Truli lokatorów i przejmowali ich mieszkania. Szokujące metody działania gangu

2026-05-26 18:00

To miała być sprawa zamknięta. W zeszłym roku już zapadły wyroki, część oskarżonych odetchnęła z ulgą po uniewinnieniach, a najcięższe zarzuty, te dotyczące zabójstw i ich usiłowania, rozsypały się w sądzie pierwszej instancji. Teraz wszystko wraca do gry. I to z hukiem.

We wtorek (26 maja) w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie zapadło rozstrzygnięcie, które może całkowicie odmienić losy jednej z najbardziej mrocznych spraw ostatnich lat na Mazowszu, procesu tzw. „gangu trucicieli”, oskarżanego o przejmowanie mieszkań od samotnych, schorowanych i uzależnionych osób.

Sąd apelacyjny w dużej części uchylił wcześniejszy wyrok i nakazał ponowne rozpatrzenie kluczowych zarzutów: dotyczących zabójstw, usiłowań zabójstw oraz działania w zorganizowanej grupie przestępczej. To oznacza jedno: proces zaczyna się od nowa.

Kim byli „truciciele”? Śledczy opisywali przerażający schemat działania

Według ustaleń śledczych grupa przez około 5-6 lat miała działać głównie w Warszawie i na Mazowszu. Jej członkowie szukali ludzi samotnych, schorowanych, pogubionych życiowo, często uzależnionych od alkoholu. Najpierw były rozmowy i budowanie zaufania. Później przychodził kolejny etap: zdobywanie pełnomocnictw, często notarialnych, które pozwalały przejąć kontrolę nad mieszkaniami i majątkiem.

W akcie oskarżenia pojawił się opis tego mechanizmu. Śledczy twierdzili, że osoby uzależnione od alkoholu miały dostawać alkohol z dodatkiem izopropanolu. Według prokuratury celem było nie tylko osłabienie ofiar, ale wręcz doprowadzenie do ich śmierci. I to właśnie od tych zarzutów wzięła się nazwa „gang trucicieli”.

Akt oskarżenia mówił o pięciu zabójstwach i sześciu usiłowaniach zabójstwa. O działalności grupy służby miały dowiedzieć się przypadkiem. Zawiadomienie złożyła kobieta, która sama nie była związana ze sprawą. Miała usłyszeć od znajomego (Roberta S.) opowieści o tym, co dzieje się wokół przejmowanych mieszkań i podejrzanych zgonów. I to właśnie S. stał się później jednym z kluczowych świadków. 

Śledczy twierdzili nawet, że dzięki działaniom operacyjnym udało się uratować życie kolejnej osoby, starszej kobiety z Warszawy. Podczas działań zabezpieczono butelkę alkoholu, która miała zawierać niebezpieczną domieszkę.

„Sąd popełnił błąd”. Mocne słowa z uzasadnienia

W 2025 roku Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w Warszawie skazał Romana P. na 15 lat więzienia, Tomasza G. na 12 lat, a Krzysztofa P. na osiem lat. Jednocześnie uniewinnił oskarżonych od najcięższych zarzutów związanych z doprowadzaniem swoich ofiar do śmierci. Sąd pierwszej instancji uznał, że nie ma wystarczających dowodów, aby przypisać im zabójstwa. Teraz sąd apelacyjny ocenił tę analizę niezwykle krytycznie.

Sędzia wskazywała podczas uzasadnienia, że poprzedni skład skoncentrował się niemal wyłącznie na jednej opinii toksykologicznej, pomijając inne dowody i zeznania świadków. Według sądu apelacyjnego zgromadzony materiał „bezsprzecznie wskazuje”, że pokrzywdzonym podawano skażony alkohol. Padły też bardzo mocne słowa: wcześniejsza analiza miała być „wybiórcza” i sprzeczna z zasadami logicznego rozumowania.

Świadek mówił o „szybkim pozbyciu się ludzi”

Szczególne znaczenie miały zeznania Roberta S. Według przywołanych podczas rozprawy relacji miał on twierdzić, że alkohol z dodatkiem izopropanolu podawano po to, by „szybko pozbyć się osób”, od których wcześniej uzyskano pełnomocnictwa do mieszkań. Sąd apelacyjny zarzucił wcześniejszemu składowi, że te zeznania zostały praktycznie pominięte.

W uzasadnieniu przywołano również relację świadka, który miał usłyszeć sugestię, że jedna z kobiet „wkrótce nie będzie wśród żywych”. To właśnie te elementy (zdaniem sądu) powinny zostać jeszcze raz dokładnie przeanalizowane.

Prokuratura nie kryje zadowolenia

Po wyjściu z sali prokurator Walerian Janas nie ukrywał satysfakcji. − To bardzo dobry wyrok. Sąd podzielił stanowisko prokuratury praktycznie we wszystkich najważniejszych kwestiach − mówił po ogłoszeniu decyzji i jak podkreślał, wracają kwestie zabójstw, oszustw i działania w grupie przestępczej. − Niemalże wszystko będzie procedowane od początku − tłumaczył.

Jest jednak jeden wyjątek. Nie wszystkie decyzje były jednak korzystne dla oskarżycieli. Sąd zmniejszył jedną z kar Krzysztofa P. − z ośmiu do pięciu lat więzienia w jednym z wątków dotyczących oszustwa. To jednak tylko niewielki fragment całej sprawy, bowiem kluczowe zarzuty wracają do Sądu Okręgowego, a to oznacza, że proces, który wydawał się zmierzać ku końcowi, właśnie dostał nowe życie. I wygląda na to, że jego najmocniejsze rozdziały mogą dopiero nadejść.

Gang trucicieli emerytów przed sądem
Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki