Setki strażaków i wozy bojowe ruszyły do walki z żywiołem
Od pierwszych chwil po wybuchu pożaru uruchomiono ogromne siły ratownicze. Jak poinformowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, w działania zaangażowanych jest niemal 800 strażaków wspieranych przez ponad 250 pojazdów. Na miejscu pracują również żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej oraz setki policjantów.
- Prawie 800 strażaków walczących cały czas z pożarem, ponad 250 wozów. Od pierwszej chwili uruchomione Wojska Obrony Terytorialnej. Wspierało ich prawie 400 funkcjonariuszy policji. Od pierwszych godzin od wybuchu pożaru uruchomiono duże zasoby sprzętu i odwody – przekazał resort.
Według danych termalnych pozyskanych z drona Bayraktar ogień objął już około 300 hektarów lasu. Ze względu na silny wiatr i długotrwały brak opadów płomienie szybko rozprzestrzeniały się w kierunku powiatu mińskiego.
Nie tylko strażacy. Nad pożarem krążą samoloty gaśnicze
Kluczową rolę w akcji odgrywa lotnictwo gaśnicze. Jak poinformował Roman Ignasiak, prezes Mieleckich Zakładów Lotniczych, od rana nad płonącym terenem pracowało pięć samolotów Dromader.
– Dzisiaj od rana samoloty wystartowały, wykonały 29 zrzutów, z tego co się dowiedziałem. Z Bemowa wystartowały cztery samoloty, jeden doleciał z Radomia, w tej chwili pięć samolotów uczestniczy łącznie w całej akcji. Samoloty wystartowały i tankują paliwo tutaj, na Bemowie, natomiast pobierają wodę z lotniska w Mińsku Mazowieckim – powiedział.
Każda maszyna może zabrać jednorazowo około dwóch tysięcy litrów wody. Dzięki stosunkowo niewielkiej odległości między lotniskiem a miejscem pożaru samoloty wykonują kolejne loty niemal bez przerwy.
– Samolot bierze na pokład dwa tysiące litrów wody, a czas akcji jest w zależności od dolotu. Tam jest około kilkunastu minut od lotniska do miejsca zrzutu, więc tych operacji jest po prostu dosyć dużo. Samolot może być w powietrzu ponad trzy godziny – wyjaśnił Ignasiak.
Największym zagrożeniem jest wiatr. Piloci lecą bardzo nisko nad ogniem
Gaszenie pożaru lasu z powietrza należy do najbardziej niebezpiecznych zadań wykonywanych przez pilotów. Szczególnie trudne są pożary wierzchołkowe, podczas których ogień błyskawicznie przemieszcza się koronami drzew.
– Największym problemem jest oczywiście kwestia komunikacji, ponieważ zawsze w zarządzaniu akcją kryzysową problem jest z łącznością. Piloci na pokładzie statku powietrznego mają łączność z Lasami Państwowymi i łączność lotniczą. Nie mają bezpośredniego kontaktu z zarządzającym akcją ratowniczo-gaśniczą, stąd zaczyna się problem – tłumaczył prezes Mieleckich Zakładów Lotniczych.
Jak podkreśla, podczas takich akcji liczy się przede wszystkim doświadczenie załóg, które muszą podejmować decyzje w ułamkach sekund.
– Ten zawód jest niebezpieczny i to piloci, którzy latają w Mieleckich Zakładach Lotniczych, doskonale wiedzą. Mieliśmy oczywiście niedawno sytuację tragiczną, ale wiemy doskonale, że takie ryzyko wiąże się z tym zawodem – zaznaczył.
Dlaczego samoloty lecą parami? To nie przypadek
Osoby obserwujące akcję często zwracają uwagę, że Dromadery pojawiają się nad pożarem po dwa lub nawet kilka jednocześnie. To nie efekt przypadku, ale specjalnie opracowana taktyka.
– To jest właśnie taktyka gaszenia. Od początku samoloty były tak produkowane ze względu na ilość wody, żeby skutecznie ugasić źródło ognia, latał nie jeden samolot, tylko właśnie w parach albo nawet w większych grupach, co oczywiście daje ogromną skuteczność. Proszę zauważyć, że helikopter Black Hawk w Bambi Buckecie bierze 3 tysiące litrów, a już dwa Dromadery - 4 tysiące. Skuteczność dwóch zrzutów jest większa niż jednego. Więc tutaj liczba samolotów bezpośrednio przekłada się na skuteczność akcji – wyjaśnił Ignasiak.
Ważny apel służb. Utrudnienia potrwają
W rejonie działań ratowniczych nadal występują poważne utrudnienia komunikacyjne. Zamknięty pozostaje około 30-kilometrowy odcinek drogi krajowej nr 50.
Służby apelują do mieszkańców i osób przyjezdnych o niezbliżanie się do miejsca akcji oraz stosowanie się do poleceń funkcjonariuszy. Każda dodatkowa osoba w pobliżu pożaru może utrudnić działania ratownikom walczącym z jednym z największych pożarów lasów na Mazowszu w ostatnim czasie.