzie mu porządne lokum i opłaci jego utrzymanie. Obietnica okazała się jednak zwykłym oszustwem. Ksiądz wziął majątek, a starszego pana zostawił na lodzie.

Z czasem między mężczyznami narósł gigantyczny konflikt. Anatol domagał się po prostu tego, co mu się należało − dachu nad głową. Proboszcz był jednak coraz bardziej wściekły i zniechęcony tym, że bezdomny „zawraca mu głowę” swoimi oczekiwaniami. Wtedy w głowie duchownego narodził się potworny plan.

Pierwszy atak

Do pierwszej próby zabójstwa doszło około trzy tygodnie przed ostateczną tragedią. Mirosław M. zaplanował wszystko z zimną krwią. Zaproponował Anatolowi przejażdżkę samochodem, który miał później rzekomo się zepsuć. Gdy jechali polną drogą w gminie Tarczyn, duchowny nagle zatrzymał auto i poprosił starszego pana, by ten schylił się i sprawdził, co puka w silniku. Gdy 68-latek niczego nie podejrzewając pochylił się nad maską, ksiądz wyciągnął z bagażnika ciężką siekierę i z całej siły uderzył go w głowę!

Tylko cud uratował wtedy pana Anatola. Na drodze niespodziewanie pojawił się traktorzysta. Jego obecność spłoszyła proboszcza. Ksiądz zabrał zakrwawionego mężczyznę na plebanię i wezwał pogotowie ratunkowe. Przybyłym na miejsce lekarzom i policji skłamał. Tłumaczył, że to był nieszczęśliwy wypadek i pan Anatol został przypadkowo uderzony przez opadającą tylną klapę bagażnika. Wtedy jeszcze wszyscy mu uwierzyli. Dopiero później, podczas śledztwa, eksperyment procesowy całkowicie wykluczył tę kłamliwą wersję.

Mirosław M. jednak nie odpuścił. 24 lipca 2025 roku spotkał się z Anatolem po raz kolejny. Znów rozmawiali o obiecanym mieszkaniu w Warszawie. Ponownie doszło do gigantycznej awantury. Aby uśpić czujność 68-latka, proboszcz zaproponował mu kolejną przejażdżkę samochodem, rzekomo po to, by ochłonąć. Anatol ponownie mu zaufał. Zatrzymali się na bocznej drodze w Lasopolu pod Grójcem. Tam kłótnia niestety wybuchła na nowo.

I to wtedy rozegrał się horror, który do dzisiaj trudno sobie wyobrazić. Ksiądz sięgnął do bagażnika po siekierę i zadał swojemu druhowi kilka potężnych ciosów w głowę. Anatol zalał się krwią i bezwładnie osunął na ziemię. Ale to nie wystarczyło...

Gdy starszy pan jeszcze żył i oddychał, Mirosław M. oblał jego ciało benzyną i podpalił. Jak gdyby nigdy nic wsiadł do samochodu, po czym wrócił na plebanię. Konający w potwornych męczarniach Anatol płonął na środku drogi. Mieszkańcy Lasopola, którzy wieczorem zobaczyli żywą pochodnię, natychmiast wezwali pomoc. Jednak wpierw myśleli, że w ich spokojnej okolicy doszło do mafijnych porachunków. Bowiem ślady na ulicy mroziły krew w żyłach! Na poboczu leżały zwęglone resztki ubrań. Niestety, obrażenia zaatakowanego mężczyzny były zbyt rozległe. Pan Anatol zmarł w strasznych cierpieniach.

„Nie uważajmy się za lepszych od Mirosława”

Policja bardzo szybko powiązała fakty i zatrzymała 60-letniego wówczas proboszcza w jego własnej parafii. W Przypkach zaroiło się od policyjnych techników, którzy zabezpieczali ślady zbrodni. Mieszkańcy byli w totalnym szoku. Myśleli początkowo, że to mafijne porachunki, a podejrzanym o morderstwo okazał się ich własny ksiądz!

Pogrzeb pana Anatola odbył się 2 sierpnia 2025 roku w kościele Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny na warszawskiej Woli. Uroczystość poprowadził metropolita warszawski, arcybiskup Adrian Galbas, który nie krył ogromnego poruszenia. Podczas kazania hierarcha przeprosił zmarłego oraz wszystkich wiernych za tę okropną zbrodnię: − Bracie Anatolu − przepraszam! Ludzie będą latami opowiadać, że była tak zbrodnia, że ksiądz oszukał i zamordował bezdomnego i bezbronnego człowieka − mówił drżącym głosem arcybiskup.

Dodał też mocne słowa ostrzeżenia do innych kapłanów, by uważali na żądzę pieniądza, chciwość i pazerność. − Nie uważajmy się za lepszych od naszego brata Mirosława, ale każdego dnia służmy życiu − apelował abp Galbas.

Bestii grozi dożywocie!

Mirosław M. od lipca zeszłego roku przebywa za kratami w areszcie tymczasowym. Podczas przesłuchań pękł i przyznał się do wszystkiego. Szczegółowo opisał śledczym, jak uderzał siekierą i jak podpalał swojego podopiecznego. Wyraził też skruchę, ale to w żaden sposób nie uchroni go przed surową karą. Prokuratura Okręgowa w Radomiu zakończyła już śledztwo i wysłała do sądu akt oskarżenia.

Śledczy mają w ręku mocne dowody. Jednym z nich jest opinia biegłych psychiatrów. Mirosław M. przeszedł kilkutygodniową obserwację psychiatryczną w warunkach szpitalnych. Lekarze orzekli jednoznacznie: były proboszcz nie jest chory psychicznie i w momencie popełniania obu czynów był w pełni poczytalny. Doskonale wiedział, co robi.

Przed Sądem Okręgowym w Radomiu odpowie za dwa czyny: zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem oraz wcześniejsze usiłowanie zabójstwa. Pierwsza rozprawa już w najbliższą środę, 7 października 2026 roku. Bezwzględnemu byłemu duchownemu grozi kara od 15 lat więzienia aż do dożywotniego pozbawienia wolności.

Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI