Skórzec. Smród padliny nie daje żyć mieszkańcom
Blisko 500 mieszkańców gminnej miejscowości Skórzec (woj. mazowieckie) przybyło do hali sportowej miejscowej szkoły podstawowej na spotkanie z wójtem gminy i przedstawicielami „Zbiornicy” zajmującej się odbiorem i utylizacją odpadów pochodzenia zwierzęcego i roślinnego. Firma znajduje się w kompleksie leśnym, oddalona zaledwie o kilometr od wioski. Według mieszkańców Skórca, w którym mieszka 1200 osób, ze Zbiornicy wydobywa się potworny smród, który uniemożliwia normalne życie.
Gdy jest ciepło, ludzie nie mogą otworzyć okna, a przebywanie na zewnątrz, wywołuje zawroty głowy. W najgorszej sytuacji są dzieci miejscowej podstawówki, które na zajęciach fizycznych są zmuszone przebywać w budynku szkoły. - Nie możemy swoich pociech wypuszczać na place zabaw, bo dzieciaki wracają z nich z bólami głowy - mówi Anna Wereda (35 l.).
Pan Ryszard Kokoszka (74 l.) macha wymownie rękami. - Tu śmierdzi wszędzie i zawsze. Władze gminne muszą coś zrobić z tym trucicielem - mówi. - Mamy dość tego fetoru. Boimy się, że może dojść do jakiejś epidemii - dodaje.
Prezes Zbiornicy obiecuje zmiany
Pracownicy Zbiornicy stoją murem za swoim pracodawcą. - Nasz zakład daje zatrudnienie 100 osobom. Ja pracuję tu z żoną i dzięki temu żyjemy na pewnym poziomie. Dla mnie pieniądze nie śmierdzą - mówi Wiesław Olszewski (58 l.) kierowca Zbiornicy.
Wójt gminy Jerzy Długosz odcina się od problemu. Mówi, że funkcjonowanie zakładu utylizacji regulują przepisy, które egzekwują inne urzędy państwowe. Z kolei prezes zarządu Zbiornicy Marcin Cabaj (48 l.) obiecuje, że zawalczy z problemem. - Nasza firma działa od 35 lat, jest jedną z dziesięciu największych w Polsce. Zakład posiada wszystkie zgody i decyzje spełniając przy tym wymagania określone przepisami weterynaryjnymi i ochrony środowiska - zapewnia. - Jeżeli mieszkańcy twierdzą, że śmierdzi, postaramy się zamontować dodatkowe filtry, które będą zapobiegać wydobywaniu nieprzyjemnych zapachów z terenu Zbiornicy - obiecuje.