- Prokuratura wszczęła śledztwo po tragicznym pożarze strzelnicy na Ursynowie, w którym zginęły cztery osoby.
- Jedna z dwóch rannych osób nadal walczy o życie w szpitalu, a okoliczności zdarzenia budzą wiele pytań.
- Zabezpieczono monitoring i powołano biegłych, aby ustalić przyczynę i odtworzyć przebieg tragedii.
Śledztwo w sprawie tragicznego pożaru
Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów wszczęła śledztwo w sprawie pożaru, do którego doszło 21 marca 2026 r. przy ul. Migdałowej w Warszawie. Ogień objął remontowany lokal usługowy zaadaptowany na strzelnicę, a także pojazd - bus marki Iveco oraz kontener na śmieci.
W wyniku zdarzenia śmierć poniosły cztery osoby: dwóch obywateli Polski i dwóch obywateli Ukrainy, dwie kolejne osoby odniosły obrażenia. Jedna z nich w ciężkim stanie trafiła do szpitala i pozostaje nieprzytomna, druga została przesłuchana po udzieleniu pomocy medycznej.
Jak przekazał prokurator Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, postępowanie dotyczy sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach.
Zabezpieczono monitoring i powołano biegłych
Na miejscu zdarzenia przeprowadzono oględziny pogorzeliska z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa. Zabezpieczono również monitoring, który dokumentuje gwałtowny i dynamiczny przebieg rozprzestrzeniania się ognia wewnątrz budynku. Zwłoki ofiar zostały zidentyfikowane, a prokurator zlecił przeprowadzenie autopsji.
Ustalenie dokładnych przyczyn pożaru będzie możliwe dopiero po uzyskaniu opinii biegłego, który został już powołany do opiniowania w tej sprawie, dodał prokurator.
Pożar strzelnicy na Ursynowie
Wszyscy pokrzywdzeni byli pracownikami jednej firmy i w chwili zdarzenia wykonywali prace remontowe w obiekcie.
Na miejscu pożaru natychmiast pojawiły się służby ratunkowe. Jak relacjonowano w materiałach medialnych i wypowiedziach świadków, ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko, a sytuację komplikowało silne zadymienie.
- Widzieliśmy dość drastyczne obrazy, były wynoszone ofiary przez straż pożarną. Na początku wszystko zaczęło się od gęstego, ciemnego dymu. To było straszne. Po chwili przyjechały karetki i straż pożarna - relacjonowała w TVPinfo jedna z kobiet mieszkających w pobliżu. Z kolei były zastępca komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej Ryszard Grosset stwierdził, że „to jeden z najdziwniejszych pożarów, jakie widział”.