Spis treści
Widzowie zaznajomieni z produkcjami "Nic na siłę" oraz "Podlasie" doskonale kojarzą określenie "słabowato", powtarzane regularnie przez filmowego Jana. Okazuje się jednak, że ten charakterystyczny zwrot postaci kreowanej przez Artura Barcisia wcale nie wyszedł spod pióra twórców fabuły.
Artur Barciś zdradza, skąd wzięło się słynne "słabowato"
Podczas wywiadu z Natalią Nowecką z ESKI, przy okazji debiutu "Podlasia", Anna Szymańczyk opowiedziała o swobodzie twórczej na planie. Aktorka zaznaczyła, że mistrzem aktorskiej improwizacji był wcielający się w postać duchownego Piotr Pręgowski, chociaż Artur Barciś również chętnie dodawał od siebie niezaplanowane elementy. "Artur Barciś również jest taką osobą, która bardzo improwizuje, zresztą z filmu 'Nic na siłę' to jego 'słabowato' weszło do mojego języka rodzinnego, a nie pamiętam, czy to było zapisane, czy to był jego pomysł" - powiedziała.
PRZECZYTAJ TEŻ: Anna Popek już ma nową pracę! A dopiero co pożegnała się z TV Republika. "Po raz ostatni poprowadziłam poranny program"
Dopytywany o historię powstania kultowego już zwrotu, sam zainteresowany rozwiał wszelkie wątpliwości w rozmowie z autorką tekstu. W trakcie dyskusji gwiazdor potwierdził, że charakterystyczne hasło w ogóle nie znajdowało się w oryginalnym skrypcie przygotowanym wcześniej przez scenarzystów.
Ja to wziąłem od mojego przyjaciela, który co prawda nie urodził się na Podlasiu, ale mieszka tam, ożenił się i tak dalej. I jak miał wydać jakąś opinię o czymś, co mu się na przykład nie podobało, zawsze mówił: "E, słabowato". I ja to włączyłem do scenariusza pierwszej części, czyli filmu "Nic na siłę" i to się tak przyjęło wspaniale, że na ulicy ludzie mnie zaczepiali i mówili: "No panie Arturze, nie słabowato" - przyznał aktor.
PRZECZYTAJ TEŻ: Szokująca śmierć w popularnym serialu. Gwiazdor zabiera głos, a fani rozpaczają
Największe wyzwanie dla Artura Barcisia na planie "Podlasia"
Obie części komediowej serii zgromadziły przed ekranami ogromną rzeszę odbiorców, wychodząc znacznie poza granice Polski, ponieważ tytuł dostępny na platformie Netflix zyskał wręcz globalną popularność. Zapytany o fenomen tego niekwestionowanego sukcesu, aktor próbował wyjaśnić główny magnes przyciągający międzynarodową publiczność do tej swojskiej, rodzimej produkcji.
Ja myślę, że taki rodzaj takiej pogody. Tam nie ma nic takiego co by było przykre. Wszystko jest jednak w komediowym sosie i nawet, jak ja nie powiem, co robię Wiktorowi Zborowskiemu, to to wszystko nie przekracza tej granicy. Jest po prostu sympatyczną, uroczą komedią, ale film też nie jest przegrany, te postaci nie są karykaturami. Bardzo się starałem, grając z tego mojego Jana, żeby z jednej strony zagrać go bardzo charakterystycznie, żeby wykreować postać, która jest właśnie tylko do tego świata, do tego filmu, a jednocześnie, żeby nie przegiąć, żeby nie zrobić karykatury. No i to jest bardzo cienka granica, bardzo łatwo to przekroczyć. Mam nadzieję, że mi się udało tego nie zrobić, czyli, że ta postać jest wiarygodna - podsumował.
PRZECZYTAJ TEŻ: Zendaya i Pattinson w głośnej premierze. Za kulisami pracowała Polka
