Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Biegły oszacował, ile Łukasz Żak mógł mieć promili

2026-01-30 19:26

Trwa proces w sprawie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. We wrześniu 2024 r. Łukasz Żak (28 l.), za kierownicą białego Volkswagena Arteona wbił się w osobowego Forda Focusa. Zginęła jedna osoba a wiele innych zostało rannych. W piątek (30 stycznia) przed sądem zeznawali eksperci z zakresu toksykologii i medycyny sądowej. Biegły określił, ile Żak mógł mieć promili.

Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Biegły oszacował, ile Łukasz Żak mógł mieć promili

Na sali sądowej ponownie pojawili się oskarżeni o nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku na Trasie Łazienkowskiej oraz sprawca tragedii – Łukasz Żak.

Jako pierwszy zeznawał biegły, który wydał opinię na temat trzeźwości Łukasza Żaka. Oskarżony uciekł po wypadku do Niemiec, więc nie przebadano go alkomatem. Jego zdaniem Żak mógł w chwili wypadku mieć od 1,1 do 1,4 promila alkoholu we krwi. Oszacował to na podstawie akt sprawy, z których wynika, że Żak przed wypadkiem wypił 8 kieliszków, a jego waga wynosiła 103 kg. Przyjął też, że kieliszki 40-procentowej wódki nalewane były do pełna.

Adwokat wysnuła jednka własną hipotezę. Według niej kieliszki nalewane były do połowy, a Łukasz Żak ważył wówczas nie 103, a 130 kg. – Nie ważono mnie na terenie Niemiec, a potem schudłem, bo byłem w gipsie – tłumaczył oskarżony.

Biegły obliczył, że w takim wypadku oskarżony miałby maksymalnie 0,7 promila alkoholu we krwi w chwili wypadku. Sąd oddalił jednak wniosek o ponowne sporządzenie opinii. – W mojej ocenie jest ona przekonująca – powiedział sędzia Maciej Mitera.

Łukasz Ż. opuścił areszt w Warszawie. Nowe informacje ws. wypadku na Trasie Łazienkowskiej

Koledzy Łukasza Żaka. Ich linia obrony się posypie?

Kolejny zeznawał biegły z zakresu medycyny sądowej. Obrońcy Macieja O. (28 l.), oskarżonego o nieudzielenie pomocy ofiarom, od początku przekonują, że ich klient nie był w stanie ratować innych, ponieważ sam poważnie ucierpiał. Z opinii biegłego wynika jednak co innego. – Doznał lekkich obrażeń: stłuczeń i otarć – mówił powołany do sprawy lekarz.

Obrońcy przekonują jednak, że O. miał też złamany obojczyk. W dokumentacji ze szpitala, do którego trafił tuż po wypadku, nie ma o tym ani słowa. Taką opinię O. uzyskał dopiero 13 miesięcy później. – Na podstawie opisanego tu wygojonego złamania obojczyka nie można potwierdzić, że powstało ono w trakcie wypadku – powiedział biegły.

Pytania miał także obrońca Damiana J., również oskarżonego o nieudzielenie pomocy. Zdaniem świadków miał on razem z Maciejem N. odganiać od ciężko rannej Pauliny K. osoby próbujące jej pomóc. – Miało to na celu powstrzymanie przed zmienianiem pozycji pokrzywdzonej, aby zmniejszyć ryzyko uszkodzenia kręgosłupa – tłumaczył na jednej z poprzednich rozpraw adwokat.

Teraz zapytał biegłego: – Czy przeciętna osoba ma możliwość rozpoznania urazu kręgosłupa?

– Przeciętna osoba ma obowiązek udzielenia pomocy. To są rzeczy, których uczą się dzieci w ósmej klasie – odparł biegły.

Następna rozprawa odbędzie się za miesiąc.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki