Agnieszka Hyży szykuję życiową rewolucję! "Edward Miszczak dodał mi odwagi"

Agnieszka Hyży (41 l.), od lat związana z Mastercard OFF CAMERA i prowadząca galę zamknięcia festiwalu w sobotę w Krakowie, w rozmowie z "Super Expressem" opowiedziała czego szuka w kinie, jak odbiera triumfy kina kobiecego i dlaczego sama nie boi się poruszać trudnych tematów.

Agnieszka Hyży: Jaką rewolucję szykuje?

"Super Express": - Jest pani związana Mastercard OFF CAMERA w Krakowie od dłuższego czasu. Czym według pani się wyróżnia na tle innych, bo przecież jest w Polsce i w Europie bardzo wiele festiwali, czemu ten jest wyjątkowy?

Agnieszka Hyży: - Jest wyjątkowy, bo myślę, że udało się stworzyć miejsce, czas i okoliczności, które sprzyjają takiemu bardzo obiektywnemu, niekomercyjnemu spotkaniu branży filmowej i daniu szansy twórcom, tytułom, których nie możemy na co dzień zobaczyć w salach kinowych, w takich multipleksach dużych. Są to filmy, których tytuły często słyszymy pierwszy raz. A czasami są to filmy, którym nikt nie dawał szansy, a dzięki temu, że pojawiają się na festiwalu, nagle okazuje się, że są absolutnym odkryciem i docierają do szerokiej publiczności. Kino niezależne, które ma wreszcie przestrzeń, żeby zostać zauważoną i nazwiska, które się w Krakowie pojawiają, ten miks bardzo uznanych nazwisk z ogromnym dorobkiem, z ludźmi, którzy są zdolni, ciekawi, inni, nietuzinkowi. To powoduje, że ten festiwal jest jakiś, że on jest gęsty, że on jest niekomercyjny w takim sensie celebrycko-krzyczącym. Siłą tego festiwalu jest też niezależne jury, składające się z twórców bardzo uznanych, w większości nie z Polski. W związku z tym ich ocenianie, wyróżnianie i nagradzanie nie jest nacechowane jakąś sympatią, antypatią czy wiedzą dotyczącą tych osób, bo po prostu nie nie ma możliwości, żeby oni ich znali, więc to jest czyste, klarowne.

Agnieszka Hyży o sile kobiet i kobiecego kina

- Na gali otwarcia, którą pani prowadziła, kilkukrotnie wspomniała pani o tym, że jest nominowanych wiele kobiet i że to nie jest zbieg okoliczności, że to nie jest przypadek. Od lat mówi się w kinie o pewnych dysproporcjach jeśli chodzi o o nagradzanie czy nominacje, zwłaszcza reżyserek czy scenarzystek...

- To mnie bardzo uderza i to jest też coś, co bym absolutnie wymieniła w pierwszych punktach siły tego festiwalu, który no w dużej mierze też tworzą mężczyźni, bo na czele przecież stoją Szymon Miszczak i Grzegorz Stepniak, który jest dyrektorem artystycznym, czyli mamy mężczyzn. A oni dają ogromną szansę i głos kobietom, bo umówmy się, gdyby nie to, że one są wybierane do pokazywania tych filmów, są później nominowane, to tych nagród by nie było tyle. I kobiety bardzo chętnie przyjeżdżają na ten festiwal.

Zobacz również: Syn Edwarda Miszczaka pożegnał się z włosami! Szymon Miszczak zdobył się na prywatne wyznanie o śmierci mamy

Ostatnie sześć lat nagrody główne trafiały do filmów, za którymi stały kobiety i ja, gdy stoję też na tej scenie ostatniego dnia festiwalu podczas gali zakończenia festiwalu, to jestem naprawdę tak dumna i tak podbudowana tym, że kobiety triumfują, że tworzą genialne kreacje aktorskie, że właśnie filmy reżyserują, że filmy produkują. Ja nie chcę, żeby to zabrzmiało też feministycznie, że my jesteśmy, nie wiem, uciśnione i i wreszcie ktoś nam daje szansę. To nie o tym jest historia. Historia jest o tym, że Kraków widzi siłę kobiet, które teraz mają możliwość robienia kina. Są często wybierane przez producentów, żeby reżyserować duże produkcje.

