Jacek Kawalec to nie tylko rozpoznawalny aktor, ale także utalentowany wokalista. Artysta już od lat 90. prowadzi działalność muzyczną pod własnym nazwiskiem - nie brakuje w niej także elementów komicznych, co kilka dni temu sprawiło, że wokół niego wybuchł niemały skandal.
Kilka dni temu w mediach społecznościowych zespołu Budka Suflera pojawił się wpis, w którym Tomasz Zeliszewski przeprasza Zenona Martyniuka za nagranie, na którym Jacek Kawalec, a więc od 2022 roku do jeszcze niedawna jeden z wokalistów grupy, parodiuje jego styl śpiewania i mówi, że gwiazdor disco polo korzysta z playbacku.
Wybuchł spory skandal, na kanwie którego aktor i wokalista wydał oświadczenie, w którym ogłosił, że nie ma zamiaru dawać się cenzurować i zapowiedział odejście z Budki Suflera. Dodał jednak, że zamierza się wywiązać z najbliższych planów koncertowych
Od tego się jednak dopiero zaczęło. W końcu głos w całej sprawie zabrał sam Zenek Martyniuk. Muzyk nie ukrywał oburzenia słowami kolegi po fachu, z którym, jak mu się wydawało, pozostaje w dobrych stosunkach. "Król disco polo" zarzucił Kawalcowi brak kultury, chamstwo i zwyczajną zazdrość. Wspomniał także o Krzysztofie Skibie, który wtrącił się w aferę, któremu również nie szczędził gorzkich słów.
Na tym jednak Martyniuk nie poprzestał i w wywiadzie dla "WP" zapowiedział, że zamierza pozwać aktora i wokalistę, najpewniej chodzi o zarzut zniesławienia ze względu na wypowiedź o korzystaniu z playbacku, a ewentualne pieniądze z wygranej przeznaczyć na wybraną organizację, zajmującą się pomocą dzieciom.
ZOBACZ TAKŻE: Zenek Martyniuk straszy Jacka Kawalca sądem!
Jacek Kawalec w programie śniadaniowym o aferze, której stał się bohaterem
Nieoczekiwanie w piątek 21 sierpnia Jacek Kawalec pojawił się w programie śniadaniowym "Dzień Dobry Wakacje", emitowanym na antenie TVN. Muzyk postanowił z własnej perspektywy przedstawić całą sytuację i powtórzył, że występ, który stał się zarzewiem całej afery, jest formą parodii środowiska disco polo pojmowanego z szerszej perspektywy. Jak mówi, wykonuje go od lat i do tej pory nie miał z tego powodu żadnych nieprzyjemności.
Co ciekawe, Kawalec stwierdził, że muzycy Budki Suflera zaledwie dzień przed wybuchem skandalu na żywo widzieli wykonanie parodii i rozmawiając z nim w cztery oczy nie wyrażali żadnych obiekcji. Zaznaczył także, że nie został wyrzucony z Budki Suflera, a to on podjął decyzję o zakończeniu współpracy.
A dzień wcześniej słyszał tę piosenkę w moim wykonaniu na żywo i nie powiedział mi w oczy, że to jest nie w porządku. Wystosował oświadczenie, pod którym podpisał się jako cały zespół, nie informując o tym ani mnie, ani reszty zespołu, co uważam za przekroczenie warunków współpracy/ [...] Nie, oni nie powiedzieli, że kończą, tylko ja powiedziałem, że kończę. Uznałem to za chwyt poniżej pasa wobec kogoś, kogo uważa się za kolegę. [...] Po 1989 roku nikt nie ma prawa cenzurować wypowiedzi artystycznych - mówił w programie Jacek Kawalec.