Prokuratura nie odpuszcza. Ujawniono powody aresztowania znanego dziennikarza
Głośna sprawa Leszka K., byłego dziennikarza śledczego współpracującego w przeszłości z największymi polskimi redakcjami, nabiera coraz większego rozgłosu. Po tym, jak rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek oraz prezes Press Club Polska Marcin Lewicki zaapelowali o ujawnienie powodów zastosowania wobec dziennikarza trzymiesięcznego aresztu, stanowisko przedstawiła Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
Według śledczych istnieją poważne przesłanki wskazujące, że pozostawienie Leszka K. na wolności mogłoby zagrozić prawidłowemu przebiegowi postępowania. Jak podkreślił rzecznik warszawskiej prokuratury prok. Piotr Antoni Skiba, istnieje obawa zarówno matactwa procesowego, jak i unikania kontaktu z organami ścigania.
Przypomnijmy, że Leszek K. jest podejrzany o posiadanie bez wymaganego zezwolenia broni palnej i amunicji. Śledczy zarzucają mu również kierowanie gróźb karalnych wobec komendanta powiatowego policji w Piasecznie. Według prokuratury groźby miały dotyczyć pozbawienia życia funkcjonariusza i miały skłonić go do podjęcia określonych działań służbowych.
Sam dziennikarz nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Podczas przesłuchania odmówił uznania swojej winy.
Śledczy: istnieje ryzyko matactwa
Jak podkreśla prokuratura, zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów. Zdaniem śledczych zastosowanie tymczasowego aresztu było konieczne, aby zabezpieczyć dalszy tok postępowania.
Szczególne obawy mają dotyczyć możliwości wpływania na świadków oraz utrudniania śledztwa. Według prokuratury już sama treść wiadomości skierowanej do komendanta policji miała świadczyć o gotowości do wywierania presji na osoby zaangażowane w sprawę.
Śledczy wskazują również, że w samochodzie, którym poruszał się podejrzany, znaleziono broń i amunicję. To właśnie ten fakt miał dodatkowo wzmacniać obawy związane z realizacją wcześniej formułowanych gróźb.
Na tym jednak problemy Leszka K. się nie kończą. Prokuratura poinformowała, że do materiałów obecnego postępowania dołączono dokumenty z innej sprawy, w której dziennikarz usłyszał zarzut znęcania się nad osobami najbliższymi.
Postępowanie to przez dłuższy czas pozostawało zawieszone. Jak wyjaśniają śledczy, powodem miało być wielokrotne niestawianie się podejrzanego na badania sądowo-psychiatryczne oraz problemy z przeprowadzeniem niezbędnych czynności procesowych. Według prokuratury fakt ten może świadczyć o skłonności do unikania kontaktu z wymiarem sprawiedliwości.
„Może się ukrywać i opuszcza kraj”
Jednym z argumentów przemawiających za zastosowaniem aresztu ma być również tryb życia podejrzanego. Jak podkreślono w komunikacie, Leszek K. często wyjeżdża za granicę, co w ocenie śledczych może zwiększać ryzyko utrudniania postępowania lub uchylania się od stawiennictwa przed organami ścigania.
Prokuratura zwraca uwagę, że wcześniejsze doświadczenia związane z prowadzonymi wobec niego postępowaniami miały wskazywać na realne ryzyko ukrywania się.
Warszawska prokuratura podkreśla, że argumenty przedstawione przez śledczych zostały podzielone przez sąd. To właśnie sąd zdecydował o zastosowaniu wobec dziennikarza trzymiesięcznego aresztu.
Według prokuratury sąd uznał, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów, a także realne zagrożenie dla prawidłowego toku postępowania. W ocenie śledczych nie wystąpiły jednocześnie żadne okoliczności, które pozwalałyby zastąpić areszt łagodniejszym środkiem zapobiegawczym.
Polecany artykuł:
Prokuratura odpowiada na pytania mediów
W wydanym komunikacie śledczy odnieśli się także do kwestii związanych z wykonywaniem zawodu dziennikarza przez podejrzanego. Podkreślono, że podczas prowadzonych czynności Leszek K. nie powoływał się na tajemnicę dziennikarską. Przekazał również śledczym telefon używany na potrzeby postępowania wraz z hasłem dostępu.
Sprawa nadal budzi ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Z jednej strony pojawiają się pytania o zasadność stosowania najsurowszego środka zapobiegawczego wobec dziennikarza śledczego, z drugiej prokuratura przekonuje, że decyzja była niezbędna dla zabezpieczenia postępowania i ochrony świadków. Ostatecznie o winie lub niewinności Leszka K. zdecyduje jednak dopiero sąd podczas procesu.