Kim był kapitan Piotr Knyż?
Piotr Knyż, ikona polskiego lotnictwa. Prowadził swoje kanały w mediach społecznościowych. Jeszcze cztery lata temu świętował razem z LOT-em swoje 15 tys. godzin spędzonych w powietrzu. Wieloletni kapitan Polskich Linii Lotniczych LOT, niestety zmarł 14 kwietnia 2026 roku. Przegrał walkę z agresywnym glejakiem mózgu.
Knyż, jak sam wspominał, od najmłodszych lat lotniska były jego drugim domem, a latanie, największą miłością. Jak sam mówił w apelu o pomoc: − Moje życie to pasja do latania. Od wczesnych młodzieńczych lat cały swój czas spędzałem na lotniskach. Najpierw była radość z szybowania, po czym rozpoczęcie pracy w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Tam prawie 30 lat spełniałem się zawodowo, wykonując to, co kochałem najbardziej − latanie. Spędziłem około 18 tysięcy godzin w powietrzu − pisał o sobie. Diagnoza, która spadła na niego w październiku 2025 roku, była dla niego i jego bliskich prawdziwym szokiem.
Początkowo pojawiły się zaburzenia pola widzenia. Pilot natychmiast poddał się badaniom. W jego zawodzie wzrok to podstawa, dlatego nie zbagatelizował żadnych sygnałów. Tomografia komputerowa ujawniła obecność dużego guza w głowie. Mimo nadziei na pomyślne usunięcie guza, wielogodzinna operacja nie przyniosła oczekiwanych rezultatów.
Walka Piotra Knyża z glejakiem
− Po niełatwej, wielogodzinnej operacji wróciłem... Ze względu na umiejscowienie i wielkość guz niestety pozostał. Wycinki pobrane do badania histopatologicznego pokazały najgorszą możliwą diagnozę − guz okazał się glejakiem IV stopnia, nieoperowalnym. Jednym z najbardziej złośliwych i agresywnych guzów mózgu − opisywał ze smutkiem pilot na portalu zbiórkowym.
Kapitan, mimo druzgocącej diagnozy, nie poddawał się. Szukał wszelkich możliwych sposobów na przedłużenie życia i poprawę jego jakości. Czekało go długie i kosztowne leczenie. Niestety, pierwsza próba chemioterapii została przerwana z powodu obrzęku mózgu. Konieczna była regeneracja organizmu, aby można było podejść do kolejnej serii. Knyż miał ogromną nadzieję, że tym razem leczenie przyniesie oczekiwane rezultaty, umożliwiając mu dalsze etapy terapii, w tym radioterapię.
Nadzieja na leczenie w USA
Prawdziwa nadzieja pojawiła się za oceanem. Lekarze w Stanach Zjednoczonych dawali mu szansę na wycięcie guza, czego nie chcieli podjąć się specjaliści w Polsce. Dodatkową szansą była nowoczesna terapia CAR-T w ramach badań klinicznych, która dla Piotra nie była opcją, lecz jedyną szansą na życie.
Niestety, jak to często bywa w przypadku innowacyjnych terapii, koszty leczenia stanowiły ogromną barierę. Piotr Knyż apelował o każdą formę pomocy. − Pragnę żyć i walczyć z chorobą ile sił. Nie mogę się poddać. To jeszcze nie czas na mnie! − mówił.
− Proszę o każdą pomoc, udostępnijcie mój apel, gdzie się da! Każde dobre słowo, wsparcie to impuls i siła, która motywuje dla mnie do walki z chorobą − apelował pilot, dziękując z całego serca za okazaną pomoc.
Niestety, mimo heroicznej walki i wsparcia tysięcy ludzi, Piotr Knyż przegrał z chorobą. Jego śmierć to ogromna strata dla bliskich, przyjaciół i całego środowiska lotniczego.