To przecież widać na dużych nagrodach, Oskary, BAFTA czy Sundance. Tam też jest nagradzanych bardzo dużo kobiet, więc myślę, że nastał po prostu... Nie chcę powiedzieć, że trend, bo to nie chodzi o modę, ale nasz czas. To dotyczy wszystkich branż, które uważają, że to nie jest kwestia płci, tylko tego, kto jest najlepszy.

- Chyba faktycznie udało się w ostatnich latach przełamać taką blokadę, prawda? Taki stereotyp, którym się może ktoś kierował, że kobiety są słabsze i gorsze. A czego pani jako też kobieta poszukuje w takim kobiecym kinie? Bo w tym roku na OFF CAMERA te filmy poruszają bardzo mocne tematy - molestowanie, gwałty, wojna...

- Tak. Ja generalnie szukam na pewno wrażliwości. Na pewno szukam życia. Takiego poruszania tematów, które ja znam albo ich doświadczam, albo które widzę na co dzień, ale chcę zobaczyć perspektywę innego człowieka, który mi to właśnie podaje w postaci scenariusza, tego jak ten film wygląda, jak jest zagrane, czyli jak jakby poruszanie takich uniwersalnych, no w tym roku rzeczywiście trudnych tematów, ale które mogą spotkać każdego z nas. Wychodzi się z kina z takim poczuciem, że może się z tym nie zgadzam albo nie zrobiłabym tak, ale ciekawa jest ta perspektywa, albo otwieram oczy właśnie i sobie myślę: "Kurczę, myliłam się, to jednak inaczej jest". Tego szukam w filmach - pokazania świata, który znamy, ale oczami innych ludzi, aktorów, reżyserów, scenarzystów. Mnie to po prostu zawsze bardzo uczy. Zdarza mi się często iść do kina i wychodzić po 10 minutach, bo wiem, że mam bardzo mało czasu na to, żeby mieć czas dla siebie. Więc jak już idę do kina i czuję, że to mnie nie rozwinie, albo że po prostu mnie to nie interesuje, albo że to jest sztampowo zrobione czy hejtujące, czy jakoś tak dyskryminujące, to ja po prostu z tego rezygnuję i szukam dalej.

Zobacz również: Nikodem Rozbicki zgolił głowę na żywo przed publicznością! Nie mógł pojawić się u Łatwoganga, ale i tak to zrobił

Agnieszka Hyży: "Im jestem starsza, tym jestem odważniejsza"

- Muszę też zapytać a propos tych poważnych tematów poruszanych w filmach. Pani też jako, osoba publiczna, gwiazda telewizji, bardzo często porusza te poważne tematy. Czy to jest jakaś taka świadoma strategia?

- Im jestem starsza, tym jestem odważniejsza. Ja zawsze miałam poglądy. To nie jest tak, że ja nie miałam poglądów politycznych, społecznych. Ci ludzie, którzy mnie znają, to wiedzą, że jestem bardzo rozpolitykowana, że też dużo działam społecznie, tylko o tym nie mówię za wiele. Tak się moje życie zawodowe potoczyło, że weszłam w show-biznes, który nie ukrywam, że mnie bardzo mocno zaszufladkował w byciu dziewczyną ze szklanego ekranu, która prowadzi rozrywkowe programy, więc pewnie ma niewiele do powiedzenia. Właściwie nikt nigdy mi nie zadawał pytania: "Właściwie jakie jest twoje wykształcenie, czy ty w ogóle skończyłaś studia wyższe?". Skończyłam, za chwilę rozpoczynam w kolejne.

Idę też, że tak powiem, zawodowo, abstrahując od telewizji, w rzeczy bardzo dla mnie ważne i też wymagające naukowych podstaw. Wcześniej ciągle wydawało mi się, że może nie będę się wychylała, bo po co, ale jak powiedziałam coś raz i zobaczyłam jaki to ma wpływ, to sobie pomyślałam: "Kurczę, może rzeczywiście coś mogę z tym dalej zrobić".

