Referendum w Warszawie. Stołeczna Operacja Referendalna ruszyła
Gdy w czwartek (30 lipca) Rafał Trzaskowski przemawiał do uczestników i uczestniczek powstania w Parku Wolności, na ulice wylegli jego przeciwnicy i namawiali do podpisów pod wnioskiem o referendum. Ruszyła wielka akcja. Jedni bez wahania składali podpisy, inni zatrzymywali się tylko po to, by powiedzieć, że referendum nie ma sensu. Organizatorzy inicjatywy, działający pod szyldem Stołecznej Operacji Referendalnej, deklarują, że chcą zebrać około 132 tys. podpisów w ciągu 60 dni. Jeśli podpisów będzie wystarczająco dużo, sprawdzi je komisarz wyborczy, dopiero wtedy możliwe będzie wyznaczenie terminu referendum. Jak przekonują, chodzi o rozliczenie władz miasta z ich działań i oddanie głosu mieszkańcom.
Zapytany o referendum na począku lipca Rafał Trzaskowski stwierdził, że nie obawia się inicjatywy. − Rozumiem, że niektórzy politycy opozycji chcieliby paraliżu Warszawy, ale żadnego paraliżu nie będzie. Zamierzam dalej dokonywać zmian w mieście − powiedział. Dodał również, że bierze odpowiedzialność za decyzje podejmowane w stołecznym ratuszu.
Problemy Warszawy oczami mieszkańców
Co na to sami warszawiacy? Przy stolikach dominowali mieszkańcy, którzy przyszli właśnie po to, aby złożyć podpis.
− A dlaczego mamy nie odwołać? − pyta retorycznie pan Marek, mieszkaniec okolic Chmielnej. Jak tłumaczy, największym problemem jest dla niego parkowanie. − Mieszkam tu od 15 lat i nie mam gdzie postawić samochodu, mimo że mam abonament. Muszę zostawiać auto przy Świętokrzyskiej i codziennie chodzić albo jeździć hulajnogą, bo parkingów po prostu ubyło − opowiada.
Pan Szymon zwraca z kolei uwagę przede wszystkim na inwestycje. − Mam wrażenie, że więcej jest działań wizerunkowych niż konkretów. Patrzę na remonty, plany metra czy to, co wydarzyło się w Szpitalu Południowym, i uważam, że miasto powinno być zarządzane inaczej − przekonuje.
Czy to na pewno dobry pomysł?
Choć zwolenników referendum było sporo, nie brakowało też mieszkańców, którzy od razu odmawiali podpisania list. Pan Adam nie krył emocji.
− On jest drugą kadencję prezydentem. Proszę zobaczyć, jak Warszawa dziś wygląda. Powstają ścieżki rowerowe, zmienia się miasto. Naprawdę nie rozumiem, o co chodzi z tym referendum. Dla mnie to kompletna bzdura − mówi. I jak dodaje, nie wierzy w całkowicie oddolny charakter inicjatywy. − Nie kupuję tego. Uważam, że takie akcje zawsze są czymś inspirowane. Oczywiście nie wszystko działa idealnie, są sprawy wymagające poprawy, ale to nie jest powód, żeby odwoływać prezydenta − podkreśla.
Pierwszy dzień zbiórki pokazał jedno. Referendum już teraz budzi wśród warszawiaków skrajne emocje. Jedni bez wahania składali podpisy, inni mijali stoliki z niedowierzaniem. Teraz przed organizatorami najtrudniejsze zadanie, zebranie wymaganej liczby podpisów. Dopiero wtedy okaże się, czy warszawiacy zdecydują o przyszłości władz miasta przy urnach.