„To podchodzi pod obsesję”. Ania Wyszkoni przerwała milczenie w „Mellinie”

Ania Wyszkoni pojawiła się w „Mellinie” Marcina Mellera i od razu padły słowa, które brzmią jak osobisty alarm. Artystka opowiedziała o człowieku, który – jak twierdzi – „komentuje każdy mój ruch” i „śledzi każdy mój ruch”. Nie ukrywała, że to temat, który ją boli. Chodzi oczywiście o jej byłego muzycznego partnera - Adama Konkola, z którym przez 14 lat tworzyła zespół Łzy.

  • W „Mellinie” Ania Wyszkoni powiedziała o człowieku, który – jak twierdzi – „komentuje każdy mój ruch” i „śledzi każdy mój ruch”.
  • Artystka oceniła wprost: „Podchodzi mi to pod obsesję” i przyznała, że to dla niej bolesny temat.
  • W rozmowie wróciła też do perfekcjonizmu oraz do młodości na Śląsku, pokazując kulisy drogi na scenę.

Wyszkoni o „śledzeniu każdego ruchu”

Rozmowa zrobiła się mocna, gdy Ania Wyszkoni wróciła do sytuacji sprzed spotkania z Adamem Konkolem. Wspomniała próbę z weselnym zespołem z rodzinnych stron, która skończyła się dla niej odmową. I właśnie wtedy – w jej opowieści – wrócił cień dawnego partnera muzycznego. Artystka mówiła wprost:

Człowiek, który co tydzień wymyśla coś, opowiada na mój temat, komentuje każdy mój ruch, śledzi każdy mój ruch, ogląda moje wywiady.

Wyszkoni przyznała, że odbiera to jednoznacznie i trudno jej przejść nad tym do porządku dziennego. „Podchodzi mi to pod obsesję” – stwierdziła, a w kolejnym zdaniu wybrzmiała jej bezradność i zmęczenie. To nie była chłodna analiza konfliktu, tylko emocjonalna reakcja osoby, która czuje, że ktoś nie odpuszcza.

Ania Wyszkoni o trudnych rozmowach i granicach

W rozmowie z Marcinem Mellerem wokalistka pokazała się też od strony, która wiele tłumaczy – jako osoba zadaniowa, uparta i nastawiona na działanie. Mówiła, że nauczyła się prowadzić trudne rozmowy, nawet jeśli nie są przyjemne. Z jej perspektywy przemilczanie problemów kończy się zawsze tak samo: narastaniem napięcia i wybuchem w najmniej spodziewanym momencie.

To ważny kontekst, bo w jej opowieści o „śledzeniu” nie ma miejsca na udawanie, że temat nie istnieje. Wyszkoni nie idzie w czystą sensację – raczej pokazuje, jak wygląda życie, kiedy ktoś regularnie „dopowiada” o tobie publicznie i kiedy masz wrażenie, że jesteś obserwowana.

Perfekcjonistka z Tworkowa

Obok mocnego wątku o byłym partnerze muzycznym pojawiła się też lżejsza, ale bardzo charakterystyczna nitka: perfekcjonizm. Wyszkoni przyznała, że długo była „prymuską” i dopiero po latach zaczęła odpuszczać. „To było bez sensu” – powiedziała o presji, żeby we wszystkim być najlepszą. Dziś zamiast śrubować sobie normy, woli łapać dystans i robić coś dla frajdy, nie dla wyniku. Ten rys – upór, ambicja, potrzeba kontroli – przewija się w całej rozmowie. I być może właśnie dlatego sytuacja, w której ktoś „śledzi każdy mój ruch”, uderza w nią szczególnie mocno.

Od „glanów” do sceny. Rock’n’roll, ale z bezpiecznikami

Wyszkoni wróciła też do młodości na Śląsku: glany, czarne ubrania i wrażenie, że na wsi każdy wszystko widzi. Jednocześnie podkreślała, że mimo rockowego otoczenia miała swoje granice. Opowiadała o tym, że obserwowała środowisko, ale sama nie dawała się wciągnąć w imprezowy styl życia, bo najważniejsze było dla niej przygotowanie do koncertów i muzyka.

Zobacz też: Ledwo ucichła afera o zbyt kuse szorty Ani Wyszkoni, a ona znów szokuje strojem. Odsłoniła nie tylko nogi!

To daje ciekawy kontrast: z jednej strony artystka, która od dziecka lubiła scenę i bycie „z przodu”, z drugiej – osoba, która dziś mówi o bólu i przeciążeniu, gdy ktoś konsekwentnie ją komentuje i kontroluje. 

Super Express Google News
Ania Wyszkoni: Ten temat sprawia mi ból. Ten człowiek śledzi każdy mój ruch | Mellina

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki