- Ania Wyszkoni wyznała w „Mellinie”: „raz w życiu strasznie się upiłam” i to doświadczenie ją otrzeźwiło.
- „Byłam tak skacowana, że powiedziałam, że nigdy więcej” – podkreśliła, tłumacząc, że imprezowanie „nie było dla niej”.
- Opowiedziała też o rockowym środowisku, glanach i tym, że zawsze miała swoje granice i priorytety: koncert i muzyka.
Rock’n’roll kusił? „Obserwowałam to wszystko”
Marcin Meller wprost nawiązał do tego, co wielu rodziców przeraża, gdy 16-latka trafia do świata gitar i klubów. Wyszkoni przyznała, że takie obawy były, bo rockowe życie kojarzy się z przekraczaniem granic. Ona sama mówiła jednak, że bardziej „chłonęła środowisko” niż chciała w nie wejść na całego. I choć widziała rzeczy, które mogły ciągnąć w złą stronę, podkreśliła, że jej priorytety były zupełnie gdzie indziej. W rozmowie padło wyznanie, które od razu robi nagłówek.
Raz w życiu strasznie się upiłam
– powiedziała bez owijania w bawełnę. Dodała też, jak bardzo to ją „ustawiło” na przyszłość: „Byłam tak skacowana, że powiedziałam, że nigdy więcej”. I faktycznie – z jej opowieści wynika, że potem zrobiła sobie długą przerwę, bo w jej oczach to zwyczajnie nie miało sensu. Wyszkoni nie moralizowała, tylko tłumaczyła to swoim charakterem. Kiedy grała w zespole, chciała być przygotowana i w formie. „Dla mnie to jest bez sensu” – skwitowała temat upijania się, dając do zrozumienia, że nie widzi w tym ani buntu, ani zabawy, ani „legendy rocka”.
Taka jest Ania Wyszkoni: ambitna, zadaniowa, zawsze gotowa na koncert
Jej podejście do imprez łączyło się z perfekcjonizmem, o którym też mówiła w „Mellinie”. Wyszkoni podkreślała, że była „ambitną dziewczyną ze Śląska” – sumienną, upartą, zadaniową. Jeśli następnego dnia miał być koncert, nie wchodziło w grę, żeby stanąć na scenie bez energii. To ciekawy kontrast do stereotypu rockowego życia: z jednej strony glany, czarne ubrania i odwaga, by wyróżniać się na wsi, z drugiej – bardzo konkretne „bezpieczniki”. Nawet jeśli otoczenie przypisywało jej wizerunek buntowniczki, ona pilnowała, żeby nie rozminąć się z tym, co naprawdę ważne.
Wyszkoni wspominała też, że na Śląsku jej styl zwracał uwagę. Czarna plama z daleka, komentarze, spojrzenia – ale jej to nie łamało. Wręcz przeciwnie: lubiła zwracać uwagę, o ile było to w zgodzie z nią. I tu też pasuje jej „rockowa zasada”: nie robić nic na pokaz, tylko po swojemu.