- Minął rok od tragicznego ataku na Uniwersytecie Warszawskim, w którym zginęła pracowniczka uczelni, Małgorzata Dynak.
- Społeczność akademicka upamiętniła ofiarę, sadząc miłorząb i składając kwiaty, a uczelnia wprowadziła nowe środki bezpieczeństwa.
- Grób kobiety zdobią znicze z poruszającymi napisami.
Rocznica śmierci Małgorzaty Dynak
W czwartek, 7 maja, Uniwersytet Warszawski uczcił pamięć Małgorzaty Dynak. W południe na skwerze między Budynkiem Chopinowskim a Wydziałem Archeologii posadzono miłorząb, symbol pamięci, siły i nadziei. W uroczystości uczestniczyli studenci, pracownicy uczelni i mieszkańcy Warszawy.
Tego dnia odwiedziliśmy grób pani Małgorzaty. Widać było dziesiątki zniczy. Na wielu lampionach widać napisy, m.in.: „Ukochanej mamie” czy „Żyjesz w naszych sercach”. Pod nazwiskiem kobiety widnieje krótki dopisek: „zmarła tragicznie”.
Polecany artykuł:
Zabójstwo na Uniwersytecie Warszawskim
7 maja 2025 roku spokojny kampus Uniwersytetu Warszawskiego zamienił się w miejsce dramatu. 22-letni student prawa Mieszko R. zaatakował 53-letnią pracownicę uczelni. Kobieta zginęła na miejscu. Ranny został również strażnik, który próbował jej pomóc. Pani Małgorzata osierociła męża i trójkę dzieci.
Dziś biegli uznają sprawcę, studenta drugiego roku prawa, za niepoczytalnego. Prokuratura złożyła wniosek o umorzenie sprawy przeciwko Mieszkowi R. i skierowanie mężczyzny do zamkniętego szpitala psychiatrycznego. Ta decyzja nadal budzi ogromne emocje. - Moralnie uważam, że takie osoby powinny być w więzieniu. Ale skoro biegli stwierdzili, że nie miał świadomości tego, co robi, to sprawa jest skomplikowana - mówi Piotr, którego nasz reporter spotkał przy kampusie UW.
Innego zdania jest Małgorzata, mieszkanka Warszawy. - Jeżeli jest chory psychicznie, to nie powinien iść do więzienia. Trzeba go leczyć - podkreśla.
- To było tragiczne wydarzenie. Wszyscy to przeżyli, wszystkich to dotknęło - mówi Mirosław, pracownik UW. - Kampus wydawał się miejscem spokojnym i bezpiecznym. Okazało się, że nie - dodaje.
Po tragedii uczelnia wprowadziła szereg zmian związanych z bezpieczeństwem. Powstało Biuro ds. Bezpieczeństwa, strażnicy dostali nowe uprawnienia i sprzęt, uruchomiono telefon alarmowy oraz dodatkowy monitoring. Uniwersytet podpisał też porozumienie z Komendą Stołeczną Policji i rozszerzył pomoc psychologiczną dla studentów i pracowników.
Strażnicy są lepiej wyposażeni i skomunikowani. Jest nowa centrala - wylicza Mirosław. Przyznaje jednak, że całkowite zabezpieczenie otwartego kampusu nadal jest trudne: - Ten kampus jest otwarty, przechodni. Nie da się go w pełni kontrolować. Najbardziej zapamiętał jednak reakcję części ludzi po ataku. - Zamiast pomóc, ludzie nagrywali i wrzucali to do sieci. To było tragiczne - mówi.