Spis treści
Triumf Alicji Janosz w pierwszej odsłonie programu "Idol" stanowił przełomowy moment w nowoczesnej telewizji oraz branży muzycznej w Polsce. Nastoletnia dziewczyna pochodząca z Pszczyny błyskawicznie stała się idolką dla rzeszy fanów, będąc żywym dowodem na to, że upór i zdolności wokalne mogą zaprowadzić na sam szczyt. Jednak spektakularny rozgłos w kraju nie zagwarantował wokalistce światowego sukcesu, a po zakończeniu programu na młodą artystkę czekało mnóstwo bolesnych zderzeń z show-biznesem.
Alicja Janosz w "World Idol". Kuba Wojewódzki nie pobłażał młodej wokalistce
Krótko po zdobyciu pierwszego miejsca w krajowym "Idolu", piosenkarka otrzymała szansę reprezentowania Polski w globalnym formacie "World Idol". Na londyńskiej estradzie zmierzyli się ze sobą triumfatorzy programu z różnych zakątków świata, w tym niezwykle popularna Amerykanka - Kelly Clarkson. Alicja Janosz zaśpiewała wówczas utwór "I don't know how to love him" pochodzący z musicalu "Jesus Christ Superstar", co ostatecznie zapewniło jej ósmą pozycję w głosowaniu publiczności. Występ ocenili też jurorzy, a wśród nich znalazł się Kuba Wojewódzki, który nie potraktował swojej rodaczki ulgowo. Wokalistka nie pozostawała mu zresztą dłużna, co poskutkowało słynnym hasłem „I hate you”, jawną deklaracją antypatii.
W niedawnej rozmowie w programie "Galaktyka Plotek" 41-letnia dziś Alicja Janosz zdecydowała się podsumować tamte wydarzenia. Artystka otwarcie przyznaje, że jej konflikt z jurorem był przerysowany i nigdy tak naprawdę nie żywiła do niego skrajnie negatywnych uczuć, choć nigdy nie łączyły ich też przyjacielskie relacje. Jak się okazuje, przed występem na "World Idol" dostała na jego temat bardzo konkretną przestrogę.
"Tłumaczka wtedy powiedziała: 'Uważaj, bo Kuba będzie budował siebie, a po tobie pojedzie.' I to mnie zwaliło z nóg" - zdradziła.
Polecany artykuł:
Afera o "jajecznicę". Patrycja Kosiarkiewicz "usadziła" debiutantkę?
Wejście na rynek muzyczny z autorskim materiałem również okazało się bolesną próbą dla młodej zwyciężczyni. Pod koniec 2002 roku do sklepów trafił jej pierwszy krążek, nazwany po prostu „Ala Janosz”. Na płycie znalazło się dwanaście kompozycji, w tym piosenka „Zbudziłam się”, która wywołała prawdziwą lawinę kpin i złośliwych komentarzy w rozwijającym się prężnie Internecie. Głównym obiektem drwin okazał się tekst pierwszej zwrotki, w którym pojawiło się niefortunne wtrącenie o jajecznicy.
"Zbudziłam się, nie było źle / Za oknem brzask / Śnieg, zaspana ulica / Tramwaju szum / Za ścianą śpiew / I jajecznica" - brzmi fragment utworu.
Nieszczęsne słowo z piosenki ciągnęło się za artystką przez bardzo długi czas. Media przypomniały sobie o tej wpadce między innymi w 2004 roku, gdy Alicja Janosz wzięła udział w krajowych eliminacjach do konkursu Eurowizji. Warto podkreślić, że za stworzenie słów do tego utworu nie odpowiadała sama wokalistka, ale Patrycja Kosiarkiewicz, która cieszyła się w branży statusem uznanej i doświadczonej twórczyni.
Czy początkująca wokalistka ma dzisiaj pretensje do autorki o ten felerny tekst, który okrzyknięto gwoździem do trumny jej kariery? Prawie ćwierć wieku po tych wydarzeniach gwiazda ocenia to we wspomnianym wywiadzie inaczej, twierdząc, że to potknięcie było cenną nauką i bodźcem do samodzielnego pisania. Przyznała jednak, że jeszcze przed wejściem do studia nagraniowego zgłaszała obiekcje co do użycia tego konkretnego słowa, ale ostatecznie uległa presji autorytetu.
"To była chyba moja największa lekcja życiowa. O ironio, bez jaj. To akurat dobrze pamiętam, jak dzwoniłam do Patrycji Kosiarkiewicz, kiedy dostałam od niej parę tekstów do piosenek, które miałam nagrać. Zapytałam, czy może zmienić ten wyraz. Ona mi powiedziała: 'Dlaczego się czepiasz? To jest bzdura.' Usadziła mnie. [...] Dla mnie wówczas Patrycja była ekspertem. Gdyby nie ten kawałek mojej historii, bardzo dużo bym może w sobie nie odkryła i nie przerobiła, i nie pisałabym sama tekstów, a słowa mają dla mnie ogromne znaczenie" - wyznała.