Maria Prokop ujawnia kulisy angażu w Polsacie. Będziecie w szoku
Maria Prokop coraz śmielej rozpycha się w telewizji. Tym razem została gospodynią nowego reality show Polsatu "Wielka Miłość w Młym Mieście". Program ma pokazywać prawdziwe emocje, relacje i ludzi, którzy przyjeżdżają na Mazury z nadzieją na znalezienie miłości. Dla Prokop to nowe zawodowe wyzwanie, choć przed kamerą czuje się jak ryba w wodzie. Co ciekawe, propozycja pojawiła się w jej życiu dość niespodziewanie. Prezenterka była wtedy poza Polską.
Zobacz też: Sensacyjny debiut w Polsacie! Maria Prokop poprowadzi nowy hit stacji
Edward Miszczak zadzwonił do Marii Prokop? Tak dostała fuchę w Polsacie
Maria Prokop przebywała w Tajlandii na weselu, kiedy jej menedżerka skontaktowała się z nią w sprawie nietypowej wiadomości. Okazało się, że propozycja pochodzi od firmy produkującej programy telewizyjne. Początkowo trzeba było jednak sprawdzić, czy to nie pomyłka albo podejrzany kontakt.
Ja byłam jedną z tego, co wiem, bo nikt mi tego nie powie. To jest tajemnica oczywiście, ale wiem, że było wiele zaproszonych prowadzących, po prostu zwyczajny casting. Firma producencka napisała do mnie maila. Ja byłam wtedy w Tajlandii ze swoimi przyjaciółkami, byłyśmy na weselu. I moja menadżerka napisała mi na WhatsAppie: "Słuchaj, dostałaś takiego mega dziwnego maila. Ktoś mówi, że jest z firmy Fremantle i zaprasza cię na zdjęcia próbne do jakiegoś nowego reality TV". Nie wiem, czy to ściema, czy nie ściema, bo to był tak znikąd mail, tak niespodziewany, że ja najpierw musiałam w ogóle się zastanowić, czy to jest prawdziwe, czy nie. Czy to nie jest scam? Podpisałam NDA, czyli taką umowę, że będę trzymała wszystko w tajemnicy. Jak wróciłam z Tajlandii, poszłam na casting. Musiałam się nauczyć tekstu, co było trudne. Musiałam się nauczyć i wkuć ten tekst - mówi nam Maria Prokop.
Zobacz też: Nowy partner rozpieszcza Marię Prokop. Gwiazda Polsatu zdradziła, jak długo są razem
Wiadomość okazała się początkiem jej przygody z nowym programem. Po powrocie do Polski prezenterka przeszła casting. I tutaj zaczęły się prawdziwe emocje. Jak sama opowiada, przesłuchanie do programu było dość nietypowe. Mały pokój, mocne światła, kamery i zadania, podczas których musiała wejść w interakcję z osobami udającymi uczestników reality show. Prokop musiała nauczyć się tekstu, pracować przed kamerą i pokazać, jak poradzi sobie w kontakcie z uczestnikami.
I po prostu poszłam do biura producenta, do takiej w ogóle bardzo niepozornej, małej sali, gdzie były bardzo jasne światła. I zawsze się śmieję, że jak weszłam do tego pokoju, właśnie były kamery, były światła, musiałam stanąć przy takiej po prostu białej ścianie. Czułam się, jakbym była na przesłuchiwaniu jakimś takim CIA, bo to było naprawdę śmieszne doświadczenie - wyjawiła nam Maria.
Nie wiedziała jednak od razu, czy przekonała produkcję. Na decyzję musiała poczekać około dwóch tygodni. W końcu telefon przyniósł dobre wieści. Okazało się, że to właśnie ona została wybrana do prowadzenia programu.
Telefon, że jednak mnie wybrano, otrzymałam z dwa tygodnie po castingu, więc ja w ogóle zaczęłam zapominać o tym. Poszłam na ten casting po prostu z ciekawości - jak to jest na takim przesłuchaniu, jak to jest na takim castingu, bo nigdy nie byłam na takim. Chciałam zobaczyć po prostu, co to za nowa, dziwna sytuacja. Poszłam. No i jesteśmy tutaj dzisiaj - wyjawiła "Super Expressowi" Maria Prokop.
Rozmawiała Julita Buczek
Zobacz naszą galerię: Edward Miszczak zadzwonił do Marii Prokop? Tak dostała fuchę w Polsacie