To tradycja czy jasny sygnał, że znany ojciec nie potrafi wyjść poza własne „ja”? W Polsce takie decyzje wciąż budzą emocje – znacznie większe niż na Zachodzie, gdzie „Junior” przy nazwisku nikogo specjalnie nie dziwi. U nas? To gotowy zapalnik do burzy. I choć Gortat znalazł się na pierwszej linii ognia, nie jest jedyny.
Nie tylko Gortat. Lista znanych ojców i sytnów o tym samym imieniu jest dłuższa
Najgłośniejszym przykładem od lat pozostaje Krzysztof Rutkowski, który swojego syna również nazwał Krzysztofem. Rutkowski Junior od najmłodszych lat funkcjonuje w mediach, pojawia się na galach, konferencjach i w social mediach rodziców. Dla jednych to urocze, dla innych – budowanie dziecku gotowego scenariusza życia.
Zobacz: Burza po narodzinach syna Marcina Gortata. Kuriozalna kłótnia w sieci! Co się stało?
Podobnie było w przypadku Krzysztofa Krawczyka, który swojemu synowi także przekazał własne imię. Krawczyk junior przez lata zmagał się z porównaniami do legendarnego ojca, a jego relacja z nazwiskiem i imieniem okazała się bardziej ciężarem niż przywilejem, zwłaszcza po tym, jak wdowa po artyście zastrzegła imię i nazwisko Krzysztof Krawczyw w urzędzie patentowy. Teraz syn piosenkarza, czy chce tego czy nie, musi stosować przydomek "junior" lub posługiwać się dwoma imionami.
Na tej liście jest też Kazimierz Mazur, aktor znany m.in. z seriali, który również zdecydował się na imię „w linii prostej”. Tu jednak znaczenie miała z pewnością wiara aktora, który hołdował starosłowiańskim obyczajom. Do podobnej kategorii trafia także Eryk Klum. W jego przypadku imię to coś więcej niż rodzinny zwyczaj – to wielopokoleniowa historia. Aktor nosi imię po swoim ojcu, wybitnym jazzmanie Eryku "Erysiu" Kulmie, a ten z kolei otrzymał je po własnym ojcu, który przez 33 lata pracował jako oficer rozrywkowy na legendarnym MS „Batory”. W tej rodzinie imię jest symbolem ciągłości i artystycznej tradycji, przekazywanej z pokolenia na pokolenie.
Imię jako znak władzy i przedłużenie nazwiska
Psychologowie i kulturoznawcy od lat zwracają uwagę, że nadawanie dziecku imienia ojca bywa czymś więcej niż sentymentem. W kulturze patriarchalnej imię było symbolem ciągłości rodu, kontroli i dziedziczenia znaczenia. Ojciec przekazywał nie tylko nazwisko, ale też oczekiwania, rolę i ciężar tożsamości. Współcześnie coraz częściej mówi się, że dziecko noszące imię ojca może mieć trudniej w budowaniu własnej odrębności – szczególnie gdy ojciec jest osobą publiczną. Porównania zaczynają się niemal od kołyski.
W przypadku Marcina Gortata emocje są tym większe, że poglądy sortowca od lat budzą skrajne reakcje. Dla jednych to duma narodowa, dla innych postać kontrowersyjna. Decyzja o imieniu syna dolała oliwy do ognia – i zapewne jeszcze długo będzie wracać w komentarzach. Bo pytanie wciąż pozostaje aktualne: czy to piękna tradycja, czy jednak potrzeba zostawienia po sobie własnej kopii?