- Maja Kowalska zaginęła pod koniec kwietnia 2025 roku, a jej ciało odnaleziono tydzień później.
- Sąd Okręgowy w Płocku zadecydował o umieszczeniu Bartosza G., podejrzanego o zbrodnię, na obserwacji psychiatrycznej w zamkniętym szpitalu.
- Jak chłopak spędzi najbliższe tygodnie?
Zabójstwo Mai z Mławy. Obserwacja psychiatryczna Bartosza G.
To kolejny etap jednej z najbardziej wstrząsających spraw ostatnich miesięcy. Maja Kowalska (†16 l.) zaginęła pod koniec kwietnia 2025 roku. Szukali jej bliscy. Szukała policja. Tydzień później jej ciało znaleziono w zaroślach. Zmasakrowane. Nadpalone. Z odciętym kciukiem. Tego obrazu nie da się wymazać z pamięci.
Według ustaleń śledczych, 23 kwietnia 2025 roku wówczas 17-letni Bartosz G. spotkał się z Mają w zakładzie produkcyjnym należącym do jego dziadka. To tam miało dojść do zbrodni. Wszystko zarejestrował monitoring. Potem ciało dziewczyny zostało przewiezione w kontenerze na odpadki i porzucone w zaroślach. Jak niepotrzebna rzecz.
Podejrzany przeszedł już jednodniowe badanie psychiatryczne. Biegli uznali, że to za mało. Potrzebna jest dłuższa obserwacja psychiatryczna. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury. Teraz podejrzany spędzi w zakładzie - jak słyszymy - maksymalnie cztery tygodnie. Na oddziale zamkniętym. Pod stałą kontrolą lekarzy.
Przedłużono areszt
19-latek przebywa obecnie w areszcie, który przedłużono do 23 marca. Do Polski został sprowadzony z Grecji 23 grudnia 2025 roku. Wcześniej zatrzymano go tam na podstawie europejskiego nakazu aresztowania. Wyjechał na szkolną wycieczkę. Wrócił w kajdankach.
Dwa dni po przewiezieniu do kraju usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Nie przyznał się do winy. Odmówił składania wyjaśnień.
Jak Bartosz G. spędzi najbliższe tygodnie?
W szpitalu warunki będą inne niż w areszcie. To nie cela. Będzie mógł widywać się z matką, ale tylko za zgodą prokuratora. Dostanie prasę i telewizor. Bez internetu. Lekarze będą obserwować go przez całą dobę. Po zakończeniu pobytu sporządzą opinię. To ona zdecyduje, co dalej.
Jeśli uznają, że w chwili zbrodni był poczytalny, stanie przed sądem i odpowie za zabójstwo. Jeśli stwierdzą niepoczytalność, postępowanie zostanie umorzone.
- Rodzina i ja jako pełnomocnik, liczę na szybką opinię biegłych w tej sprawie i wierzę, ze opinia potwierdzi jego pełną poczytalność i stanie przed sądem - mówi reporterowi "Super Expressu" mecenas Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodziny Kowalskich.