Spis treści
Słowa do kultowego utworu "Gdzie ci mężczyźni" wyszły spod pióra Jana Pietrzaka. Melodię z kolei skomponował Włodzimierz Korcz. Zanim piosenka zyskała miano szlagieru, rozważano powierzenie jej Irenie Jarockiej. Później utwór trafił do repertuaru Anny Nehrebeckiej. Dopiero w wykonaniu Danuty Rinn stał się ponadczasowym hitem.
Piosenkę "Gdzie ci mężczyźni" miała wykonywać Irena Jarocka
Początki tego kultowego przeboju z lat 70. sięgają okolic 1972 i 1973 roku. Wtedy to Jan Pietrzak stworzył pełen ironii tekst o męskich mankamentach, do którego Włodzimierz Korcz skomponował wpadającą w ucho melodię. Co ciekawe, na początku w ogóle nie myślano o zaangażowaniu Danuty Rinn. Pierwotnie utwór miał być wykonywany przez Irenę Jarocką, choć sama wokalistka przyznała po latach, że piosenka nigdy do niej nie trafiła i nie miała okazji jej zarejestrować.
W tej sytuacji Jan Pietrzak skierował swoją uwagę na Annę Nehrebecką. Twórca zakładał, że głównym nośnikiem komizmu będzie kontrast - subtelna i delikatna aktorka spokojnie wymieniająca męskie wady. Włodzimierz Korcz miał początkowo wątpliwości, jednak ostatecznie dostosował muzykę do jej warunków głosowych. Nehrebecka śpiewała ten utwór na scenie, lecz nie spotkał się on z entuzjastycznym przyjęciem. W konsekwencji został on wykreślony z repertuaru, co wydawało się jego końcem. Korcz był jednak przekonany o ukrytym potencjale tego dzieła. Czekał tylko na artystkę, która tchnie w nie prawdziwe życie.
Danuta Rinn była w bardzo trudnym momencie
Twórcy ostatecznie zdecydowali się na współpracę z Danutą Rinn. Artystka przeżywała wówczas niezwykle wymagający i przełomowy czas. Wcześniej przez wiele lat koncertowała w niezwykle lubianym duecie z Bogdanem Czyżewskim, swoim drugim mężem. To z nim wylansowała takie przeboje, jak "Biedroneczki są w kropeczki", "Na deptaku w Ciechocinku" czy "Wszystkiego najlepszego". Związek i wspólna droga artystyczna dobiegły końca w 1974 roku. Wokalistka stanęła przed wyzwaniem ponownego zbudowania swojej kariery, walcząc z łatką połowy popularnego duetu.
To właśnie w tym momencie Włodzimierz Korcz przedstawił jej utwór "Gdzie ci mężczyźni". Kompozytor wspominał, że piosenkarka od razu dostrzegła w nim gigantyczny potencjał, twierdząc, że czekała na taki materiał przez całą karierę. Skomplikowana sytuacja życiowa Rinn sprawiła, że tekst zyskał nowe, głębsze znaczenie. Artystka nie zrobiła z niego jednak smutnego żalu po rozstaniu. Wykonała go z niesamowitą dawką humoru, witalności i jazzowego sznytu. Jej potężny głos zmienił żartobliwą wyliczankę w gigantyczny hit estrady.
Zobacz także: Poślubił Danutę Rinn dla mieszkania. Dziś Bogdan Czyżewski zamieszkał w Domu Artystów w Skolimowie
Występ nie obył się bez problemów
Na początku nic nie wskazywało na to, że piosenka okaże się wielkim sukcesem. Z opowieści Włodzimierza Korcza wynika, że Danuta Rinn miała ogromne problemy z opanowaniem słów. Kompozytor groził jej nawet zabraniem utworu. Przed jednym z koncertów artystka miała mieć w garderobie mnóstwo własnoręcznie zapisanych ściąg. Zapewniała, że jest perfekcyjnie przygotowana. Jednak na scenie tylko fragment wyśpiewała z pamięci, a później ratowała się notatkami, niekiedy nawet obracając się tyłem do publiczności. Mogło to skończyć się blamażem, jednak reakcja słuchaczy była wspaniała. Danuta Rinn bisowała aż trzykrotnie. Wyszło na jaw, że jej sceniczna charyzma i wyjątkowa interpretacja są znacznie cenniejsze niż wyuczone na pamięć zwrotki.
Ten legendarny utwór zapewnił Danucie Rinn statuetkę Towarzystwa Przyjaciół Opola na 12. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w 1974 roku. Piosenka momentalnie podbiła stacje radiowe, a słynne słowa refrenu weszły na stałe do potocznego języka.
Piosenka zmieniła wizerunek Danuty Rinn
"Gdzie ci mężczyźni" nie było debiutanckim szlagierem Danuty Rinn, jednak urosło do rangi wizytówki jej występów solowych. Wreszcie przestała kojarzyć się wyłącznie z niezobowiązującymi duetami z Bogdanem Czyżewskim. Nowe kompozycje umożliwiły jej zaprezentowanie pełni możliwości wokalnych, jazzowego warsztatu i niezwykłego poczucia rytmu. Rinn nie musiała biegać po scenie, żeby całkowicie zawładnąć publicznością. Jej wyrazista mimika, ruch sceniczny i unikalny sposób śpiewania sprawiały, że każdy koncert przypominał wyjątkowy spektakl teatralny.
Zobacz także: Tyle gwiazdy zarabiały w PRL-u. Porażające wyznanie legendarnego piosenkarza! Harówka za grosze
Ten przebój z powodzeniem oparł się próbie czasu i przemianom ustrojowym. Zagadnienie braku prawdziwych, mężnych i dojrzałych mężczyzn wciąż pozostawało aktualne, zyskując nowe znaczenia w kolejnych dekadach. Fraza z tytułu stała się niezwykle popularnym zwrotem, używanym zarówno w kontekście poważnym, jak i humorystycznym.
Piosenkarki nie ma wśród nas od 2006 roku, jednak jej kultowy utwór wciąż rozbrzmiewa na scenach. Artyści tworzą jego nowoczesne wersje, a pamięć o artystce kultywowana jest podczas specjalnych koncertów i festiwali.
Zobacz więcej zdjęć. Sandra Drzymalska wcieliła się w Violettę Villas. Tak wygląda bez charakteryzacji!
Zobacz więcej zdjęć. Danuta Rinn i Bogdan Czyżewski stworzyli piękny duet nie tylko na scenie. Niestety ich charaktery mocno się różniły