I bardzo się cieszę, że w ogóle osobą, która mnie chyba otworzyła, jest Edward Miszczak, który dał mi swój czas i zadał sobie też pewnie trudu, żeby przejmując ster w telewizji Polsat poświęcić mi bardzo dużo czasu poza telewizją, na nasze różne i projekty. Dał mi też czas taki prywatny, żeby mnie poznać.Dał mi znów szansę, a może nawet nie że szansę, bo ja też szansę miałam, tylko w którymś momencie przestałam z nich korzystać, bo mnie zaczęły tak trochę więzić właśnie w tym show-biznesie. Zaczął dawać mi projekty, które mogły pokazać, że ja mam naprawdę coś do powiedzenia. Właśnie chociażby powierzenie mi OFF CAMERY, gdzie już od wielu lat tam jestem.

- Dodał odwagi?

- To spowodowało, że się po prostu stałam odważniejsza w tym co robię, w tym co mówię. Zaczęłam wychodzić z tym publicznie. Zaczęła się wokół mnie gromadzić  fantastyczna społeczność osób, kobiet, które utożsamiają się z moją prywatną historią, o której bardzo dużo mówię, czy to o "patchworkowej" (z ang. - "pozszywanej") rodzinie, czy życiu po rozwodzie, czy sprawach związanych z kobietami. Przestałam się zastanawiać, czy jak powiem, że jestem za tym albo za czymś innym, albo że się podzielę swoją historią, to że ktoś mi, nie wiem, znów da nagłówek... Przestało to już mieć dla mnie takie znaczenie. A im jestem starsza, a skończyłam 40 lat, tym bardziej zaczęłam inaczej podchodzić do do życia, do ludzi, do tego, co się mówi o mnie. Robię po prostu tak, jak czuję, jak uważam w danym momencie. Mam tylko jedną zasadę: nie mówię rzeczy, które mogłyby skrzywdzić drugą osobę. Granica mojej wypowiedzi na różne tematy kończy się z granicą czyjegoś życia prywatnego. Tym się kieruję w wypowiadaniu swojego zdania na jakiś tam temat.

Agnieszka Hyży idzie na kolejne studia. Wiedzieliście jakie ma wykształcenie? 

- A możemy zdradzić, jakie nowe studia pani podejmuje?

- Wracam trochę do korzeni, bo ja jestem w ogóle socjologiem z wykształcenia i teraz będzie dużo w moim życiu prawa związanego też z mediacjami, z psychologią i no szykuje się duża rewolucja zawodowa w moim życiu. Kocham telewizję i lubię to, co robię. Natomiast myślę, że ten rok będzie przełomowy, bo też zacznę robić inne rzeczy. Mówię tak bardzo enigmatycznie, ale mam nadzieję, że zrobimy kawał dobrej roboty też dla innych ludzi w w potrzebie takiej prawnej, rodzinnej, mediacyjnej, że absolutnie będziemy wspierać to, co też się dzieje ustawowo dzięki ministrowi Żurkowi, który zaczyna zmieniać prawo rodzinne w Polsce wraz z cudowną rzeczniczką praw dziecka, która robi fantastyczne projekty dla rodzin i dla dzieci.

Więc na pewno będzie o tym głośno, bo sama w to nie wierzę, że takie rzeczy w moim życiu wreszcie się udadzą, ale ja jestem taką osobą, że jeżeli mam dać czemuś twarz i się w coś zaangażować, to też lubię mieć jakieś tam podwaliny właśnie eksperckie i korzystam oczywiście z mądrzejszych ode mnie. Akurat w tym wypadku chcę się też sama się dokształcić, także muszę znaleźć teraz trochę czasu na naukę.

Rozmawiała Aleksandra Pajewska-Klucznik

Zobacz również: Agnieszka Hyży zdradza kulisy historycznej zbiórki. Jej mąż też ogolił głowę! "Zrobili kawał dobrej roboty"

Martyna Byczkowska zdradza swoje guilty pleasure. Będziecie zaskoczeni jej odpowiedzią!

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki