Rok temu Mieszko R. zamordował Małgosię. Odwiedziliśmy ją na cmentarzu. Serce pęka: "Kochanej mamie"

2026-05-07 15:10

Minął rok od tragedii, która wstrząsnęła całą Polską. W czwartek, 7 maja, społeczność akademicka uczciła pamięć Małgorzaty Dynak - pracownicy uczelni, zamordowanej podczas brutalnego ataku na kampusie UW. Odwiedziliśmy jej grób. Trudno było powstrzymać emocje. Jednocześnie na kampusie społeczność akademicka posadziła miłorząb, symbol pamięci i nadziei. Choć uczelnia wprowadziła nowe zabezpieczenia, wielu studentów i pracowników przyznaje, że poczucie bezpieczeństwa już nigdy nie będzie takie samo.

  • Minął rok od tragicznego ataku na Uniwersytecie Warszawskim, w którym zginęła pracowniczka uczelni, Małgorzata Dynak.
  • Społeczność akademicka upamiętniła ofiarę, sadząc miłorząb i składając kwiaty, a uczelnia wprowadziła nowe środki bezpieczeństwa.
  • Grób kobiety zdobią znicze z poruszającymi napisami.

Rocznica śmierci Małgorzaty Dynak

W czwartek, 7 maja, Uniwersytet Warszawski uczcił pamięć Małgorzaty Dynak. W południe na skwerze między Budynkiem Chopinowskim a Wydziałem Archeologii posadzono miłorząb, symbol pamięci, siły i nadziei. W uroczystości uczestniczyli studenci, pracownicy uczelni i mieszkańcy Warszawy.

Tego dnia odwiedziliśmy grób pani Małgorzaty. Widać było dziesiątki zniczy. Na wielu lampionach widać napisy, m.in.: „Ukochanej mamie” czy „Żyjesz w naszych sercach”. Pod nazwiskiem kobiety widnieje krótki dopisek: „zmarła tragicznie”.

Mieszko R. zabił siekierą portierkę UW. Prokuratura chce umorzenia sprawy. Co o tym sądzą mieszkańcy?

Zabójstwo na Uniwersytecie Warszawskim

7 maja 2025 roku spokojny kampus Uniwersytetu Warszawskiego zamienił się w miejsce dramatu. 22-letni student prawa Mieszko R. zaatakował 53-letnią pracownicę uczelni. Kobieta zginęła na miejscu. Ranny został również strażnik, który próbował jej pomóc. Pani Małgorzata osierociła męża i trójkę dzieci.

Dziś biegli uznają sprawcę, studenta drugiego roku prawa, za niepoczytalnego. Prokuratura złożyła wniosek o umorzenie sprawy przeciwko Mieszkowi R. i skierowanie mężczyzny do zamkniętego szpitala psychiatrycznego. Ta decyzja nadal budzi ogromne emocje. - Moralnie uważam, że takie osoby powinny być w więzieniu. Ale skoro biegli stwierdzili, że nie miał świadomości tego, co robi, to sprawa jest skomplikowana - mówi Piotr, którego nasz reporter spotkał przy kampusie UW.

Innego zdania jest Małgorzata, mieszkanka Warszawy. - Jeżeli jest chory psychicznie, to nie powinien iść do więzienia. Trzeba go leczyć - podkreśla.

- To było tragiczne wydarzenie. Wszyscy to przeżyli, wszystkich to dotknęło - mówi Mirosław, pracownik UW. - Kampus wydawał się miejscem spokojnym i bezpiecznym. Okazało się, że nie - dodaje.

Po tragedii uczelnia wprowadziła szereg zmian związanych z bezpieczeństwem. Powstało Biuro ds. Bezpieczeństwa, strażnicy dostali nowe uprawnienia i sprzęt, uruchomiono telefon alarmowy oraz dodatkowy monitoring. Uniwersytet podpisał też porozumienie z Komendą Stołeczną Policji i rozszerzył pomoc psychologiczną dla studentów i pracowników.

Strażnicy są lepiej wyposażeni i skomunikowani. Jest nowa centrala - wylicza Mirosław. Przyznaje jednak, że całkowite zabezpieczenie otwartego kampusu nadal jest trudne: - Ten kampus jest otwarty, przechodni. Nie da się go w pełni kontrolować. Najbardziej zapamiętał jednak reakcję części ludzi po ataku. - Zamiast pomóc, ludzie nagrywali i wrzucali to do sieci. To było tragiczne - mówi.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki