Pod koniec grudnia ubiegłego roku do firmy Haidara przyszło czterech mężczyzn. Jak widać i słychać na nagraniach, które trafiły do prokuratury, nie była to typowo biznesowa wizyta. Dobrze zbudowani mężczyźni zażądali miliona złotych, twierdząc, że to "dobrowolna" forma zadośćuczynienia za krzywdy, które Haidar ponoć wyrządził Dodzie. Straszyli biznesmena, iż w przypadku odmowy może spotkać go coś niemiłego, a światło dzienne ujrzą kompromitujące filmiki. W piśmie, które bandyci kazali podpisać Haidarowi, widnieje... numer konta Dody. Co jest zastanawiające, bo na razie przeciwko artystce nie jest prowadzone żadne postępowanie w tej sprawie.
Podczas śledztwa tropy zaprowadziły policjantów do obecnego partnera i wspólnika Dody - producenta filmowego Emila S. I to on oraz jego prawdopodobni kompani 7 września usłyszeli zarzut podżegania do popełnienia przestępstwa na szkodę Emila Haidara.
Ciągle nie wiadomo więc, jaka dokładnie jest rola słynnej piosenkarki w całej tej aferze. Czy Doda była tylko ofiarą cudzej brudnej gry?
- Nie mogę udzielić państwu informacji, kogo jeszcze sprawdzamy. Nie wiadomo, kiedy zakończy się ta sprawa, ale myślę, że nieprędko - usłyszeliśmy jedynie od Łukasza Łapczyńskiego z warszawskiej prokuratury okręgowej. Sama zainteresowana również nie zajmuje stanowiska w tej sprawie.
ZOBACZ: Najbardziej religijne gwiazdy show-biznesu GALERIA
PRZECZYTAJ: Botoks Patryka Vegi - pierwsze wrażenia aktorków po przeczytaniu scenariusza: "Byłem w szoku"
POLECAMY: Którym Świeżakiem jesteś? [QUIZ]