Tragedia w Ząbkach. Dwuletni Miłoszek utonął w oczku wodnym
Dramat rozegrał się 20 maja w podwarszawskich Ząbkach. W oczku wodnym na terenie posesji przy ul. Kwiatowej, na której działał klub dziecięcy, znaleziono ciało niespełna dwuletniego Miłoszka. Mimo reanimacji życia chłopca nie udało się uratować. Sekcja zwłok potwierdziła, że przyczyną śmierci malca było utonięcie.
W sprawie zatrzymane zostały wie opiekunki - Lukrecja B. i Monika Z., w wieku 48 i 53 lat. Kobiety usłyszały zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci małoletniego.
- Obie zostały przesłuchane w charakterze podejrzanych. Jedna z pań przyznała się do zarzucanego jej czynu i złożyła króciutkie wyjaśnienia. Druga z pań odmówiła odpowiedzi na wszelkie pytania w kwestii tego czy przyznaje się, czy też nie do zarzucanego jej przestępstwa - przekazał prokurator Remigiusz Krynke z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
Obie zostały objęte dozorem policji. Kobiety muszą zgłaszać się trzy razy w tygodniu na komendę policji i nie mogą kontaktować się ze świadkami ani między sobą.
Zatrważające wyniki kontroli w klubie dziecięcym
Niedługo po tragicznym zdarzeniu Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zarządziło pilną kontrolę w klubiku. Jak przekazał „Fakt” - są już wyniki.
Wynika z nich, że ogólnie w placówce pracowały w trzy opiekunki oraz "dwie pomoce". W dniu tragedii opiekę nad dziećmi sprawowały dwie opiekunki oraz dwie pomoce, a w momencie samego tragicznego zdarzenia obecne były już tylko dwie pracownice.
"Według stanu na dzień 20 maja 2026 r. do placówki zapisanych było 25 dzieci, a zatem o jedno więcej, niż wynosi liczba miejsc w klubie dziecięcym. W dniu zdarzenia obecnych było 20 dzieci. W chwili zdarzenia w klubie dziecięcym znajdowało się trzynaścioro dzieci. Dane dotyczące liczby dzieci obecnych w dniu zdarzenia oraz w chwili zdarzenia ustalone zostały na podstawie aplikacji. Papierowa lista obecności została zabezpieczona przez prokuraturę" - zacytował pismo z Ministerstwa „Fakt”.
Z kontroli wynika również, że cały obiekt jest ogrodzony. Od ulicy znajduje się bramka otwierana przez opiekunki od środka. Aby wyjść na zewnątrz, trzeba użyć przycisku otwierającego bramkę. Dalej znajduje się drewniany płotek. Ministerstwo przekazało „Faktowi”, że dzieci były liczone przed wyjściem na dwór, w trakcie zabawy na zewnątrz oraz podczas zbiórki przed powrotem do środka placówki.
Nadal nie wiadomo więc, jak dziecko niezauważone przedostało się przez zabezpieczenia i dostało się do prywatnej części posesji z oczkiem wodnym.
Warto przypomnieć również, że po tragedii właściciel klubu dziecięcego przy ul. Kwiatowej w Ząbkach, zamknął placówkę na stałe.