Wszyscy o nich mówili! Duet nie tylko na scenie
Bogdan Czyżewski i Danuta Rinn poznali się w 1963 roku. Chwilę później stworzyli znakomity duet na estradzie.
Zostałem solistą po konkursie zorganizowanym przez redakcję muzyczną Polskiego Radia, która zorganizowała taki konkurs na piosenkarza. Potrzebowali młodych, utalentowanych ludzi i tam się zjechało około dwóch tysięcy młodych osób. Była tam Halina Kunicka, Sława Przybylska, Olgierd Buczek i m.in. ja. Zostaliśmy solistami Orkiestry Tanecznej Polskiego Radia pod dyrekcją Edwarda Czernego, a potem Bogusława Klinczuka. Moje pierwsze nagrania, które poszły na antenę, sprawiły, że od razu moje nazwisko było rozpoznawalne. I wtedy z Danutą się poznałem na jakimś wyjeździe na wybrzeżu. Dogadaliśmy się, żeby może coś zrobić ciekawego. Ona była solistką, ja solistą. A ja mówię tak: „Słuchaj, z Violettą Villas nagrałem dla radia taką piosenkę "Czy pani lubi tańczyć twista" i "Salomon". Jak ty się szybko tego nauczysz, to będziemy to śpiewać razem”. Szybko się nauczyła, bo była pojętna. Za tydzień już miała gotową piosenkę. Wystawiliśmy to na koncercie i byliśmy zdziwieni, jak bardzo się to spodobało
– mówi nam Czyżewski.
Potem przez ponad 10 lat tworzyli zgrany duet. Zrobili około 200 piosenek i występowali na festiwalach, a także w telewizji.
Pobrali się dla większego mieszkania
W pewnym momencie z duetu scenicznego stali się duetem także w życiu prywatnym.
Byłem w spółdzielni mieszkaniowej i czekałem już na mieszkanie, ale prezes spółdzielni powiedział: „Panie Bogdanie, jak będzie pan miał żonę, to pan dostanie dwa pokoje z kuchnią. Jak pan jest sam, to pan dostanie pokój z kuchnią albo kawalerkę”
– opowiada Czyżewski. Wtedy też postanowili z Danutą Rinn, że wezmą ślub. Nie była to jednak ogromna miłość.
Między nami była przyjaźń, to było koleżeństwo, takie kumpelstwo. Tam uczucia właściwie nie było. Nie było „ochów” i „achów”, jak to bywa w miłości małżeńskiej. Tam raczej była miłość do muzyki
– dodaje. Pewnego dnia pan Bogdan podjął decyzję o rozwodzie.
Zakochany był dopiero w drugiej żonie, Eli, która była tancerką Teatru Sabat. Niestety, w 2013 roku kobieta przedwcześnie zmarła.
Miała tętniaka w głowie. Myślałem, że ja pierwszy zejdę z tego świata, bo byłem od niej dużo starszy
– opowiada.
Zamieszkał w Domu Artystów Scen Polskich w Skolimowie
Po śmierci ukochanej pan Bogdan mieszkał sam. Na początku dawałem sobie radę. 13 lat temu nadal występowałem i miał duże występów scenicznych. Jednak po pewnym czasie artyście było coraz trudniej.
Musiałem sam koło siebie wszystko zrobić: posprzątać, zrobić pranie, śniadanie, obiad, kolację
– wylicza. Choć mógł liczyć na pomoc syna, ostatecznie podjął decyzję o przeprowadzce do Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie.
Wprowadziłem się tu dokładnie 9 marca, w moje 92. urodziny. Mam tutaj bardzo dobre warunki i jestem bardzo zadowolony
– zapewnia. Czyżewski ma piękny pokój, wyremontowaną łazienkę i małą, ale przytulną kuchnię. Ma również balkon z widokiem na piękny ogród, po którym lubi spacerować.
Mieszkałem na Gocławiu przy ruchliwej ulicy. Tam jest taki straszny ruch samochodów, że było to nie do wytrzymania. Ja się dusiłem, dosłownie się dusiłem. W nocy wstawałem i nie mogłem oddychać. A tutaj oddycham świeżym powietrzem
– dodaje zadowolony.
Pan Bogdan ze swojego mieszkania zabrał jedynie osobiste przedmioty.
Przede wszystkim zabrałem Yamahę, klawisze, bo tu cały czas sobie gram, żeby się nie nudzić. Cały czas ćwiczę swój repertuar. I jeszcze, jak mnie ktoś zaprosi, to wystąpię
– dodaje.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Młodsi koledzy z branży z wizytą u weteranów. Skolimów zasypany prezentami