To miała być zabawa. Potem do drzwi zapukała policja. Ekspert: „Tak rodzą się niebezpieczne trendy”

Jeden telefon wystarczy, żeby zatrzymać pracę szkoły, postawić na nogi policję i zaangażować ratowników. Dla części nastolatków to ma być tylko żart albo sposób na reakcję innych. Historie z ostatnich 20 lat pokazują jednak, że taki „dowcip” niemal zawsze kończy się tak samo: sprawcy szybko zostają złapani, a sprawa trafia do sądu. Psycholog w rozmowie z reporterem „Super Expressu” zwraca uwagę, że podobne zachowania mogą rozprzestrzeniać się w internecie tak samo jak inne niebezpieczne trendy.

Plecy pirotechnika policyjnego w kamizelce. Na miniaturze psycholog Mateusz Grzesiak. O trendach przeczytasz w SE.
Autor: Bernard Hołdys/DasAgency, Style Hartwig & Policja/ Materiały prasowe

Co kilka miesięcy pojawia się podobna historia. Telefon z informacją o bombie w szkole, urzędzie albo mieszkaniu. Na miejsce jadą policjanci, często także pirotechnicy. Budynek jest ewakuowany. Po sprawdzeniu okazuje się, że zagrożenia nie było. Zmieniają się tylko miejsca i wiek sprawców.

Fałszywe alarmy bombowe. Powtarzający się scenariusz

W 2006 roku 16-latek z powiatu lubańskiego zadzwonił z żądaniem okupu i groźbą zdetonowania bomby. Policjanci szybko ustalili jego tożsamość. W tym samym czasie zatrzymywali też innych nastolatków odpowiedzialnych za podobne fałszywe alarmy i groźby.

Kilka lat później podobnych przypadków było więcej. W Ostródzie dwóch nastolatków w wieku 14 i 15 lat zadzwoniło z informacją o bombie w gimnazjum. Ewakuowano ponad 500 osób. Chłopcy tłumaczyli później, że założyli się „o przekonanie”, a ich celem było odwołanie lekcji. Byli przekonani, że na tym skończą się konsekwencje.

W 2015 roku 18-letni uczeń zadzwonił na numer alarmowy z telefonu koleżanki i poinformował o bombie w liceum w Bodzentynie. Przyznał się do winy i został skazany na osiem miesięcy prac społecznych.

W tym samym roku 9-latek z Żywca zadzwonił na numer 112 z informacją o bombie. Doprowadził do ewakuacji około 1200 osób z Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Jak później tłumaczył, chciał pograć w piłkę, bo wcześniej po fałszywym alarmie w swojej szkole jego klasa przez kilka godzin nie miała lekcji.

W 2018 roku 10-latka zadzwoniła pod numer 112 i zgłosiła bombę w swoim domu. Myślała, że telefon bez karty SIM zapewni jej anonimowość. Tak się nie stało. Policjanci szybko ustalili sprawczynię, a sprawa trafiła do sądu rodzinnego.

Tak samo było w 2025 roku. Dwie 13-latki odpowiadają przed sądem rodzinnym po zgłoszeniu fałszywego alarmu bombowego w szkole podstawowej. Policja przypominała wtedy, że każde takie zgłoszenie angażuje wiele służb i może odciągnąć je od miejsc, gdzie ktoś naprawdę potrzebuje pomocy.

Czy fałszywe alarmy to nowy trend internetowy?

Podobny finał miała także sprawa z początku lipca 2026 roku. Policjanci z Warszawy szybko ustalili, że za fałszywym alarmem o podłożeniu ładunku wybuchowego w jednych z budynków na Woli stoi 14-latka z województwa wielkopolskiego. Funkcjonariusze podkreślili, że anonimowość sprawców takich zgłoszeń jest tylko pozorna.

To nie są pojedyncze przypadki. Pojawia się więc pytanie, czy podobne zachowania mogą być kolejnym internetowym trendem.

Zdaniem dr Mateusza Grzesiaka, psychologa i wykładowcy Akademii WSB, taki scenariusz jest prawdopodobny.

Tak, taki scenariusz jest psychologicznie prawdopodobny. Nastolatek, który widzi w sieci nagranie z ewakuacji szkoły wywołanej fałszywym alarmem, otrzymuje gotowy skrypt zachowania razem z informacją o jego skuteczności. Jeden telefon zatrzymuje pracę całej instytucji, a to daje poczucie sprawczości, którego młody człowiek często nie doświadcza nigdzie indziej. Challenge nie musi być formalnie ogłoszony, wystarczy seria naśladowanych zachowań, które algorytmy nagradzają zasięgami − tłumaczy.

Psycholog zwraca uwagę, że młodzi ludzie często wiedzą, jakie mogą być konsekwencje, ale w konkretnej sytuacji je bagatelizują.

Częściej bagatelizują niż nie wiedzą. Nastolatek zapytany wprost zwykle potrafi wymienić możliwe skutki, ale wiedza deklaratywna nie przekłada się na decyzje podejmowane pod wpływem emocji i obecności rówieśników. W psychologii opisuje się to jako rozjazd między zimnym a gorącym poznaniem: na spokojnie oceniam ryzyko trafnie, w sytuacji pobudzenia oceniam je błędnie. Dochodzi do tego złudzenie anonimowości w sieci i przekonanie, że konsekwencje dotyczą innych, nie mnie − dodaje dr Grzesiak.

Rola mediów w rozprzestrzenianiu trendów

Według niego podobny mechanizm stoi także za innymi niebezpiecznymi trendami, takimi jak trainsurfing.

Tu nakładają się na siebie mechanizmy z poprzednich odpowiedzi plus dodatkowy element: poszukiwanie doznań. Część nastolatków ma podwyższone zapotrzebowanie na silne bodźce, a jazda na dachu pociągu dostarcza ich w stopniu, którego nie da żadna gra. Nagranie z takiego wyczynu łączy adrenalinę z natychmiastową nagrodą społeczną − mówi i podkreśla, że internet przyspiesza mechanizm naśladowania.

Naśladownictwo opiera się na modelowaniu: obserwuję zachowanie, widzę nagrodę, powtarzam. W Internecie ten proces jest przyspieszony, bo nagroda w postaci zasięgów jest widoczna publicznie i natychmiast − tłumaczy dalej jednocześnie zaznaczając, że samo informowanie o takich przypadkach nie jest błędem.

Znaczenie ma sposób, w jaki się to robi. − Rzetelna informacja pełni funkcję ostrzegawczą, ale sensacyjne relacjonowanie, pokazywanie sprawcy i skali zamieszania działa jak instrukcja z dowodem skuteczności − podkreśla.

Jak rozmawiać z dziećmi o zagrożeniach w sieci?

Psycholog uważa, że najważniejsza jest rozmowa z dzieckiem, ale nie w formie wykładu. − W rozmowie nie sprawdza się zakaz ani wykład. Skuteczniejsza jest ciekawość: pytanie, co dziecko ogląda, kogo obserwuje i co je w tym pociąga, zadane bez oceniania. Rodzic, który reaguje paniką, uczy dziecko tylko tego, żeby lepiej się ukrywać − podsumowuje.

Historie z różnych lat pokazują jedną wspólną rzecz. Niezależnie od tego, czy sprawca ma 9, 10, 14 czy 18 lat, policja bardzo często szybko ustala jego tożsamość. A fałszywy alarm nie kończy się na „żarcie”. Angażuje służby, generuje koszty i może sprawić, że w tym samym czasie ktoś, kto naprawdę potrzebuje pomocy, będzie musiał na nią dłużej czekać.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki