Co najmniej pięć osób żyje dzięki zmarłemu muzykowi, a dwie "spojrzą na świat jego oczami". Poruszający ostatni gest Przemka Liska

Przemek Lisek przez tydzień walczył o życie po tragicznym wypadku. Choć 53-letniego muzyka zespołu Zrefowani nie udało się uratować, jego historia nie zakończyła się wraz ze śmiercią. Dzięki pobranym narządom kilka osób otrzymało szansę na dalsze życie, a kolejne odzyskają zdrowie. Partnerka artysty opowiedziała o jego ostatnich dniach i decyzji, która stała się najpiękniejszym świadectwem tego, jakim był człowiekiem.

Muzyk Przemysław Lisek w okularach i czapce z daszkiem. O jego poruszającym geście po śmierci pisze Super Biznes.
Autor: Przemysław Lisek/ Facebook

Przemek Lisek zmarł po nieszczęśliwym wypadku

Informacja o śmierci Przemysława Liska poruszyła środowisko muzyczne i żeglarskie. Wokalista zespołu Zrefowani miał zaledwie 53 lata. Od młodości kochał muzykę żeglarską, występował na scenie, popularyzował żeglarstwo i – jak podkreślają jego bliscy – potrafił zarażać innych radością. Zawodowo pracował jako trener i konsultant biznesowy, wykładał także zarządzanie projektami na studiach podyplomowych. Kilka dni przed tragedią wraz z zespołem uczestniczył w castingu do programu „Must Be the Music”. Nikt nie przypuszczał, że wkrótce rozpocznie się dramatyczna walka o jego życie.

Jak przekazała partnerka muzyka, wypadek wydarzył się podczas zwykłych prac przy domu. Przemysław Lisek chciał przed zimą pomalować deski znajdujące się nad oknem.

Wypadek Przemka nie był brawurą czy głupotą, był niewyobrażalnym pechem. Chciał pomalować deski nad oknem przed zimą. Przewróciło się pod nim porządnie postawione rusztowanie wysokości trzech metrów. Spadł z wysokości niższej niż okno pierwszego piętra. Powinien był skręcić kostkę, złamać rękę… Stało się inaczej.

Rodzina do końca miała nadzieję

Obrażenia okazały się niezwykle poważne. Muzyk przeszedł skomplikowaną operację i mimo ogromnego osłabienia przez pierwsze dwie doby pozostawał przytomny. W pewnym momencie pojawiła się nawet nadzieja na pełną rehabilitację. 

Zaczęłam oddychać z ulgą, a godzinę później on prawie przestał

– wspomina jego ukochana. Potem następował kryzys za kryzysem. W poniedziałek po południu doszło do znacznego pogorszenia stanu mężczyzny. Odszedł pożegnawszy się z najbliższymi. 

„Pięciu osobom uratował życie”

W chwili niewyobrażalnej tragedii wydarzyło się jednak coś, co pozwala dziś mówić o nadziei. Narządy i tkanki Przemka zostały oddane do przeszczepienia. Dla rodziny była to decyzja trudna, ale oczywista, bazująca na jego przekonaniach i życiu. Dzięki temu inni ciężko chorzy pacjenci otrzymali szansę, na którą często czekali miesiącami lub latami:

Przemek do końca pomagał innym. Wielu osobom pomógł wyzdrowieć, dwie osoby spojrzą na świat jego oczami, pięciu osobom uratował życie – przekazała nam jego partnerka.

Te słowa są jednocześnie pożegnaniem i świadectwem człowieka, który – jak mówią jego bliscy – przez całe życie rozsiewał dobro. Śmierć Przemka przyniosła jego rodzinie ogromny ból, ale dla kilku innych rodzin oznaczała koniec dramatycznego oczekiwania i początek nowego życia.

Gest muzyka może również skłonić innych do rozmowy z najbliższymi o dawstwie narządów. W Polsce obowiązuje zasada domniemanej zgody: potencjalnym dawcą po śmierci jest każda osoba, która za życia nie wyraziła sprzeciwu. Można też podpisać oświadczenie woli i nosić je przy dokumentach. Nie wymaga ono rejestracji, ale ważne jest, aby o swojej decyzji powiedzieć rodzinie. Informacje oraz wzór dokumentu udostępnia Poltransplant.

Pogrzeb Przemka Liska. Rodzina ma szczególną prośbę

Pogrzeb Przemka Liska odbędzie się w sobotę, 17 października, o godzinie 11.30 na Cmentarzu Łostowickim w Gdańsku. Rodzina celowo nie zdecydowała się na pośpieszne pożegnanie. Chce, aby mogli wziąć w nim udział wszyscy, dla których był ważny.

Spróbujcie zrozumieć, że to był najdłuższy tydzień w moim życiu. Ani ja, ani Przemka córki nie jesteśmy jeszcze gotowe spotkać się z Wami wszystkimi i dzielić także Wasz smutek. Nie chcemy też żegnać go w pośpiechu i byle jak

Ostatnie pożegnanie ma przypominać Przemka – człowieka pełnego radości, kolorów i miłości do morskiego folku:

Przemek zawsze zarażał ludzi wokół radością, kochał kolory, folk morski i rozsiewał dobro. Chciałabym, żeby na ostatnią wachtę odprowadził go nie jesienny kondukt, a barwny tłum jak w ludnym porcie.

– tłumaczy partnerka muzyka.

Zamiast wieńców jedna zielona gałązka

Rodzina zwróciła się również z wyjątkową prośbą do uczestników uroczystości. Zamiast tradycyjnych kwiatów i wieńców każdy może przynieść jedną zieloną gałązkę. Bliscy proszą także o wsparcie funduszu stypendialnego, który ma pomóc Natalii i Oli – córkom Przemysława Liska – w rozpoczęciu dorosłego życia. Szczegóły dotyczące zbiórki, spotkania po uroczystości oraz miejsca, w którym bliscy i przyjaciele będą mogli wspominać muzyka, zostaną podane w późniejszym terminie.

Przemek Lisek odszedł nagle i zdecydowanie zbyt wcześnie. Jednak jego ostatni gest sprawił, że część dobra, którym dzielił się przez całe życie, pozostała z innymi. Kilka osób żyje dzięki niemu. Dwie kolejne – jak pięknie powiedziała jego partnerka – spojrzą na świat jego oczami.

Pogrzeb Marcina Przewoźniaka. Warszawa pożegnała go żeglarską pieśnią i limerykiem

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki