Zabił pracownicę UW, nie trafi do więzienia? Rok po tragedii wracamy na kampus. „Zamiast pomóc, ludzie nagrywali”

2026-05-07 5:00

Mija rok od jednej z najbardziej wstrząsających zbrodni w Warszawie. 7 maja 2025 roku na kampusie Uniwersytetu Warszawskiego, 22-letni wtedy student prawa, Mieszko R., zamordował 53-letnią pracownicę uczelni. Dziś biegli mówią o jego niepoczytalności, a sąd niedługo zdecyduje, czy chłopak trafi do zamkniętego ośrodka na leczenie. Wróciliśmy na miejsce tragedii i zapytaliśmy ludzi: czy pamiętają? I czy czują się dziś bezpiecznie?

Rok po dramacie przy bramie Uniwersytetu Warszawskiego znów słychać gwar studentów i turystów. W trakcie naszego spaceru spotkaliśmy w okolicy kilka grup z Azji. Każda z nich zatrzymywała się w okolicy, robiła zdjęcia, wskazywała palcami na budynki UW. Na pierwszy rzut oka wszystko wróciło do normy. Ale wystarczy jedno pytanie, by wróciły emocje.

Pamiętam, co wydarzyło się tu rok temu, chociaż nie wiedziałem, że rocznica przypada dokładnie 7 maja − mówi nam Piotr. I dodaje bez wahania: − Moralnie uważam, że takie osoby powinny być w więzieniu. Ale skoro biegli stwierdzili, że nie miał świadomości tego, co robi, to sprawa jest skomplikowana.

Bo właśnie ta decyzja budzi dziś największe kontrowersje. Śledczy uznali, że Mieszko R. w chwili ataku był niepoczytalny. To oznacza jedno: zamiast więzienia może trafić do zamkniętego szpitala psychiatrycznego. Bez wyroku. Bez określonego terminu wyjścia. I nie wszyscy się z tym godzą.

Uważam, że sprawca powinien normalnie ponieść konsekwencje. Ta sytuacja była brutalna i okrutna − mówi nam Sabina, przyszła studentka UW. I dodaje wprost: − Ma ojca prawnika, więc wiedzieli, co załatwić. Takie rzeczy się zdarzają.

Te słowa pokazują skalę emocji, jakie do dziś budzi ta sprawa. W sieci podobnych opinii nie brakuje. Ale są też głosy zupełnie inne.

Jeżeli jest chory psychicznie, to nie powinien iść do więzienia. Trzeba go leczyć − przekonuje Małgorzata. − To, że jego rodzice mają powiązania, nie ma znaczenia, jeśli psychiatrzy orzekli inaczej − dodaje.

Podzielone opinie nie dziwią. Nawet ci, którzy pamiętają tamten dzień, nie mają jednoznacznych odpowiedzi. − Ciężko stwierdzić, czy więzienie, czy szpital. Niech zdecydują kompetentni ludzie − mówi krótko Radosław.

„Wszyscy to przeżyli”

Dla społeczności uczelni to wciąż otwarta rana. − To było tragiczne wydarzenie. Wszyscy to przeżyli, wszystkich to dotknęło − mówi Mirosław, pracownik Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. − Kampus wydawał się miejscem spokojnym i bezpiecznym. Okazało się, że nie − tłumaczy dalej. I choć od tamtej chwili minęło 12 miesięcy, pamięć nie zniknęła.

Uniwersytet się zmienił. Pojawiły się nowe procedury, lepsze wyposażenie strażników, monitoring i systemy alarmowe. − Strażnicy są lepiej wyposażeni i skomunikowani. Jest nowa centrala − wylicza Mirosław. Ale jedno pozostaje problemem. − Ten kampus jest otwarty, przechodni. Nie da się go w pełni kontrolować − przyznaje.

Najbardziej poruszające są jednak wspomnienia reakcji ludzi. − Zamiast pomóc, ludzie nagrywali i wrzucali to do sieci. To było tragiczne − mówi Mirosław. − Obserwowanie tego i ekscytowanie się tym było bardzo słabe − dodaje. I ten wątek powraca w wielu rozmowach. Jako symbol zmieniającego się świata.

Czy jest bezpieczniej?

Polska jest naprawdę bezpiecznym krajem, więc zobaczenie czegoś takiego było okropne − mówi Simon, student z Azji. − Ochroniarze są teraz bardziej uważni. Obserwują wszystkich − dodaje.

Studenci też zauważają zmiany, choć nie wszyscy czują, że tragedia była „związana z miejscem”. − Taka sytuacja mogła zdarzyć się wszędzie − mówi Marek. − To nie miejsce się do tego przyczyniło − tłumaczy. Ale jedno jest pewne: poczucie bezpieczeństwa już nigdy nie będzie takie samo.

Przypomnijmy: 7 maja 2025 roku około godziny 18:34 spokojny kampus zamienił się w scenę koszmaru. Mieszko R. zaatakował 53-letnią pracownicę uczelni. Kobieta zginęła na miejscu. Ciężko ranny został także strażnik, który ruszył jej na pomoc.

Dziś sprawa wciąż czeka na finał. Jeśli zapadnie decyzja o zastosowaniu środka zabezpieczającego, sprawca może spędzić resztę życia w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym. Bez wyroku. Bez daty wyjścia.

A na kampusie? 7 maja studenci i pracownicy zatrzymają się na chwilę ciszy. Posadzony zostanie miłorząb: symbol pamięci, miłości i nadziei. Bo choć życie toczy się dalej, jedno się nie zmieniło. Ta historia wciąż nie daje spokoju.

Morderstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Upamiętnili 53-letnią Małgosię
Sonda
Studiowałeś lub studiujesz na Uniwersytecie Warszawskim?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki