- Prokurator Kamil Żmudziński chce dla Adama Cz. dożywocia.
- Drugi ratownik, zaatakowany nożem, przeżył. Prokurator domaga się dla niego 50 tys. zł.
- Żona zabitego ratownika żąda 150 tys. zł na jeden z domów dziecka w powiecie bialskim.
Sam wezwał karetkę. Chwilę później zaatakował ratowników
Do tragedii doszło 25 stycznia 2025 roku przy ul. Sobieskiego w Siedlcach. Adam Cz. sam potrzebował pomocy. Mężczyzna po alkoholu stracił równowagę i doznał urazu głowy. Na miejsce przyjechał zespół ratownictwa medycznego. Ratownicy chcieli zabrać go do szpitala. Wtedy sytuacja nagle wymknęła się spod kontroli.
Według ustaleń śledczych mężczyzna chwycił dwa noże i zaatakował medyków. Najpierw ugodził Cezarego L. w klatkę piersiową. 64-letni ratownik został ciężko ranny. Mimo około półgodzinnej reanimacji i przewiezienia do szpitala jego życia nie udało się uratować. Zmarł w wyniku rozległego urazu serca. Na tym atak się nie skończył. Adam Cz. rzucił się także na drugiego ratownika. Zranił go w rękę i próbował zadać kolejne ciosy. Medyk zasłonił się ręką, a napastnika obezwładnił jeden z mieszkańców.
Prokurator: dożywocie za śmierć Cezarego
W czwartek (24 września) podczas ostatniej rozprawy prokurator Prokuratury Rejonowej Kamil Żmudziński wygłosił mowę końcową. Za zabójstwo Cezarego L. zażądał dla oskarżonego dożywotniego pozbawienia wolności. Za usiłowanie zabójstwa drugiego ratownika chce natomiast 25 lat więzienia. Prokurator wniósł także o 50 tys. zł na rzecz rannego medyka, który przeżył atak. Po połączeniu kar żądanie prokuratury sprowadza się do dożywocia.
Żona Cezarego chce 150 tys. zł. Nie dla siebie
Swoje żądanie przedstawiła również żona zamordowanego ratownika. Za pośrednictwem pełnomocnika domaga się od Adama Cz. 150 tys. zł. Pieniądze nie mają jednak trafić do niej. Chce, by zostały przeznaczone na cel charytatywny, dla jednego z domów dziecka w powiecie bialskim.
Cezary L. był ratownikiem Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białej Podlaskiej. W dniu tragedii pojechał do Siedlec, by pomóc pacjentowi. Jego śmierć wywołała ogromne poruszenie w środowisku medycznym.
Adam Cz. nie przyznaje się i mówi, że nie pamięta
Oskarżony podczas dzisiejszej rozprawy nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Twierdzi, że nie pamięta przebiegu tragicznego zdarzenia i nie chciał szerzej komentować sprawy. Wcześniej w toku postępowania mówił, że alkohol sprawił, iż „urwał mu się film”. Z akt sprawy wynikało, że miał ponad 2,5 promila alkoholu. Jednocześnie biegli psychiatrzy uznali, że w chwili popełnienia czynu był poczytalny i może uczestniczyć w procesie.
Obrona wniosła o łagodniejszy wymiar kary. Ogłoszenie wyroku zaplanowano na 5 października.