- Mijane dziś przez tysiące Warszawiaków rondo Kercelak skrywa niezwykłą historię: to tu, w sercu dawnej Woli, funkcjonował legendarny bazar rządzony przez gangstera.
- Łukasz Siemiątkowski, znany jako „Tata Tasiemka”., sprawował brutalną władzę nad tym chaotycznym "miastem w mieście", gdzie kwitł handel wszystkim, od flaków po broń.
- Poznaj zapomnianą historię Kercelaka i odkryj, dlaczego nawet policjanci bali się zapuszczać w ten niebezpieczny labirynt warszawskiego handlu.
Rondo Kercelak w stolicy
Ale jeszcze sto lat temu było to prawdziwe „miasto w mieście”, którego bali się nawet policjanci.Zamiast pędzących aut, był tu labirynt bud, w którym można było kupić broń i skosztować najlepszych flaków w mieście. Oto zaginiona historia warszawskiego Kercelaka!
Wszystko zaczęło się od paszy dla koni
Historia tego niezwykłego miejsca sięga lat 60. XIX wieku. To wtedy Józef Kercelli, właściciel okolicznych gruntów, zrobił miastu niezwykły prezent. Podarował potężny plac przy ulicy Leszno, ale pod jednym warunkiem – miało na nim powstać targowisko z paszą dla koni. I tak się stało. W 1867 roku oficjalnie ruszył Plac Wolski. Z czasem na placu wyrosła nawet okazała hala targowa, której elewacja przypominała tę, którą do dziś możemy podziwiać na Halach Mirowskich.
Targ z paszą funkcjonował do 1915 roku. Ale to, co stało się później, na zawsze zapisało się w historii Warszawy.
Narodziny prawdziwej legendy
Gdy plac opustoszał, jak grzyby po deszczu zaczęły na nim wyrastać drewniane budy i stragany. Tak narodził się bazar, który Warszawiacy od razu ochrzcili mianem „Kercelaka”. To już nie było zwykłe targowisko. To była prawdziwa plątanina uliczek, która ciągnęła się od Leszna aż po Chłodną. Miejsce z własnymi zasadami, folklorem i mrocznymi tajemnicami.
Na Kercelaku można było kupić absolutnie wszystko. Obok legalnych towarów kwitł handel bronią i kradzionymi przedmiotami. Sprzedawano tu nawet egzotyczne zwierzęta! To właśnie ten klimat uwieczniał w swoich felietonach legendarny Stefan „Wiech” Wiechecki.
Rządy „Taty Tasiemki” i strach na targu
Kercelak miał też swojego króla. Był nim Łukasz Siemiątkowski, bezwzględny gangster znany w całym mieście jako „Tata Tasiemka”. Jego gang sprawował pełną kontrolę nad bazarem. Kupcy musieli płacić haracze, by w ogóle móc tu handlować. To była brutalna, przestępcza władza, a policja interweniowała w tym rejonie bardzo niechętnie. Strach i wielkie pieniądze unosiły się w powietrzu na równi z zapachem smażonych potraw.
A tych nie brakowało! Archiwalna fotografia z 1932 roku pokazuje, jak wyglądało życie na Kercelaku. Widać na niej budki z gastronomią, dymiący samowar i charakterystyczną tabliczkę w gablocie z napisem, który budzi sentyment: „dziś flaki!”. W tle majaczy potężna kamienica na rogu Leszna 115 i Okopowej.
Ogień i gruzy. Smutny koniec Kercelaka
Wrzesień 1939 roku przyniósł pierwsze zniszczenia. Spłonęła hala targowa i okoliczne kamienice. Mimo to sam bazar, ta niezwykła plątanina straganów, jakimś cudem przetrwała aż do 1944 roku.
Po wojnie nie było już jednak powrotu do dawnego świata. W miejscu legendarnego targowiska wytyczono nową siatkę ulic i poprowadzono Trasę W-Z. Po gwarnym, chaotycznym i niebezpiecznym Kercelaku nie został nawet ślad. Dziś o jego klimacie przypomina jedynie coroczna impreza organizowana przez samorząd. I choć po legendarnym bazarze została tylko nazwa ronda, jego historia wciąż fascynuje, przypominając o Warszawie, której już nie ma.