Strażnik miejski zmarł po nocnej służbie. Miasto wszczyna kontrolę. Jest odpowiedź straży miejskiej

47-letni strażnik miejski z Warszawy zmarł 10 sierpnia, krótko po powrocie z nocnej służby. Anonimowe informacje przekazane redakcji „Super Expressu” wskazywały na możliwe problemy związane z jego zdrowiem i organizacją pracy, jednak Straż Miejska zaprzecza, by funkcjonariusz miał obowiązujące ograniczenia w wykonywaniu służby. Według formacji posiadał aktualne orzeczenie lekarza medycyny pracy, dopuszczające go do pracy bez ograniczeń. Mimo to Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa rozpoczęło kontrolę dotyczącą planowania i czasu pracy strażnika oraz realizacji ewentualnych zaleceń.

Dwaj strażnicy miejscy w kamizelkach. Na miniaturze zmarły Mariusz S. O kontroli po jego śmierci pisze Super Express.
Autor: Archiwum prywatne

Zmarł po powrocie z nocnej służby

Mariusz S. miał 47 lat i był wieloletnim funkcjonariuszem straży miejskiej. 10 sierpnia 2026 roku rano wrócił z nocnej służby. Niedługo później zmarł.

Na podstawie informacji, którymi dysponuje „Super Express”, nie można stwierdzić, jaka była bezpośrednia przyczyna jego śmierci. Nie ma również podstaw, by twierdzić, że zgon miał związek z wykonywaną tej nocy służbą. Pojawiły się jednak pytania dotyczące organizacji pracy funkcjonariusza oraz jego zdolności do wykonywania obowiązków. Sprawą zainteresowało się miasto.

Miasto rozpoczęło kontrolę

Monika Beuth, rzeczniczka prasowa Urzędu m.st. Warszawy przekazała „SE”, że każdy taki przypadek wymaga indywidualnej analizy.

Faktem jest, że w ostatnim czasie zmarło dwóch strażników. Każdy z takich przypadków wymaga indywidualnego podejścia. Jeśli mówimy o drugim przypadku, to po wstępnej analizie dokumentów na ten moment nic nie wskazuje, że przyczyny śmierci należy doszukiwać się w efekcie zaniedbań przełożonych. Niemniej jednak Dyrektor Stołecznego Centrum Bezpieczeństwa, w ramach posiadanych kompetencji, rozpoczął kontrolę w zakresie planowania i czasu pracy oraz ograniczeń wynikających z zaleceń i ich realizacji. SCB wezwało komendanta SM do przedstawienia w tej kwestii szczegółowych wyjaśnień i dokumentacji − przekazała.

Miasto na tym jednak nie poprzestało. Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa chce sprawdzić, jak wyglądała organizacja służby Mariusza S. i czy prawidłowo realizowano ewentualne zalecenia dotyczące jego pracy.

O sprawie dowiedział się również Marek Borkowski, radny Pragi-Południe, który skontaktował się z naszą redakcją.

− To niestety już kolejna śmierć w szeregach warszawskiej Straży Miejskiej. Podobnie jak w poprzednich i jej okoliczności budzą szereg wątpliwości ze strony kolegów oraz koleżanek. Najwyższy czas, aby przełożeni skutecznie zadbali o warunki służby, ale też stan zdrowia funkcjonariuszy. Przede wszystkim nie obciążaniu trudami ciężkiej służby osób starszych i z problemami zdrowotnymi − powiedział.

Straż miejska komentuje. Mariusz S. miał aktualne orzeczenie bez ograniczeń

Straż Miejska przedstawia w tej sprawie jasne stanowisko. Według Referatu Prasowego Mariusz S. posiadał aktualne orzeczenie lekarza medycyny pracy, wydane 21 stycznia 2026 roku. Z informacji przekazanej „SE” wynika, że dopuszczało ono funkcjonariusza do pracy na stanowisku strażnika miejskiego bez ograniczeń.

Z całą stanowczością chcemy podkreślić, że w Straży Miejskiej m.st. Warszawy przestrzegane są przepisy prawa pracy, w tym dotyczące czasu pracy, odpoczynku oraz wykonywania obowiązków zgodnie z aktualnymi orzeczeniami lekarskimi, bez których żaden funkcjonariusz nie zostanie dopuszczony do wykonywania czynności służbowych − czytamy o oświadczeniu.

Straż wyjaśnia, że badania określają zdolność funkcjonariuszy do wykonywania obowiązków na zajmowanych stanowiskach, również w warunkach związanych z występowaniem czynników niekorzystnych i uciążliwych. Jak podkreśla formacja, także grafiki pracy przygotowywane przez przełożonych podlegają obowiązującym przepisom Kodeksu pracy.

Straż Miejska odniosła się również do przebiegu służby Mariusza S. Według formacji od kilku lat pracował on w Referacie Oskarżycieli Publicznych w siedzibie oddziału. Został tam przeniesiony z pracy patrolowej na własną prośbę przez naczelnika.

Od czasu przeniesienia nie zgłaszał zastrzeżeń ani dolegliwości związanych z warunkami pracy − przekazała Straż Miejska.

Tyle że na tym sprawa się nie kończy.

Choć Straż Miejska zapewnia, że wszystko odbywało się zgodnie z przepisami, SCB zaczęło sprawdzać, jak w rzeczywistości wyglądała organizacja służby Mariusza S. Kluczowe będą grafiki, czas pracy oraz dokumentacja dotycząca ewentualnych zaleceń i ograniczeń. To właśnie te dokumenty mogą odpowiedzieć na pytanie, czy za zapewnieniami Straży Miejskiej rzeczywiście stoi pełna zgodność z przepisami.

Sonda
Czy straż miejska jest potrzebna?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki